od_nowa

Justyna Kiczma

Aleksandra Podlejska: Prowadzi Pani na wrocławskim Manhattanie punkt Xserownia, który jest z pewnością dobrze znany mieszkańcom Grunwaldu, szczególnie studentom. Jak długo działa w tym miejscu ten punkt?

Justyna Kiczma: Xserownia jest zarówno punktem poligraficznym, w którym prowadzimy usługi takie jak ksero, wydruki, skany, laminowanie i oprawę prac i inne usługi poligraficzne, ale jest to również sklep papierniczy. Prowadzę ten punkt od piętnastu lat, ale istnieje on już od 1976 roku, czyli zaraz po wybudowaniu wieżowca, w którym się znajduje. Wcześniej był on tylko sklepem papierniczym i zabawkowym pod szyldem „Papier - zabawki”, jako państwowy sklep należał do sieci sklepów Arpis (później zwany „Koszałek-Opałek”). W tamtym czasie moja babcia pracowała w tym sklepie, była jego kierowniczką i zarządzała zespołem kilku osób. Było to miejsce znane prawie wszystkim Wrocławianom i pół miasta przyjeżdżało tutaj zaopatrywać się w artykuły papiernicze, szczególnie w zeszyty i wszystkie przybory potrzebne do szkoły. Był tutaj również duży wybór zabawek, przeróżne misie i lalki, markowe resoraki, i wiele innych. Kiedy przychodził dzień dostawy, to pod sklepem ustawiały się ogromne kolejki, ponieważ był to czas, kiedy wszystkiego brakowało. Później, w latach dziewięćdziesiątych moja mama i jej siostra dołączyły do mojej babci i pracowały tam razem. Można powiedzieć, że to miejsce stało się rodzinnym biznesem. Później moja babcia przeszła na emeryturę, a do mojej mamy dołączył tata i razem prowadzili ten sklep, już jako własny. Potem moja mama miała już coraz mniej sił do prowadzenia tego i zaproponowała mi, żebym ja przejęła prowadzenie tego sklepu. Wiązało się to również z tym, że w 2006 roku otworzyłam w tym lokalu swój mały punkt ksero i coraz bardziej angażowałam się w działanie sklepu. Ze względu na różnicę pokoleń i na to, że byłam jednak nieco młodsza, widziałam, czego teraz bardziej potrzebują klienci i jakie zmiany należy wprowadzić w tej działalności. Teraz prowadzę to już sama. Można powiedzieć, że jest to sklep z tradycjami, który przechodzi z pokolenie na pokolenie i działa w tym miejscu niezmiennie od ponad czterdziestu lat. 

Widok na sklep papierniczo-zabawkowy, znajdujący się na parterze jednego z wieżowców przy placu Grunwaldzkim.
zdjęcie z archiwum pani Justyny

A czy mieszkali Państwo również w tej okolicy?

Wraz z rodzicami mieszkałam na Ołbinie, teraz również. Moja babcia natomiast mieszkała przy ulicy Ukrytej, tuż przy ulicy Sienkiewicza, więc zawsze z Placem Grunwaldzkim byliśmy związani nie tylko zawodowo. Można powiedzieć, że już od dzieciństwa funkcjonowałam w tej przestrzeni. Często odwiedzałam babcię nie tylko w domu, ale również w sklepie. Pomagałam babci razem z moją siostrą, stałyśmy za ladą, bawiłyśmy się w sklep. Pomagałyśmy podczas dostaw, kiedy mogłyśmy układać towar na półkach. Dla nas to był raj. Tym bardziej w czasach, kiedy wszystkiego brakowało w sklepach, a my mogłyśmy zaopatrzyć się bez problemu w szkolne artykuły. Na Placu Grunwaldzkim chodziłam z mamą do pobliskich sklepów. Był tutaj kiedyś targ, w którego miejscu stoi dzisiaj Pasaż Grunwaldzki. Było też mnóstwo małych lokalnych sklepików. Na samym Manhattanie było wiele lokali, między innymi poczta, jubiler, była również kawiarnia w budynku, w którym jest teraz Fandom. Tam chodziłam czasami na obiady, czy desery. Był tutaj również sklep gospodarczy Artur, sklep z ubrankami dziecięcymi Maluch. Wszyscy się tutaj znaliśmy. Moja mama przez to, że prowadziła ten sklep, miała dużo kontaktów i znała wielu mieszkańców. Tak więc od zawsze na Grunwaldzie byłam i do tej pory bardzo wiele osób z Manhattanu mnie pamiętają i utrzymują się te kontakty. Czasem niektórzy starsi mieszkańcy przychodzą do mnie i opowiadają mi, że kiedyś w tym miejscu był papierniczy, w którym sprzedawała taka starsza pani, na co ja odpowiadam im, że to moja babcia. 

