od_nowa

Katarzyna Rasmus

Aleksandra Podlejska: Co robisz tutaj na Grunwaldzie? W jaki sposób jesteś związana z tym osiedlem?

Katarzyna Rasmus: W 1999 roku przyjechałam tutaj na studia farmaceutyczne na Akademii Medycznej. Początkowo zamieszkałam w akademiku przy ulicy Wojciecha z Brudzewa, czyli w okolicy Placu Grunwaldzkiego. Przez pierwsze dwa lata mieszkałam w Jubilatce, potem przez rok w Bliźniaku, a potem przeprowadziłam się na Manhattan do bloku numer dziesięć. Wynajmowałam tam mieszkanie razem z kolegami przez dwa i pół roku. Tak zakochałam się w tych budynkach, że rodzice kupili mi mieszkanie w bloku obok i w dniu otrzymania dyplomu dostałam również klucze. Mieszkanie należało wcześniej do Pana Profesora Zygmunta Molika i miało naprawdę ciekawy klimat. Kuchnię zostawiłam, łazienkę tylko pomalowałam w tym roku. To też wpłynęło na moją decyzję, bo lubię wnętrza, w których już toczyło się życie wcześniej. Deweloperka nie jest dla mnie. Moi rodzice pewnie się cieszyli, że szybko poszło z tym wyborem i było też taniej w stosunku do stanu deweloperskiego przy tym metrażu. Od tej pory mieszkam cały czas w tym samym miejscu i nie wyobrażam sobie mieszkać nigdzie indziej.

grunwald fot marta sobala 19 of 37
fot. Marta Sobala

Co sprawiło, że postanowiłaś zostać we Wrocławiu? Czy to właśnie Manhattan aż tak Cię oczarował?

Będąc w tym miejscu przez całe studia i okres stażu zapuściłam korzenie. Niedługo po skończeniu studiów znalazłam pracę. Co ciekawe, pierwszą pracę miałam w Tyńcu Małym, ale wówczas bardzo wygodnie dojeżdżało się tam z Placu Grunwaldzkiego. Jeździł autobus numer pięćset dwa, a jego kierowca był tak miły, że zatrzymywał się bliżej Manhattanu, żebym nie musiała specjalnie biec na ulicę Szczytnicką. Wracając z pracy często dostarczałam leki na Plac Grunwaldzki 3b do zespołu klasztornego i do szkoły. Szybko znalazłam również dodatkowe prace i tak zostałam. Nie myślałam o przeprowadzce, a decyzja o zakupie mieszkania tylko to potwierdza. 

Jak zmieniał się Plac Grunwaldzki odkąd na nim zamieszkałaś?

Bardzo się zmieniał. Kiedy przyjechałam tutaj na studia to przez kilka lat trwał remont torowiska i nie działała linia tramwajowa od Mostu Szczytnickiego do Mostu Grunwaldzkiego, więc odcinek, który widziałam przez całe studia akurat nie działał. Studiując obserwowałam budowę Pasażu Grunwaldzkiego. Mam trochę zdjęć z tego czasu. Pamiętam, jak dziwiliśmy się ze znajomymi, kiedy przy minus dwudziestu pięciu stopniach Celsjusza budowniczowie wylewali beton. Każdy się zastanawiał, jak ta konstrukcja będzie się trzymała i faktycznie, był falstart z otwarciem.

Pamiętam, jak na moją decyzję o przeprowadzce na Manhattan ludzie reagowali zdziwieniem, pytając, czy ja naprawdę chcę mieszkać w takich obdartych blokach. Zamieszkałam w nich świeżo po wybudowaniu Pasażu Grunwaldzkiego i wymyśliłam sobie, że chciałabym pracować w znajdującej się w nim aptece. Poszłam więc tam i powiedziałam ówczesnej pani kierowniczce, że chciałabym tu pracować, na co ona otworzyła drzwi i powiedziała „proszę”. I tak zaczęłam pracować tuż obok domu. Później znalazłam pracę w Superpharmie i już tam zostałam. Cały czas, odkąd przyjechałam do Wrocławia kręcę się wokół centrum. Plac Grunwaldzki był dzielnicą mocno zaniedbaną, szczególnie jeśli chodzi o przestrzeń wokół naszych bloków. Nie było zbyt wielu sklepów osiedlowych. Kiedy miałam pierwsze dziecko to jedynym sklepem do którego mogłam się z nim udać były Pasaż Grunwaldzki i Jagienka, ponieważ dostęp do nich zapewniała rampa i mogłam przemieszczać się swobodnie z wózkiem. Brakowało odpowiedniej infrastruktury dostosowanej właśnie choćby dla rodziców z małymi dziećmi. 

