od_nowa

Halina Mikosza, ul. Sienkiewicza 99

Sklep warzywa-owoce, artykuły spożywcze LASEK


Aleksandra Podlejska: Od kiedy na Placu Grunwaldzkim istnieje Pani sklep? I dlaczego mieści się akurat w tym miejscu?

Halina Mikosza: Jest tutaj od 1984 roku. Akurat w tym miejscu był wolny lokal. Mój mąż bardzo chciał założyć sklep i tutaj ten sklep otworzyliśmy. I tak od 1984 roku cały czas działamy w tym miejscu.

Wie Pani może, co znajdowało się w tym miejscu, zanim zaczęli w nim Państwo swoją działalność?

Słyszałam, że kiedyś ten sklep należał do Lasów Państwowych. Później w tym miejscu były lody, ciastka, niestety nie jestem w stanie dokładnie powiedzieć, jaki sklep się tutaj znajdował. Po wojnie można powiedzieć, że wszystko tutaj było.

A jak w czasach, kiedy zakładaliście Państwo sklep, wyglądała ul. Sienkiewicza? Czy w pobliżu znajdowało się dużo podobnych lokali?

Tutaj naprzeciwko był sklep z nabiałem, był jeszcze sklep mięsny, papierniczy i obuwniczy. Warzywniak był jeden – nasz. Dalej była jeszcze piekarnia. Teraz nie ma już tych sklepów, które znajdowały się tu w latach osiemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych. Pamiętam jeszcze, że na rogu, przy skrzyżowaniu Sienkiewicza z Piastowską była knajpa „Piast”.

Witryna sklepu Lasek - przed dużym oknej wystawione kosze z warzywami i owocami.
fot. Marta Sobala

Jak wyglądały wtedy Państwa relacje z innymi właścicielami sklepów?

Każdy każdemu pomagał. Nie było między nami żadnych konfliktów, czy nieporozumień. Wszyscy żyliśmy w zgodzie. Teraz nie ma już takich więzi, każdy zajął się sobą i swoją działalnością. Do tego z tych starych lokali zostały już tylko „Delikatesy”. Reszta sklepów jest tutaj nowa. Tylko my dwoje zostaliśmy tu od lat osiemdziesiątych.

A jaki wtedy, w latach osiemdziesiątych był Plac Grunwaldzki?

Na Placu Grunwaldzkim było pełno warzywniaków, a raczej stoisk z warzywami, z nabiałem, później weszło trochę pieczywa. Dużo osób brało produkty z targowiska i nimi handlowało. Teraz w miejscu tego placu targowego mieści się galeria handlowa.

Państwo też nabywali produkty na tym placu?

My nie, mieliśmy swoich dostawców no i jeszcze we Wrocławiu był plac na Kromera, gdzie była hurtownia. My, jako detaliści zaopatrywaliśmy się akurat tam.

Jak bliskość targowiska przy ul. Skłodowskiej-Curie wpływała na Państwa sklep?

Ja nie narzekałam. Mieliśmy dużo klientów. Ja mówię, że każdy swojego klienta ma. Teraz mogę powiedzieć, że jest mniej klientów, bo wiele osób kupuje wszystko w supermarketach, przez co nie zagląda już do warzywniaków, czy innych mniejszych sklepów.

Wspominała Pani o targowisku, a co może Pani powiedzieć o namiocie „Goliat”?

Namiot pojawił się później w miejscu targowiska. Tam też można było kupić wszystko, od warzyw po obuwie. To była mieszanka najróżniejszych branż, ale to też nie przeszkadzało, nie wpływało znacząco na nasz sklep.

Zbliżenie na kosze wypełnione pomidorami.
fot. Marta Sobala

A jak pandemia wpłynęła na działalność Pani sklepu?

Na początku pandemii, kiedy wszystko pozamykano, to naprawdę odżyliśmy. Wtedy ludzie nie chodzili do wielkich supermarketów tylko do małych sklepów, które mieli blisko. Kiedy już przyszli do takiego sklepu raz w tygodniu, kupili potrzebne rzeczy i wracali za tydzień. Dlatego na pandemię nie możemy narzekać. Teraz jest nieco gorzej. Człowiek, wracając z pracy, jedzie do supermarketu, tam ma wszystko w jednym miejscu. To takie miejsca zabierają teraz najwięcej klientów.

A czy pandemia nie wpłynęła jednak również na to, że ludzie powoli zaczęli wracać do zakupów w lokalnych małych sklepach?

Tak, pomału zaczęło wracać trochę klientów, ale wrócić do tego co było kiedyś i naprawić to, co spowodowały te duże sklepy, będzie ciężko jeszcze przez długi czas.

Stoimy i rozmawiamy teraz przed Pani sklepem i co chwilę widzę, jak wita się Pani z przechodniami, czyli można powiedzieć, że wytworzyła Pani już tutaj więzi z mieszkańcami i jak się domyślam, ma stałych klientów?

Jestem w tym miejscu już trzydzieści osiem lat, więc siłą rzeczy zaznajomiłam się z tutejszymi mieszkańcami. Jak najbardziej, mamy stałych klientów, chociaż muszę powiedzieć, że teraz ta klientela się nieco wykruszyła. Dzisiaj Plac Grunwaldzki jest dzielnicą studencką. Większość mieszkań w okolicy jest wynajmowana przez studentów. Na palcach jednej ręki można policzyć, ilu jest tutaj starych lokatorów. Dlatego też nie ma tutaj teraz takiego ruchu.

Jak się Pani pracuje tutaj, w tym miejscu? Lubi je Pani?

Gdybym tego nie lubiła, to pewnie dawno bym to rzuciła, ale lubię tę pracę. Dobrze się w niej czuje i dobrze czuję się w tym miejscu. Póki jest zdrowie, nie zrezygnuję z tego.

Projekt „Centrum Aktywności Lokalnej Plac Grunwaldzki OD NOWA - pilotaż” jest współfinansowany ze środków Gminy Wrocław.

Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
Polityka prywatności.
Plac Grunwaldzki OD NOWA