Czyli istnieją na Manhattanie sąsiedzkie znajomości?

Tak, chociaż ze względu na to, że ja jestem trzecim pokoleniem, to ze mną są one raczej słabsze. Poza tym cała struktura społeczna tego osiedla bardzo się zmienia. Wielu mieszkańców już nie ma, a sporo mieszkań jest teraz wynajmowanych studentom. Jeśli chodzi jednak o okoliczne sklepy i firmy, to wszyscy się znamy i jesteśmy w kontakcie. Nie ukrywam, że jednak wszystko mocno zmieniło się z biegiem lat na Placu Grunwaldzkim i nie jest tak jak kiedyś. Również handel inaczej wygląda, ponieważ kiedyś nie było tylu sieciówek i marketów. Klientela również się zmieniła i wiele osób ma inne wymagania niż kiedyś. Wielu starszych klientów bardzo lubi nasz sklep ze względu na kontakt ze sprzedawcą i to, że można porozmawiać i pożartować. Nie jest to tak bezosobowe jak w dużych marketach, u mnie w sklepie klient czuje, że jest traktowany indywidualnie, jest ten bezpośredni kontakt z drugą osobą. Dzięki temu jeszcze tutaj trwamy, oby jak najdłużej. 

Czy w takim razie na osiedlu brakuje małych, lokalnych sklepów?

Tak, widać, że bardzo się to pozmieniało. Kiedyś cała ulica Szczytnicka była pełna sklepów. Teraz kilka takich lokali zostało na ulicy Ładnej. Brakuje nam warzywniaków i małych sklepów. Kiedyś była tutaj też poczta, o której wspominałam i której również mi tu brakuje. Myślę, że przydałoby się tu również więcej kawiarni i miejsc, gdzie można by posiedzieć, pójść na lody. Wszystko dookoła to teraz sieciówki i Pasaż Grunwaldzki. Mniejsze lokale mają jednak swój urok i wydaje mi się, że istnieje na nie zapotrzebowanie, uważam, że coraz więcej ludzi ma potrzebę robienia zakupów w takich sklepach i coraz częściej słyszę to od klientów.

Skoro mowa o tym, czego na Placu Grunwaldzkim brakuje, to jak jest w tej kwestii z zielenią? Czy jej również nie ma zbyt wiele na osiedlu?

Tak, brakuje, ponieważ dookoła mamy praktycznie sam beton. Muszę przyznać, że Plac Grunwaldzki wygląda już inaczej niż kiedyś, nie jest już tym samym Placem Grunwaldzkim. Kiedyś w miejscu, które dzisiaj zajmuje galeria handlowa, był duży, pełen zieleni plac, na którym stała budka z rurkami z kremem, ławeczki, na których można było usiąść. Teraz co prawda mamy sporo zieleni nad Odrą, gdzie zagospodarowane zostały nabrzeża, więc jest już troszeczkę lepiej. Świetnie zagospodarowane zostało Wybrzeże Wyspiańskiego, gdzie jest nawet plaża. Jednak wciąż brakuje na osiedlu różnych skwerów, miejsc do spacerów. Sama mam córkę w wieku przedszkolnym i nie mamy tutaj zbyt wielu miejsc, do których mogłybyśmy się udać. Najbliżej mamy do Parku Szczytnickiego albo Ogrodu Botanicznego, ale na samym osiedlu nie mamy gdzie iść spędzić czasu z naturą. Brakuje również jakichś huśtawek dla dzieci. Dookoła jest trochę betonowo, brakuje cienia, które dają drzewa, szczególnie odczuwa się to latem.

