Pani Jolanta

[ПРОКРУТИТИ ВНИЗ ДЛЯ УКРАЇНСЬКОЇ ВЕРСІЇ]

Aleksandra Podlejska: Kiedy i w jaki sposób związała się Pani z osiedlem Plac Grunwaldzki?

Jolanta: Urodziłam się w obrębie tego osiedla, przy ulicy Sienkiewicza 98. W tej okolicy jest wiele zabytkowych budynków z początku XX wieku, na niektórych z nich umieszczone są daty. W jednej z takich kamienic mieszkałam. Miło wspominam tę ulicę. Blisko był Park Tołpy ze stawem, po którym pływały łabędzie. Zimą chodziliśmy tam na sanki. Zawsze gościło i gości tam dużo studentów architektury. Jest to miejsce odpoczynku dla wielu mieszkańców, ale i studentów, którzy mogą tam też pracować, rysować i malować. 

Jakie są Pani najwcześniejsze wspomnienia związane z osiedlem?

Pamiętam, że sąsiedzi byli życzliwi. W naszej kamienicy drzwi do mieszkań były zawsze otwarte. Bramy i ulice były czyste. Ludzie dbali o swoją okolicę bardziej niż teraz. Zimą chodniki i ulice posypywane były piaskiem lub solą, więc kiedy rano wychodziłam do przedszkola, a moi rodzice do pracy, to było już bezpiecznie. Nie było też tylu samochodów. Jeździły tylko tramwaje i taksówki — przede wszystkim Warszawy. Z tego względu było ciszej. W tamtym czasie mało kto miał samochód. Dopiero później zaczęły pojawiać się w okolicy Nysy, czy Syrenki. Naprzeciwko bramy, w której mieszkałam było przedszkole muzyczne, do którego uczęszczałam. Dobrze wspominam Panie wychowawczynie, które nas uczyły. Mieliśmy wiele różnych zajęć muzycznych, plastycznych, a także baletowych. Mieliśmy z tego względu wiele różnych występów, nie tylko w przedszkolu, ale i w operze, czy teatrze. Jako dziecko chodziłam też na balet poza przedszkolem. Dzięki temu mam bardzo miłe wspomnienia. Z osiedla pamiętam również, że na samym placu Grunwaldzkim był ryneczek, z którego mieszkańcy bardzo lubili korzystać. Teraz w jego miejscu znajduje się Pasaż Grunwaldzki. Wcześniej stały tam stragany, straganiki, a na nich sprzedawano przepiękne, kolorowe owoce i warzywa. Poza tym można było tam kupić również kosmetyki, czy ubrania. Dla ludzi to była naprawdę duża wygoda. Dzięki temu miejscu ludzie spotykali się na osiedlu, rozmawiali ze sobą. Później, w jego miejscu stanął namiot Goliat, dzięki czemu sprzedawcy mieli zadaszenie. Potem zlikwidowano ten bazarek i wybudowano Pasaż. Wtedy niektórym sprzedawcom udało się znaleźć w okolicy lokale, w których dalej mogli prowadzić handel. Dzięki temu istnieje tutaj na Ładnej sklep pana Jacka, którego mama prowadziła wcześniej stoisko z warzywami na targowisku, a potem wprowadziła się do tego lokalu. Pan Jacek i jego żona są bardzo uczynni. Często pomagali mojej mamie. Bardzo się cieszę, że ich sklep się zachował i dalej funkcjonuje. Można w nim znaleźć wszystko. Na początku ulicy Ładnej, od strony Szczytnickiej przez wiele lat był warzywniak prowadzony przez bardzo miłych Państwa, a naprzeciwko funkcjonował bardzo dobrze zaopatrzony kiosk, prowadzony przez ich córkę. Ostatnio zauważyłam, że niestety został zamknięty. Został tutaj sklep z warzywami. Małe interesy obecnie upadają, podobnie jak rzemieślnicy: zegarmistrzowie, szewcy, rymarze. Na szczęście, tutaj na Ładnej nadal jest zegarmistrz. Kiedyś było tutaj na osiedlu bardzo dużo małych biznesów i rzemieślników. Pamiętam, że przy ulicy Reja był sklep z różnymi narzędziami, zamkami, śrubami, który był bardzo potrzebny. Był też szklarz. Pamiętam też, że na rogu ulic Sienkiewicza i Reja był sklep z cukierkami. Dzieci wołały na niego „Sklep u Baby Jagi”. Były tam też żelki, czy lizaki, które właściciele sami wytwarzali. Wszystko układane było w szklanych pojemnikach i słoikach. Można było tam kupić też oranżadkę w proszku, którą często jadło się wprost z opakowania. 

