od_nowa

Aleksandra Zienkiewicz

Aleksandra Podlejska: Co łączy Panią z Placem Grunwaldzkim? Mieszka Pani na jego obszarze?

Aleksandra Zienkiewicz: Właściwie teraz już nie, ale mieszkałam tam od 8 roku życia, więc całe dzieciństwo i część dorosłości. Widziałam, jak pl. Grunwaldzki się zmienia. 

A jakie jest Pani pierwsze wspomnienie związane z pl. Grunwaldzkim

Na pewno był zdecydowanie mniej zabudowany. W mojej okolicy były takie metalowe baraki, zwały piachu, po których biegaliśmy i skakaliśmy jako dzieci. Później w tym miejscu stanął budynek mieszkalny, tak zwana plomba. 

Jakie miejsce na pl. Grunwaldzkim lubiła Pani najbardziej jako dziecko?

Chyba spacery nad Odrę Wybrzeże Joliot-Curie. Wybrzeże Wyspiańskiego też jest fajne, ale było jednak trochę dalej ode mnie. 

A dzisiaj to też wybrzeże jest tym ulubionym, najprzyjemniejszym miejscem na osiedlu?

Słowo „przyjemny” jest trochę trudne, ponieważ osiedle Plac Grunwaldzki jest miejscem mocno zabudowanym i bardzo mało zostało miejsc, gdzie można się spotkać i posiedzieć wśród zieleni. Stąd też zrodziły się pomysły, aby tej zieleni pojawiło się więcej, dzięki mechanizmowi Budżetu Obywatelskiego. To, co udało się zrobić dzięki wygranym projektom w WBO, nie jest może spektakularne, ponieważ z powodu małej powierzchni terenów należących do miasta można było sobie pozwolić jedynie na niewielkie ingerencje, ale jestem pewna, że jak drzewa urosną, to będą one „robiły różnicę”.

Muszę przyznać, że sama nie postrzegam pl. Grunwaldzkiego jako miejsca szczególnie przyjemnego do mieszkania, a raczej jako miejsce bardzo wygodne. Jest tutaj wiele usług w pobliżu, jest blisko do Rynku, do Parku Szczytnickiego, a także do terenów przy północnej odnodze Odry. Jest ono więc bardzo dobrze usytuowane, nie wspominając już o budynkach uczelni, które znajdują się na jego obszarze. Z tego względu mieszka tutaj wielu studentów, którzy mają z tego miejsca bardzo blisko zarówno na Uniwersytet Przyrodniczy jak i Politechnikę, ale też wydziały Uniwersytetu Wrocławskiego.  Wielu z nich po zakończeniu studiów decyduje się jednak na wyprowadzkę z osiedla, wynajmując mieszkania na pl. Grunwaldzkim innym studentom

wybrzeże Wyspiańskiego
fot. Marta Sobala

Czyli pl. Grunwaldzki jest miejscem wygodnym, dobrze zlokalizowanym, ale niekoniecznie przyjemnym?

To też nie jest takie jasne i jednoznaczne. Część osiedla między Wybrzeżem Wyspiańskiego, a ul. Curie-Skłodowskiej posiada XIX wieczną zabudowę śródmiejską, która jest w coraz większym stopniu odnowiona i wygląda coraz lepiej. Jest tam też skwer im. Ireny Sendlerowej, są tereny spacerowe nad Odrą i Bulwar Politechniki, ulice są zadrzewione. Tak więc tamta część osiedla wydaje się elegancka. Na Placu Grunwaldzkim oczywiście są miejsca, w których na pewno mieszka się przyjemnie, szczególnie w poniemieckich kamienicach, gdzie mieszkania są duże i przestronne, a przed nimi znajdują się ogrody frontowe. Wszystko zależy od części osiedla. Myślę, że o Placu Grunwaldzkim jako miejscu do życia dużo mówi nowa zabudowa, która powstała przy rondzie u zbiegu ulic Polaka i Wrocławczyka, gdzie większość mieszkań przygotowana została pod wynajem. Są to więc mieszkania inwestycyjne, a nie do zamieszkania przez ich właścicieli.

Mówiąc o bardziej i mniej przyjemnych miejscach osiedla, to które jest Pani zdaniem „bolączką” pl. Grunwaldzkiego?

Bolączką są te miejsca, których nie widać, czyli wnętrza kwartałów. Niektóre, choć bardzo niewiele, zostały uporządkowane i wyremontowane, jednak znaczna większość jest w opłakanym stanie. Brak środków na rewitalizację podwórzy stanowi bardzo duży problem. 

Działała Pani we Wrocławskim Budżecie Obywatelskim oraz w Radzie Osiedla. Co dzięki WBO zmieniło się na osiedlu?

Z WBO na Placu Grunwaldzkim zrealizowano kilka projektów. W ramach jednego zagospodarowano placyk u zbiegu ulic Reja i Ładnej oraz dosadzono roślinność w narożu ulic Mikulicza-Radeckiego i Pasteura przy nowym budynku Uniwersytetu Medycznego. W obu miejscach część nawierzchni została rozebrana, wymieniono ziemię i posadzono rośliny kwitnące oraz drzewa. Zostały też postawione ławki, które jak się okazało, były bardzo potrzebne. Właściwie zawsze ktoś z nich korzysta. 