Archiwawlne, czarno-białe zdjęcie. Ekspedientki na tle półek sklepowych, na których stoją zabawki.
zdjęcie z archiwum pani Justyny

A czy kiedyś było inaczej? Było więcej skwerów i miejsc, w których można było usiąść i spędzić czas z dziećmi?

Wydaje mi się, że tak. Może nie było zbyt wielu placów zabaw, ale pamiętam, że za naszym wieżowcem, na którym teraz jest kampus uniwersytecki, były kiedyś tereny zielone. Tak jak wspominałam, w miejscu Pasażu Grunwaldzkiego był skwerek. Tam w latach dziewięćdziesiątych stał namiot Goliat, a dookoła było więcej zieleni. Za Rondem Reagana, w miejscu Grunwaldzki Center była kiedyś pętla autobusowa, również otoczona trawnikami. Mamy co prawda rzekę w pobliżu, co na pewno jest sporym plusem i można tam pospacerować. Moi rodzice, kiedy czasem odbierają moją córkę z przedszkola, to spacerują z nią właśnie tam albo idą do Ogrodu Botanicznego, ale nie mogą zabrać jej na żaden plac zabaw w pobliżu, ponieważ takich miejsc nie ma w okolicy. 

Opowiada Pani cały czas o tym, co kiedyś znajdowało się na osiedlu i wspomniała Pani również, że Plac Grunwaldzki nie jest już tym samym Placem Grunwaldzkim. Którą ze zmian, jakie miały tu miejsce na przestrzeni lat najbardziej Pani odczuła?

Wiadomo, że kiedy jest się dzieckiem, nie dostrzega się pewnych minusów i braków, bo jest się raczej zajętym zabawą, ma się inne priorytety. Poza tym wspominając dawny Plac Grunwaldzki, patrzę na niego właśnie przez pryzmat dzieciństwa, z pewnym sentymentem. Najbardziej pamiętam z tego miejsca targowisko, na którym było pełno świeżych warzyw i owoców, ale można znaleźć tam było również ubrania i inne artykuły. Był również Goliat, w którym także kupić można było wszystko. Wokół nie było biurowców, ale za to było więcej lokalnych sklepików i więcej zieleni. Kiedyś było też mniej samochodów, a w związku z tym nie było problemów z parkowaniem, co teraz jest na osiedlu ogromną bolączką. U nas na podwórku codziennie trwa walka na miejsca do parkowania. Kiedyś pod esplanadą mieliśmy parkingi podziemne i nie było tak wielkich problemów, ale teraz to miejsce jest w remoncie. Sama mam problem z dostawami, ponieważ lokal jest mocno obudowany, zostały postawione zakazy i słupki, przez co dostawcy nie mogą do mnie dojechać, dlatego przyjmowanie towaru wiąże się z wieloma komplikacjami. Zdecydowanie brakuje nam tutaj parkingów, co jest naprawdę ogromnym problemem. 

To teraz dla kontrastu, chciałam zapytać, jakie są plusy Placu Grunwaldzkiego?

To osiedle ma swój klimat, szczególnie Manhattan, z którym jestem bardzo mocno związana. Cała ta dzielnica ma świetną lokalizację i jest właściwie w centrum miasta. Poza tym jest bardzo dobrze skomunikowana z całym Wrocławiem i bez problemu można wszędzie dojechać. Dookoła mamy cztery uczelnie, więc jest to dzielnica mocno akademicka, w której na co dzień jest wielu studentów. W związku z tym jest tutaj również dużo obcokrajowców, co widzę podczas mojej pracy. Jest to super, bo daje nam możliwość poznania ludzi z różnych zakątków świata, ich kultury, zwyczajów. Zawsze można z nimi porozmawiać i pożartować, podszkolić angielski. Poza tym osiedle Plac Grunwaldzki zapewnia wszystkie najpotrzebniejsze usługi i zaspokaja potrzeby. A dookoła jesteśmy otoczeni terenami zielonymi, jak Park Szczytnicki, Zoo, Ogród Botaniczny. Chociaż na samym osiedlu zieleni brakuje, to przynajmniej mamy ją dość blisko. Również to, że sąsiadujemy z Odrą, jest świetne. Można spacerować po bulwarach i dojść na piechotę nawet do samego Rynku. Wystarczy poprawić kilka rzeczy i niczego by tutaj nie brakowało. Cieszę się, że nasz lokal jest w tak świetnym miejscu, które jest znane na całym świecie i bardzo znaczące dla świata architektury. Poza tym sam fakt, że moja rodzina prowadzi to od tylu lat, jest wspaniały i mam nadzieję, że utrzymamy się tutaj jak najdłużej. Jest to na pewno fajne miejsce.