Czy w takim razie można powiedzieć, że okolice Ładnej były zagłębiem lokalnych sklepów i rzemieślników?

Tak. Tutaj było dużo kiosków, warzywniaków i innych małych interesów. Nadal wiele z nich funkcjonuje, jest tu też m.in. sklep z kwiatami, czy pasmanteria [Rozmowa z właścicielką pasmanterii: https://placgrunwaldzki.com/dzialania/archiwum-sasiedzkie/rozmowy-z-mieszkancami/joanna-konieczna/]. Wszystko było tutaj blisko. Dużo osób przyjeżdża z całego Wrocławia, żeby móc zrobić tutaj zakupy. Można powiedzieć, że dzięki temu ulica Ładna jest też miejscem spotkań. Chociaż to udało się tutaj w jakimś stopniu zachować. Wrocław i Plac Grunwaldzki bardzo się zmieniły. 

No właśnie, proszę opowiedzieć o tym, jak z biegiem lat zmieniało się osiedle…

Powstało dużo nowych budynków. Okolice Ładnej zostały uzupełnione plombami. Nawet niedawno, na rogu ulic Ładnej i Grunwaldzkiej powstał nowy budynek. Dużo kamienic na osiedlu zostało częściowo odremontowanych, przede wszystkim zadbano o elewacje zewnętrzne, ale nadal wiele budynków czeka na renowacje. Niektóre starsze osoby mówią, że ciężko jest się odnaleźć na osiedlu, które teraz wygląda zupełnie inaczej, inni natomiast chwalą to, jaki jest teraz. Zniknęło dużo miejsc, o których opowiadałam. Na rogu ulic Sienkiewicza i Reja, w miejscu, w którym obecnie jest sklep Żabka była biblioteka, a tuż za nią introligator. Niedaleko, przy Nowowiejskiej był też warzywniak, a obok perfumeria, którą dobrze pamiętam. Istniała tam wiele lat, została zlikwidowana dopiero niedawno. To czego na pewno jest mi szkoda to drzew i roślinności, którą stąd wycięto na rzecz betonowej zabudowy. Nie tylko na tym osiedlu, ale i w całym Wrocławiu i innych miastach w Polsce zrobiono ten błąd. Teraz podejmowane są próby odbetonowywania tych miejsc i sadzenia na nowo roślinności. Niestety te małe drzewka tak szybko się nie przyjmą, w tym trudnym, zmieniającym się klimacie. Kiedyś tu na osiedlu było dużo skwerków. Przy ulicy Reja mieści się obecnie zespół szkół nr 8, wcześniej były tam szkoły podstawowe nr 31 i 54, przy których znajdował się duży plac z boiskiem szkolnym. Teraz go nie ma, ponieważ teren ten został wykorzystany pod budowę Pasażu Grunwaldzkiego i tym samym młodzież szkolna została pozbawiona miejsca do ćwiczeń. Sama przez jakiś czas chodziłam do tej szkoły. Trochę nie mogę pogodzić się z tym, że na placu Grunwaldzkim powstała ta galeria handlowa. Poza tym bardzo zmieniło się samo skrzyżowanie, na którym powstało rondo Reagana. Część osób nie mogła się tutaj odnaleźć po powstaniu tych obiektów. Kiedyś to miejsce wyglądało zupełnie inaczej. Wystarczy spojrzeć na dawne zdjęcia i plany osiedla. Teraz co prawda rondo usprawniło komunikację. Można szybko przesiąść się z jednego autobusu do drugiego. Zrobiono też podziemne przejścia, które pomagają w przemieszczaniu się pieszo, bo obecnie jest dużo więcej samochodów i tramwajów. Plac Grunwaldzki jest bardzo dobrze skomunikowany. Można się stąd dostać wszędzie. Dawniej też tak było. Na Sienkiewicza tramwaje jeżdżą cały czas tak samo. Może numery linii nieraz się zmieniały, ale połączenia były podobne. Całe miasto, a z nim Plac Grunwaldzki rozwijają się wraz z duchem czasu, choć są pewne rzeczy, które wymagają udoskonalenia. W okolicy do tej pory są poniemieckie ulice, które wymagają remontu. Są tu wysokie krawężniki, zniszczone chodniki, więc wielu starszym osobom bardzo trudno się tu poruszać. Nieraz sama pomagam innym przejść. Na osiedlu brakuje poza tym miejsc, w których można byłoby przysiąść w cieniu drzew. Dawniej były tu drewniane ławki, a drewno jest ciepłe, przyjazne dla człowieka, dobrze użytkuje się je zarówno latem, jak i zimą. Teraz ławki są głównie metalowe lub drewniane, ale wykończone metalem, co nie jest przyjemne, latem zbyt gorące żeby usiąść, a zimą zbyt zimne. 