Druga rzecz została skończona niedawno, a jest nią zieleń na rondzie u zbiegu ulic Polaka i Wrocławczyka. Tam niestety postawienie ławek nie wchodziło w grę, bo jest to środek skrzyżowania. Miejsce to ma więc przede wszystkim charakter ozdobny. Posadzono tam drzewa i kilka gatunków roślin kwitnących, więc zapewne na wiosnę pojawią się tam zapylacze. Zrealizowaliśmy również projekt  „Zielone Rondo Regana”, w ramach którego na konstrukcji na wyspie środkowej zostały posadzone pnącza oraz bambusy w donicach. Jeszcze innym projektem była rewitalizacja skweru Adolfa Marii Bocheńskiego. Ten pomysł został zgłoszony przez jedną z mieszkanek osiedla. Środki na rewitalizację skweru pochodziły nie tylko z WBO, ale i od firmy SKANSKA. Wymieniono nawierzchnie ścieżek, ustawiono nowe ławki oraz stoliczek z siedziskami. Posadzono roślinność ozdobną i dosadzono drzewa. Pozostała jeszcze jedna ścieżka, na którą niestety nie wystarczyło funduszy, ale tak naprawdę większość prac została wykonana i skwer wygląda teraz zupełnie inaczej. Pojawiło się także oświetlenie, które zachęciło niektórych do korzystania ze skweru, wieczorami, a nawet nocami. Innych natomiast zniechęciło, mam na myśli osoby bezdomne, które często przebywały w tym miejscu przed rewitalizacją. 

Jakie prośby słyszała Pani najczęściej od mieszkańców Placu Grunwaldzkiego będąc radną osiedla?

Najczęściej krążą one przede wszystkim wokół kwestii bezpieczeństwa. W tym przypadku wielu mieszkańców oczekuje monitoringu miejskiego. Ponadto ważną kwestią jest dla wielu rewitalizacja podwórek. W dalszej kolejności ważne są kwestie remontów dróg i chodników.

A jakie są Pani prośby? Gdyby mogła Pani zmienić coś w swojej najbliższej okolicy to co by to było?

Na pewno wszystko to, o czym wspomniałam, czyli podwórza, zieleń, ale również to, co jest problemem nie tylko Placu Grunwaldzkiego, ale także innych dzielnic śródmiejskich, czyli pewien wizualny nieporządek. Mam na myśli przede wszystkim chaotyczne, nieuporządkowane parkowanie. Moje spojrzenie na tę kwestię jest na pewno inne niż wielu, ponieważ sama nie poruszam się samochodem, ale to jest z pewnością czynnik, który wpływa negatywnie na przestrzeń osiedla nie tylko wizualnie. Zabiera on również tereny na zieleń, ale przede wszystkim zaparkowane na chodnikach auta utrudniają przemieszczanie się pieszo. Z pewnością zniechęca to do spacerowania i poruszania się pieszo po mieście. Zważywszy na to, że Plac Grunwaldzki jest osiedlem wręcz kompaktowym, bardzo dobrze wyposażonym, z wieloma usługami, sklepami i kawiarniami w odległości dystansu pieszego, to jego przestrzeń powinna zachęcać do chodzenia.

Na pierwszym planie wierzchołki drzew, za nimi szczyty charakterystycznych wrocławskich sedesowców z zaokrąglonymi oknami.
fot. Marta Sobala

Wspomniała Pani, że była Pani świadkiem zmian na pl. Grunwaldzkim, które z nich najmocniej Pani odczuła?

Z biegiem lat bardzo mocno zagęszczała się zabudowa na pl. Grunwaldzkim, co w śródmieściu nie jest złe, ale nie powiem, że jestem fanką budynku Pasażu Grunwaldzkiego. Jego powstanie to była taka pierwsza, duża zmiana. Ona tak naprawdę pociągnęła za sobą inne. Sam fakt wypełnienia dużej wyrwy po dawnej zabudowie nie oceniam jako zły, czy nieprawidłowy, natomiast można było to miejsce zagospodarować w inny sposób, bardziej przyjazny dla mieszkańców. Pamiętam, jaka toczyła się batalia o likwidację targowiska, które znajdowało się na w miejscu dzisiejszego biurowca przy ul. Skłodowskiej-Curie, ale które zamknięto już w momencie budowy Pasażu. Panowało wtedy ogólne przeświadczenie, że targowiska należy likwidować, bo są nienowoczesne, ale tak naprawdę zapewniały one wielką różnorodność produktów spożywczych, której teraz tu nie ma. 

A co czuła Pani w momencie, kiedy Pasaż Grunwaldzki powstawał?

Czułam, że nie przedstawia on wartościowej architektury, wypełnia ściśle całą dostępną działkę, a do tego wciska się dziwnie w tereny boiska szkolnego, które tam się znajdowało. Budynek Pasażu wydawał się taką formą, która wręcz wżyna się w miejsca, w których nie powinna być. Zabrał boisko szkolne i przestrzeń, na której w ciepłe miesiące uczniowie mieli zajęcia wf-u. Potem kolejne, dwa mniejsze boiska wykorzystano pod budowę Miejskiej Biblioteki Publicznej z salami ćwiczeń dla uczniów na wyższej kondygnacji. Tym sposobem nie ma już możliwości, aby uczniowie szkoły przy ul. Reja mogli mieć zajęcia na świeżym powietrzu.

 A czy charakterystyczny punkt Placu Grunwaldzkiego - sedesowce były już w latach Pani dzieciństwa postrzegane jako symbol tej dzielnicy?

Nie, wydaje mi się, że to przyszło z czasem. 

W jakim okresie najlepiej mieszkało się  Pani na osiedlu pl. Grunwaldzki?

Myślę, że w czasie, kiedy chodziłam do liceum. Doceniałam wtedy bardzo jego funkcjonalność i lokalizację, to, że mam wszędzie blisko. Nawet jeśli nie zdążyłam na tramwaj, mogłam iść na piechotę. Myślę, że w tamtym czasie zyskałam świadomość, że pod tym kątem jest to dobre miejsce do mieszkania. 

Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
Polityka prywatności.

Polityka prywatności