od_nowa

Mateusz Nowak

Aleksandra Podlejska: Co łączy Cię z Placem Grunwaldzkim?

Mateusz Nowak: Obecnie mieszkam na tym osiedlu. We Wrocławiu jestem już od siedmiu lat, ale na samym Placu Grunwaldzkim dopiero od stycznia 2021 roku. Studiowałem tutaj na Wydziale Budownictwa Politechniki Wrocławskiej. Teraz jestem w trakcie przebranżowienia się. Zacząłem studiować produkcję filmową w Łodzi i jednocześnie udzielać się w Akademickim Radiu LUZ, które swoją siedzibę ma na osiedlu.

Wybór Grunwaldu, jako miejsca zamieszkania był przypadkiem, czy świadomą decyzją?

Pamiętam jak pierwszy raz przyjechałem tutaj tramwajem linii numer cztery na zajęcia do Wydziału Budownictwa, wysiadłem na przystanku i zobaczyłem Sedesowe, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie. To był 2014 rok, więc były jeszcze przed remontem elewacji. Były wtedy mocno brutalistyczne, szare, wręcz brzydkie, choć jednocześnie miały w sobie coś pięknego. Wtedy pomyślałem sobie, że jest to fajna dzielnica, ale bardzo długo dojrzewała we mnie myśl, żeby się tutaj przeprowadzić. Kiedy zobaczyłem ogłoszenie o kawalerce na wynajem to pomyślałem, że to jest ten moment. 

Dwa białe budynki o charakterystycznych, zaokrąglonych oknach - tak zwane Sedesowce. Za nimi błękitne niebo, delikatnie zachmurzone. Dolną cześć zdjęcia zasłaniają drzewa.
fot. Marta Sobala

Czyli to głównie Manhattan przyciągnął Cię w to miejsce?

Wydaje mi się, że tak. Na pewno było kilka czynników, które o tym zadecydowały. Lubię spacerować i tereny zielone na Biskupinie są do tego idealne, więc bliskość takiego miejsca również była atrakcyjna. Chciałem też być bardziej w centrum życia miasta. Nie do końca się to udało, ponieważ pandemia spowodowała, że nie Plac Grunwaldzki opustoszał. Nie było studentów, więc mogłem cieszyć się tylko samotnymi wyprawami i spacerami po osiedlu. Chciałem też poczuć klimat grunwaldzkich, starych kamienic, który jest bardzo unikatowy.

Wydaje mi się, że takim kluczowym momentem, w którym zakochałem się tej dzielnicy była Europejska Noc Literatury w 2019 roku. Wtedy odbywała się w kilku miejscach rozrzuconych po całym Placu Grunwaldzkim i poznałem wiele miejsc, które mnie oczarowały jak na przykład bardzo klimatyczny sklep i kawiarnię o nazwie Von Schpargau. 

Ale nawet zanim tutaj zamieszkałeś, to od 2014 roku stale bywałeś na Placu Grunwaldzkim. Czy zauważyłeś jakieś zmiany, które nastąpiły w jego przestrzeni?

Tak jak już wspomniałem, odnowiona została elewacja Sedesowców, ale poza tym wydaje mi się, że niewiele się zmieniło. Pamiętam, że przez jakiś czas w okolicach Manhattanu działały food trucki. Był tam też wspomniany przeze mnie Von Schpargau. Teraz cała esplanada jest wyburzona, więc niewiele miejsc tam działa. Przy Wybrzeżu Wyspiańskiego pojawił się beach bar Forma Płynna. 

Wspomniałeś o Europejskiej Nocy Literatury. Czy na Grunwaldzie mają miejsce różne kulturalne wydarzenia albo społeczne inicjatywy?

Wydaje mi się, że nie, chyba że nie docierają do mnie informacje o takich działaniach. Wasza ulotka, którą znalazłem w skrzynce zmobilizowała mnie do tego, żeby zainteresować się tym miejscem i lokalną społecznością i zrobić o tym reportaż. Brakuje mi zacieśniania więzi i poczucia wspólnoty wśród mieszkańców osiedla. Bardzo chciałbym, żeby na którymś z podwórek odbywało się latem kino plenerowe. To byłby niesamowity klimat. Coś takiego z chęcią bym tutaj zobaczył. W miejscu, w którym mieszkam, czyli przy ulicy Łukasiewicza wiele mieszkań zostało podzielonych na kilka mniejszych i przeznaczonych na wynajem, przez co wymiana ludzi jest bardzo duża. Dlatego nie wiem, kto jest stałym mieszkańcem, a kto jest tutaj na chwilę. 

Czy właśnie przez to brakuje na osiedlu poczucia wspólnoty?