Kiedyś w obrębie osiedla było więcej miejsc, w których można było się zatrzymać i przysiąść?

Tak, ponieważ było więcej skwerów. Niektóre się zachowały, jak np. ten na rogu ulic Nowowiejskiej i Piastowskiej. Kiedyś ludzie grali tam w szachy. Jest też niewielki zieleniec na skrzyżowaniu Sienkiewicza i Piastowskiej. Jest tam też niewielki sklepik warzywny. Kiedyś naprzeciwko niego, na rogu było miejsce z lodami. Na ulicach stały też dawniej dystrybutory z wodą gazowaną, do której dodawano sok. Ludzie wychodząc na spacer z dziećmi kupowali tę wodę z sokiem i szli na pyszne lody domowej roboty. To jedzenie z tamtych czasów było dobre, zdrowe. Teraz mówi się o takim, że jest ekologiczne, a wtedy to było normalne, że jeśli miała Pani masło, czy kefir to było naturalne. Dawniej można było nawet samemu robić w domu sery. 

Wspomina Pani o spacerach na lody, mówiła też wcześniej o Parku Tołpy, dlatego chciałam zapytać, gdzie jeszcze i w jaki sposób spędzało się dawniej czas w okolicy osiedla?

Nad Odrą. Wybrzeża były miejscem spotkań zarówno dorosłych, jak i dzieci. Rzeka nie była wtedy tak zanieczyszczona, jak obecnie. Było w niej wiele ryb i innych stworzeń. Bardzo ubolewam nad tym, że w ostatnich latach rzeka jest tak zaniedbana. W zeszłym roku bardzo dużo osób mieszkających w pobliżu, ratowało rzekę. Lata dzieciństwa i młodości były tu dla mnie najszczęśliwsze. Ludzie bardziej dbali wtedy o swoje otoczenie i o ekologię. Rzeka była czysta, można było rozłożyć na brzegu porośniętym trawom, parasole i spędzać tam czas. Korzystało się właściwie z każdego z nabrzeży, dostępnego z osiedla. Obecnie przy Wybrzeżu Wyspiańskiego jest usypana plaża, są też różne restauracje z leżakami. Często rozmawiałam z innymi, że warto byłoby stworzyć takie miejsca nad Odrą i się udało. Kiedy mieszkaliśmy przy Sienkiewicza, mieliśmy działkę z ogródkiem na Pilczycach, gdzie jeździliśmy tramwajem. To było miejsce wspólnej zabawy, odpoczynku, ale i nauki. Pokazywano nam, jak sadzić i dbać o rośliny. Wiedzieliśmy skąd mamy owoce i warzywa. Wtedy środowisko nie było jeszcze tak skażone jak w tej chwili. Zarówno gleba, jak i woda były zdrowsze.  