Wielką zmianą było powstanie piekarni. Świeże bułki na Grunwaldzie to był cud! Zabawne było to, że w okolicy było mnóstwo sklepów specjalistycznych, na przykład z butami do tańca, a sklepów spożywczych było naprawdę niewiele. Z czasem pojawiły się też restauracje i kawiarnie, jak na przykład Kawalerka, czy W kontakcie, co zmieniło obraz okolicy, ponieważ ludzie wyszli na ulice i zaczęli korzystać z miejsc na osiedlu. Niedaleko jest też Shrimp House, którego właścicielem jest mój kolega z roku. Okolica bardzo się zmieniło. Wcześniej była zaniedbana i nieciekawa. W miejscu, w którym stoi dziś Toscom był parking oraz myjnia i warsztat samochodowy. W niewielkim baraczku był też klub studencki Przekręt. 

Ze zmian, które zachodziły na osiedlu pamiętam również, jak umacniano Most Grunwaldzki. Most Szczytnicki także był remontowany na moich oczach i przez dwa lata był mostem pontonowym.  Przez to uszkodzony został Most Zwierzyniecki, ponieważ w czasie trwania prac remontowych cały tranzyt musiał przejeżdżać właśnie przez niego. W pewnym momencie nastąpiła zmiana organizacja ruchu w wyniku której przez Plac Grunwaldzki nie przejeżdżał tranzyt, co bardzo poprawiło nam jakość życia. 

Teraz można powiedzieć, że Grunwald stał się bardziej zadbany. Sam Manhattan bardzo zmieniła termomodernizacja, przy czym spojrzenie na pawilony i esplanadę, której teraz nie ma stanowi powrót do przeszłości i dawnego obrazu osiedla.  W tej chwili esplanada jest remontowana. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy. Pod esplanadą są garaże mieszkańców, którzy opłacają czynsze, ale nie mogą z nich korzystać. Tam mają być miejsca parkingowe, ponieważ mamy na naszej działce tylko pięćdziesiąt takich miejsc. Chciałabym, żeby wprowadzone zostały winietki dla osób mieszkających na Manhattanie, ponieważ parkują tutaj osoby z całego Wrocławia przez co tych samochodów jest mnóstwo. 

Mówiłaś, że obserwowałaś budowę Pasażu Grunwaldzkiego. Jakie reakcje towarzyszyły wówczas mieszkańcom?

Nastroje były raczej negatywne, ponieważ w tym miejscu było wcześniej targowisko. Mnie również było szkoda jego likwidacji. Przyzwyczaiłam się do tego, że mogłam kupić tam wszystko. Poza tym bardzo lubię klimat targowisk. Sama jako farmaceutka jestem poniekąd sprzedawcą, więc bardzo lubię kontakt z ludźmi. Na targowisku miałam już swoje ścieżki, swoich sprzedawców. Na pewno likwidacja tego miejsca była smutnym wydarzeniem dla wielu mieszkańców. 

ryszard  u niak mapowanie portrety fot marta sobala 3
fot. Marta Sobala

Jak likwidacja targowiska i budowa pasażu wpłynęły na osiedle?

Wydaje mi się, że przez powstanie pasażu zamarła ulica Ładna. Były tam kiedyś delikatesy i sklep mięsny. Również ulica Szczytnicka była kiedyś pełna lokali na odcinku od ulicy Polaka do kampusu. Wcześniej było tam wiele lokali. Była tam całodobowa Familia, do której można było wpaść na sałatkę wracając z imprezy. Były kurczaki z rożna. Z czasem ta ulica zamarła i zrobiła się nieprzyjemna, ponieważ wiele budynków jest tam zniszczonych, a ponadto jest bardzo hałaśliwa.

Wspomniałaś też o brakach w infrastrukturze osiedla, a także o problemie z miejscami postojowymi. Skoro już jesteśmy przy tych kwestiach, to czego brakuje na Placu Grunwaldzkim?