Możliwe, że to jest powód. Kiedy idzie się przez Plac Grunwaldzki to widać przede wszystkim młodych ludzi, którzy przemieszczają się w stronę swoich wydziałów i uniwersytetów. Myślę, że to powoduje postrzeganie Placu Grunwaldzkiego jako osiedla studenckiego, na którym mieszka niewiele starszych osób i długoletnich lokatorów. Będąc tutaj, na Skłodowskiej-Curie 63a na spotkaniu zauważyłem, że to jest bardzo mylne. Plac Grunwaldzki skrywa wiele ciekawych historii, ale dotarcie do nich jest utrudnione. 

Gęsto zarośnięty ogródek. Pod oknem stoi drewniana drabinka, po tórej do ogrodu schodzi bury kot.
fot. Marta Sobala

Co zmotywowało Cię do zainteresowania się lokalną społecznością i historią? Czy tylko ta wspomniana ulotka w skrzynce?

Lubię słuchać opowieści starszych osób. Uważam, że mają wiele ciekawych historii do przekazania, a przy tym robią to często w bardzo piękny, spójny sposób. Najpierw, widząc tę wspomnianą ulotkę pomyślałem sobie, że przyjdę i zobaczę co tu się będzie działo, a potem postanowiłem zrobić o tym działaniu reportaż. Było to dość spontaniczne. Dopóki nie zobaczymy czegoś czego nam brakuje, to po prostu o tym nie myślimy i nam tego nie brakuje. W momencie, w którym zobaczyłem, że jednak istnieje pewna lokalna tożsamość i historia to zapragnąłem stać się częścią tej wspólnoty. Duże wrażenie zrobił na mnie moment, kiedy Marysia Zięba wyciągnęła rocznik z 1978 roku, ponieważ dotarło do mnie, że obcujemy z czymś co ludzie wypełniali czterdzieści lat temu i angażowali się w to mocno. Gdyby udało się na nowo rozbudzić w ludziach taką chęć to byłoby super. Ciekawie byłoby zainicjować coś takiego.

Czyli uważasz, że tego typu lokalne działania na rzecz budowania lokalnej wspólnoty są ważne?

Tak. Wydaje mi się, że to jest potrzebne. Nie muszą jednoczyć tylko mieszkańców. Jak najbardziej mogą być to działania skierowane też dla osób spoza osiedla, a nawet spoza Wrocławia. Chciałbym, żeby działo się tutaj więcej. Tak jak już wspomniałem, marzą mi się na Placu Grunwaldzkim plenerowe pokazy filmów albo koncerty w bramach, na podwórkach. To są rzeczy, które nadają klimat takim miejscom jak to. 

Czy masz na Placu Grunwaldzkim swoje ulubione miejsce?

Forma Płynna jest takim miejscem, gdzie dość często spędzam czas. Bardzo lubię antykwariat Szarlatan, który jest  magicznym miejscem i zawsze, kiedy tam jestem mam ochotę kupić dosłownie wszystkie książki. Często odwiedzałem Von Schpargau i szkoda, że nie ma go już na Manhattanie. Lubię też kawiarnię Przełam Lody, często biorę stamtąd kawę i udaję się na spacery.  Z racji tego, że Plac Grunwaldzki jest jednak dość mocno zabudowany i zagospodarowany to spaceruję raczej poza Grunwald: na Biskupin, wały nad Odrą, Park Szczytnicki, który jest chyba moim ulubionym parkiem. Bardzo lubię robić sobie trasę spacerową wokół Wielkiej Wyspy, zaczynając od ZOO, idąc wałami, przez Wyspę Opatowicką i wchodząc do Parku Szczytnickiego. Jest to bardzo odprężające i klimatyczne. Plac Grunwaldzki i Biskupin są zdecydowanie moimi ulubionymi osiedlami. Na Biskupinie i dalej na Sępolnie czuć bardzo dobre zagospodarowanie przestrzeni i symbiozę pomiędzy miastem a naturą. 

Czy można o takiej symbiozie mówić na Placu Grunwaldzkim?

Niestety nie. Brakuje tutaj terenów zielonych. Nie ma tutaj żadnego parku. Są tylko niewielkie skwerki, jak ten przy ulicy Łukasiewicza, czy Szczytnickiej. Kampus i bulwar Politechniki Wrocławskiej dają pewną namiastkę zieleni i są bardzo dobrze zagospodarowane, ale to nie jest wystarczające. Wydaje mi się, że już nic nie da się z tym zrobić. Możemy tylko dbać i zagospodarowywać te miejsca, które już istnieją. Niedaleko skrzyżowania ulicy Smoluchowskiego i Wybrzeża Wyspiańskiego jest trawiasty skwer, który można by zagospodarować. 