Jak w tamtym czasie wyglądało życie i relacje sąsiedzkie w obrębie osiedla?

Jak wspomniałam, drzwi do domów były otwarte. Sąsiedzi często się odwiedzali, żeby coś pożyczyć, albo po prostu porozmawiać. Wymieniano się przepisami, częstowano ciastami i innymi potrawami. Wspólnie świętowało się różne uroczystości, jak imieniny, czy rocznice. Żyliśmy w zgodzie, rzadko kiedy między sąsiadami były jakieś swary. Dzieci i młodzież bawiły się przede wszystkim na podwórkach. Przeważnie do zabaw wykorzystywano trzepak, bo nie było jeszcze huśtawek. Dopiero z czasem zaczęły powstawać różne place zabaw. W okolicy było poza tym wiele żłobków i przedszkoli. Były właściwie w każdym podwórku. Wiele z nich istnieje do dzisiaj. Na rogu Curie-Skłodowskiej i Polaka była łaźnia miejska. W tamtym czasie nie każdy miał w mieszkaniu łazienkę, więc wiele osób z niej korzystało. Było tam wiele pomieszczeń kąpielowych. To był dawniej ważny punkt osiedla. Teraz w tym budynku jest m.in. Pizza Hut. Kiedy byłam starsza ćwiczyłam śpiew i występowałam w różnych wrocławskich klubach. Poznałam wtedy wielu muzyków, m.in. Mieczysława Jureckiego, który potem występował w Budce Suflera.  

A czy kiedy była Pani dzieckiem, w okolicy widoczne były jeszcze ślady wojny?

Na wielu podwórkach widoczne były gruzy. Nie wszystkie ruiny były wtedy uprzątnięte. Zamiast płotów, jako ogrodzeń używano drutów kolczastych, które tutaj pozostały. Tak więc jeszcze te pozostałości były widoczne.

Jak dalej potoczyła się Pani przygoda z osiedlem Plac Grunwaldzki? Czy cały czas mieszkała Pani w jego obrębie? 

Po jakimś czasie z Sienkiewicza przeprowadziliśmy się na Sępolno, ale wciąż pozostawaliśmy związani z Placem Grunwaldzkim. Kiedy moja córka chodziła do liceum, uczęszczała do klasy ekologicznej. Wtedy zaproponowano mi, abym dołączyła do koła ekologicznego, wraz z którym organizowaliśmy wycieczki z młodzieżą do różnych gospodarstw w obrębie Wrocławia, gdzie uczniowie mogli zobaczyć, jak funkcjonują takie miejsca, jakie praktyki warto powtarzać albo co można w nich zmienić i ulepszyć. Prowadziliśmy też gazetkę, która nazywała się „Zielona Wyspa”, a w niej publikowaliśmy różne ciekawostki i spostrzeżenia młodzieży, która była bardzo zaangażowana w różne działania. Pamiętam też, że pisaliśmy petycję sprzeciwiającą się budowie trasy, która miała przeciąć Park Szczytnicki i wycince zdrowych drzew, które rosły wzdłuż alejek spacerowych. To poskutkowało i udało nam się ocalić park w takim kształcie, w jakim był. Tak więc, jeśli tylko się chce i ma się motywację, to można wiele zdziałać, ale siła jest w grupie, bo w pojedynkę ciężko jest coś zmienić. Wydaje mi się, że podobnie mogłoby być z małymi lokalnymi biznesami, które obecnie upadają, o czym wspominałam. Może warto byłoby, gdyby właściciele się zrzeszyli i wspólnie napisali petycję z prośbą o obniżenie czynszu, żeby te rodzinne firmy mogły nadal trwać. Takie miejsca są bardzo ważne szczególnie dla osób starszych, którym najłatwiej robić zakupy w niewielkich sklepach, gdzie sprzedawca od razu poda towar i nie trzeba go szukać i przemieszczać się po dużym terenie. Ale wydaje mi się, że młodzi ludzie też lubią takie lokalne, niewielkie sklepy. 