Archiwawlne, czarno-białe zdjęcie. Dwie ekspedientki w kraciastych fartuszkach pozują na tle półek sklepowych, na których stoją zabawki.
zdjęcie z archiwum pani Justyny

A jakie jest Pani ulubione miejsce na Placu Grunwaldzkim?

Lubię Most Grunwaldzki i tereny wzdłuż Odry, szczególnie Wybrzeże Wyspiańskiego, którym można dojść do Zoo. Przy Moście Grunwaldzkim jest fontanna i ławki, na których można sobie posiedzieć latem. Lubię też tereny, które graniczą z osiedlem, czyli Park Szczytnicki, Ostrów Tumski, Ogród Botaniczny. Jest trochę tych miejsc, ale są też miejsca, które lubiłam, a których już nie ma jak słynne rurki z kremem, które można było kupić w budce przy Dwudziestolatce, czy targowisko. 

A czy na osiedlu mają miejsce różne inicjatywy społeczne i kulturalne?

Z tego co słyszę to dzieje się tutaj. Wiem, że działa Centrum Aktywności Lokalnej Plac Grunwaldzki OD NOWA, które organizuje różne warsztaty, wycieczki dla mieszkańców, co jest bardzo fajne. Sama niestety nie miałam jeszcze okazji wziąć w nich udziału, ponieważ moja praca zmusza mnie do bycia w tym miejscu od dziewiątej do osiemnastej, ale słyszę i widzę, że dzieje się na Placu Grunwaldzkim. Obok nas działał również Fandom, który teraz jest w remoncie. Tam również miały miejsce różne fajne inicjatywy i zajęcia. Pamiętam też, że parę lat temu miało miejsce kino plenerowe. Wiem, że fajne atrakcje są również organizowane przez filię Biblioteki Miejskiej na ulicy Reja. W piątki były tam różne zajęcia artystyczne, na które chodziłam z moją córką. Na Placu Grunwaldzkim działa też studenckie centrum kulturalne, więc odbywają się także różne koncerty i inne tego typu wydarzenia. Dzieje się na pewno więcej niż kiedyś.

No właśnie, a czy kiedyś miały tutaj miejsce tego typu rzeczy?

Wydaje mi się, że nie. Może wśród małych grup mieszkańców organizowane były takie lokalne inicjatywy, ale ja o nich nie słyszałam. Jako dziecko chodziłam czasem na różne zajęcia i teatrzyki do Impartu, ale to już po drugiej stronie rzeki. Do niedawna na placu Społecznym było też wesołe miasteczko. Teraz na pewno dzieje się dużo więcej. Z pewnością jest więcej pomysłów, ale też więcej możliwości. 

A czy uważa Pani, że tego typu działania są potrzebne?

Tak, jak najbardziej są potrzebne. Dzięki temu ludzie mogą nawiązać sąsiedzkie relacje, co jest ważne szczególnie teraz, kiedy przez pandemię wiele kontaktów się osłabiło i ludzie zamknęli się w domach. Potrzebne są różne społeczne inicjatywy, dzięki którym można wyjść do ludzi, miło spędzić czas, odetchnąć i się zrelaksować. Również dzieciaki potrzebują tego typu działań.


Niniejszy wywiad został przeprowadzony w ramach projektu „Plac Grunwaldzki OD NOWA – pracownia edukacji kulturowej”, który Fundacja Ładne Historie zrealizowała dzięki dofinansowaniu z Gminy Wrocław.

Projekt „Centrum Aktywności Lokalnej Plac Grunwaldzki OD NOWA - pilotaż” jest współfinansowany ze środków Gminy Wrocław.

Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
Polityka prywatności.
Plac Grunwaldzki OD NOWA