Dostrzegasz na osiedlu więcej takich miejsc z niewykorzystanym potencjałem?

Jest na pewno kilka takich miejsc. Podwórka są na pewno super miejscami do zagospodarowania. 

Są na Placu Grunwaldzkim miejsca, na które patrzysz z największą czułością?

Kamienice przy ulicy Smoluchowskiego. Wiosną i latem kamienice obrastają piękną roślinnością. Kwitną tam magnolie, które dodają uroku temu miejscu. Lubię wieczorem spacerować i patrzeć na nie, trochę podglądając jak wyglądają one od środka. Kiedy na zewnątrz jest ciemno, a ich wnętrza są oświetlone to obserwuję toczące się w nich życie. Jest to dla mnie bardzo inspirujące. Widać, że te miejsca mają duszę. Najchętniej zapukałbym do drzwi tych mieszkań, żeby dowiedzieć się kto w nich żyje, kto mieszkał tam wcześniej. Bardzo ciekawi mnie ile osób przewinęło się przez te budynki, jakie były ich związki, relacje. Najbardziej na Grunwaldzie lubię chyba kamienice i ich klatki schodowe, które są przepiękne i na pewno nakręcę w którejś z nich krótkometrażowy film. 

Zdjęcie kamienic porośniętych gęstym bluszczem.
fot. Marta Sobala

Zajmujesz się produkcją filmową, wspominałeś też o tym, że chciałbyś aby na osiedlu organizowano pokazy filmowe, więc kultura i sztuka na pewno są dla Ciebie ważne. Czy Plac Grunwaldzki jest przestrzenią, która zaspokaja takie kulturalne potrzeby?

Nie. Nie widzę tutaj miejsc aktywności twórczej. Jesteśmy w sąsiedztwie Centrum Technologii Audiowizualnej. Wcześniej w tym miejscu znajdowała się Wytwórnia Filmów Fabularnych. Sam budynek znajduje się w niezwykle filmowej przestrzeni, czyli w sąsiedztwie Hali Stulecia, przy skwerze Cybulskiego. Uważam, że to miejsce jest niewykorzystane. Nie czuć, że jest to ważne dla filmu miejsce. Super byłoby zbudować jakąś społeczność filmową wokół tego miejsca. Nie mamy w pobliżu kina studyjnego, a może to byłoby fajne rozwiązanie dla tej przestrzeni. 

Czego najbardziej brakuje ci na osiedlu?

Brakuje mi warzywniaka, w którym mógłbym kupić świeże owoce i warzywa, gdzie Pani albo Pan doradziłaby mi, które wybrać. W ogóle brakuje mi takich lokalnych miejsc z duszą. Piekarni, cukierni, małych sklepów spożywczych, które byłyby „nasze”. Bardzo podoba mi się taki model dzielnic, który funkcjonuje w Warszawie, gdzie każda z nich żyje swoim życiem i jest samowystarczalna. Wydaje mi się, że dążenie do tego byłoby całkiem fajnym pomysłem.

Czyli Plac Grunwaldzki nie jest samowystarczalny?

Nie. Widać to na takim prostym przykładzie, jak ten, gdzie zabrałem mojego kuzyna, który przyjechał do Wrocławia. Nie zabrałem go nigdzie na osiedlu, tylko pojechaliśmy do centrum. Gdyby osiedle było samowystarczalne to nie ruszalibyśmy się stąd,  brakuje tu wielu miejsc, w których można posiedzieć, zjeść coś dobrego, czy wypić piwo. Żeby spotkać się z kimś trzeba wybrać się poza Plac Grunwaldzki. Brakuje wieczornego życia w tym miejscu. Plac Grunwaldzki żyje od godziny ósmej do szesnastej, kiedy są tutaj studenci i ludzie, którzy pracują w tym miejscu, a potem zamiera. Dlatego uważam, że to osiedle nie jest w pełni samowystarczalne. Oczywiście są tutaj sklepy, piekarnie i miejsca wystarczające do codziennego funkcjonowania, ale jednak brakuje czegoś więcej. 


Niniejszy wywiad został przeprowadzony w ramach projektu „Plac Grunwaldzki OD NOWA – pracownia edukacji kulturowej”, który Fundacja Ładne Historie zrealizowała dzięki dofinansowaniu z Gminy Wrocław.

Projekt „Centrum Aktywności Lokalnej Plac Grunwaldzki OD NOWA - pilotaż” jest współfinansowany ze środków Gminy Wrocław.

Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
Polityka prywatności.
Plac Grunwaldzki OD NOWA