Na Manhattanie nie ma żadnej ławki. Do siedzenia pomiędzy blokami są tylko murki, które są bardzo fajne, sama czasem na nich przysiadam. Przy czwórce jest jedna ławeczka na tym murku, ale dobrze gdyby było ich więcej. Wygraliśmy projekt skierowany do Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego, zgodnie z którym mają pojawić się ławki, urządzenia do ćwiczenia i trawy pampasowe. Niestety w trakcie konsultacji pojawił się pewien problem, ponieważ okazało się, że w projekcie muszą zostać ujęte również śmietniki przeznaczone dla mieszkańców sąsiedniego budynku, jakim jest Toscom. Nie zgodziliśmy się na to, ponieważ potrzebujemy przestrzeni rekreacyjnej, a nie kolejnego miejsca składowania odpadów. W związku z tym pojawił się pomysł konstrukcji podziemnej, która mogłaby zostać umieszczona na rondzie przy ulicy Polaka. Zobaczymy jak potoczą się dalej negocjacje. 

Na Placu Grunwaldzkim nie ma miejsc dla dzieci, jak choćby place zabaw. My z naszymi dziećmi spędzaliśmy czas w ogrodzie przy żłobku. Potem snuliśmy się po mieście, szliśmy na lody, spacerowaliśmy przez Ostrów Tumski i wracaliśmy do siebie. Teraz, kiedy mamy gdzieś wyjść z dziećmi to idziemy na parking uniwersytecki. Spotykamy się z sąsiadami i ich dziećmi i siadamy na skwerku przed Wydziałem Chemii, a dzieciaki szaleją, głaszczą wszystkie okoliczne pieski. 

Jeżeli chodzi o inne braki to zauważyłam, że idąc od nas [Manhattanu] w stronę Mostu Pokoju nie ma żadnego miejsca, w którym można by się zatrzymać. Nie ma kawiarni, w których moglibyśmy wypić kawę, ani sklepu, żadnej ławki. Brakuje miejsc spotkań. Na Manhattanie mamy Fandom, ale na razie jest niestety w remoncie. Mam nadzieję, że szybko zaczną działać. 

Wiele osób żali się, że na Placu Grunwaldzkim są tłumy wynajmujących mieszkania. W moim bloku tego nie widzę. Nasza szóstka jest budynkiem z czterema mieszkaniami na piętrze i one zamieszkiwane są przez stałych mieszkańców. Wydaje mi się, że te mieszkania, w czteropokojowe z tylko jedną łazienką nie są atrakcyjne dla wynajmujących i być może to spowodowało, że nie zauważam tego tłumu mieszkańców, którzy ciągle się zmieniają. 

Mówiłaś o konsultacjach i Wrocławskim Budżecie Obywatelskim, czyli o inicjatywach społecznych, a także Fandomie, czyli miejscu wielu działań kulturalnych. Jak to jest z tego typu wydarzeniami na osiedlu?

Tak naprawdę żyć na moim osiedlu zaczęłam dopiero podczas pandemicznego zamknięcia. Wcześniej od rana byłam poza domem. Najpierw w pracy, później odebrać dzieci ze szkoły, zrobić zakupy i kiedy wracałam do domu nie było już czasu na lokalne aktywności. Jako osiedle Manhattan mamy od niedawna stronę internetową. Działalność tych osób z moim małym wkładem doprowadziła do tego, że nie daliśmy absolutorium naszemu zarządowi i obaliliśmy dziesięć uchwał, które proponowali. Towarzyszyły temu niezwykłe emocje, długie dyskusje prowadzone w świetlicy naszego bloku. Podczas wyborów nowego zarządu bardzo pilnowaliśmy ich przebiegu. Wybraliśmy się nawet do ich siedziby, na ulicę Kosmonautów, aby brać udział w liczeniu głosów. Dzięki temu poznałam bardzo fajnych ludzi z innych dzielnic Wrocławia, a to pozwala nam współpracować międzyosiedlowo i porozumieć w różnych kwestiach na rzecz każdego z osiedli. Mamy parę pomysłów na dalsze działania. Organizowaliśmy też wspólne działania z dzieciakami, które mogły się poznać, więc wydaje mi się, że społeczne inicjatywy mają się na osiedlu dobrze.

A wychodząc poza Manhattan też spotykasz się z podobnymi działaniami na Placu Grunwaldzkim?

Na Grunwaldzie jest wiele budynków, ale bardzo mało ludzi. Bardzo uwidoczniło się to w ostatnich dwóch latach, kiedy zaczęła się pandemia. Plac Grunwaldzki opustoszał. Wyjechali studenci, pracownicy znajdujących się tutaj biurowców nie musieli przychodzić do biur. Ponadto byliśmy bardzo kontrolowani podczas ścisłej kwarantanny. Latały nad nami helikoptery i jeździły radiowozy. Sklepy były czynne do godziny piętnastej. Ostatnie dwa lata bardzo zmieniły Grunwald. 

Jestem wdzięczna Wam [zespołowi Placu Grunwaldzkiego OD NOWA], bo szczególnie w momencie kiedy szkoły i przedszkola były zamknięte to moje dzieci mogły wyjść z domu i czymś się zająć. Bardzo cieszy mnie powstanie Odra Centrum. Uważam, że jest to świetne miejsce. Byłam na otwarciu i od razu się zachwyciłam. Widać, że jest to bardzo przyjazna przestrzeń, prowadzona przez wspaniałych ludzi, a pies, który tam spaceruje jest absolutnie uroczy. Zorganizowałam tam nawet urodziny synkowi. 

Czyli takie działania są potrzebne?

Jak najbardziej. Byłam na kilku integracjach, z dzieciakami byliśmy na przykład w ZOO, chociaż był to trudny moment, ponieważ dzieci zupełnie odzwyczaiły się od wspólnych zabaw przez kwarantannę. Tak jak wspomniałam, sama dopiero niedawno zaczęłam interesować się takimi kwestiami, a także korzystać z przestrzeni wspólnych na Manhattanie, takich jak rowerownia, a to wszystko dzięki pandemii, która zamknęła nas na jakiś czas w domach. 

Czy na osiedlu jest wystarczająco zieleni?

Nie. Panuje tutaj betonoza, ale nie wiem, jak można rozwiązać tę kwestię. Jest duży problem z wyprowadzaniem psów na tym osiedlu. Nie ma zieleni, ale u nas na Manhattanie według wspomnianego przeze mnie projektu ma być, czyli można powiedzieć, że jako mieszkańcy podejmujemy pewne próby. Na szczęście Plac Grunwaldzki ma bliski dostęp do zieleni, ponieważ tuż za granicą osiedla mamy Park Szczytnicki, do którego na rowerze można dotrzeć w kilka minut. 

marta sobala
fot. Marta Sobala

Jakie są twoje ulubione miejsca na Placu Grunwaldzkim?

Serwis rowerowy naprzeciwko Odra Centrum jest świetnym miejscem. Całą rodziną jesteśmy bardzo aktywni rowerowo, więc często zdarza nam się tam wpadać. Jest to bardzo klimatyczne miejsce i jest to też pewien punkt spotkań. Wokół zbiera się wiele osób, nawet mieszkańcy kamienic przy ulicy Mazowieckiej schodzą z kawą na dół, żeby sobie porozmawiać. Przesympatyczne miejsce. Świetnym lokalem jest też zakład fryzjerski przy ulicy Szczytnickiej, a pani Olga jest wspaniałą kobietą i strzyżemy się u niej całą rodziną! Bardzo sympatyczna osoba z bardzo fajnym podejściem do dzieciaków. W naszym bloku numer cztery mamy pana kaletnika, z którym często się mijamy. Bardzo miły pan, u którego nie raz coś naprawiałam. Ach! No i oczywiście second handy na ulicy Ładnej! Lubię też naszą świetlicę w bloku, z której roztacza się wspaniały widok na cały Wrocław. Najczęściej odwiedzam jednak miejsca, które są już poza osiedlem, chociaż w jego ścisłym sąsiedztwie, czyli ZOO i Ogród Botaniczny.

Bliskość wszystkich zabytków i miejsc zielonych powoduje, że mam w moim domu często pojawiają się goście. Kiedy  znajomi, czy rodzina chcą zwiedzać Wrocław to będąc u mnie są w jego centrum. Mieszkanie w takim miejscu jest bardzo komfortowe, ponieważ w kilka chwil można dojść do wielu zabytków, czy udać się na kawę albo klimatyczny wieczorny spacer po Ostrowie Tumskim. Bliskość rzeki również jest wspaniała, a szczególnie rzeka Oława, która jest naturalna i dzika. Ostatnio byliśmy na wycieczce w Hydropolis i zobaczyliśmy z dzieciakami dwie płynące wydry. 


Niniejszy wywiad został przeprowadzony w ramach projektu „Plac Grunwaldzki OD NOWA – pracownia edukacji kulturowej”, który Fundacja Ładne Historie zrealizowała dzięki dofinansowaniu z Gminy Wrocław.

Projekt „Centrum Aktywności Lokalnej Plac Grunwaldzki OD NOWA - pilotaż” jest współfinansowany ze środków Gminy Wrocław.

Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
Polityka prywatności.
Plac Grunwaldzki OD NOWA