Bardzo lubię rozmawiać i działać, żeby wprowadzać zmiany na lepsze. Dawniej częściej niż teraz udawało mi się uczestniczyć w różnych zebraniach lokalnych organizacji. Obok nas, przy ulicy Reja jest siedziba Rady Osiedla, z którą kiedyś współpracowałam, bo spędzałam tu na osiedlu dużo czasu, kiedy moja mama prowadziła magiel, w którym pomagał również mój tata i moje dzieci. Po powodzi w 1997 Rada Osiedla Plac Grunwaldzki we współpracy z Radą Sępolna i Biskupina organizowała przejazdy grup powodzian, których domy zostały zalane w różne miejsca. Ja zostałam zaangażowana przez Radę do przewodniczenia wyjazdowi jednej z grup do Zakopanego. W ogóle podczas powodzi, jako ludzie bardzo się zjednoczyliśmy i pomagaliśmy osobom, których domy zostały zalane. Plac Grunwaldzki nie ucierpiał, ale mieszkańcy osiedla działali przy okolicznych wałach, pomagali przede wszystkim w okolicach Sępolna, które było zalane oraz ulicy Traugutta, która bardzo ucierpiała. 

Wspomniała Pani o maglu, w którym teraz jesteśmy, a który przy ulicy Ładnej zaczęła prowadzić wiele lat temu Pani mama — Dominika [link do rozmowy z Panią Dominiką]. Jak wspomina Pani początki na Ładnej? 

Magiel istniał tu już zanim przejęła go moja mama. Natomiast jeszcze wcześniej, na początku istnienia lokalu, w którym się znajduje, była tu pralnia. Przez to pomieszczenie przewinęło się już wiele ludzi, a to miejsce od zawsze było takim, które w pewien sposób pomagało mieszkańcom egzystować. Dawniej nie każdy miał pralkę, większość osób prała ręcznie na tarkach, więc taka pralnia w okolicy była dobrze przemyślanym miejscem. Później podobnie było z maglem. Moja mama, zanim przejęła lokal tutaj, na Ładnej, pracowała też w maglu przy ulicy Sienkiewicza, niedaleko przedszkola, o którym wspominałam. Tam nauczyła się fachu, a jeszcze przed tym pracowała w sztabie wojskowym [więcej o tym w rozmowie z Panią Dominiką: https://placgrunwaldzki.com/dzialania/archiwum-sasiedzkie/rozmowy-z-mieszkancami/pani-dominika/]. Z tego względu często tam bywałam. Spałam na polowych łóżkach oraz byłam rozpieszczana przez wojskowych. Zanim poszłam do przedszkola, nie zawsze miał się mną kto zająć, kiedy rodzice szli do pracy. W sztabie pracowała z mamą jej siostra oraz siostra mojego taty i nieraz bywało tak, że wszystkie miały dyżur o tej samej porze, więc ciocie nie mogły mnie pilnować. Wtedy zadecydowały, że w takich sytuacjach będą zabierać mnie ze sobą. Miałam tam wtedy takie trzy mamy. 

Przez wiele lat odwiedzała Pani magiel i pomagała tutaj mamie. Jak w tym czasie zmieniała się ulica Ładna?

Na pewno zmienili się tutaj ludzie. Zaczęli się bardziej zamykać w domach. W bramach zaczęto montować domofony, bo coraz więcej było tutaj nieciekawych zdarzeń, więc każdy wolał się zamknąć, zabezpieczyć. Wcześniej bramy i mieszkania były otwarte, ludzie często się odwiedzali, przechodzili przez bramy na skróty. U nas też kilka tygodni temu założono nowy domofon.  Przez wiele lat brama pozostawała otwarta i wiele osób przechodziło nią na skróty do sklepików na Ładnej. Teraz muszą chodzić naokoło. To była ulubiona brama przejściowa. Miało to swoje uroki, ale i wady. Niektórzy palili tu papierosy, inni hałasowali, jeszcze inni śmiecili, ale staraliśmy się rozmawiać, zwracać uwagę i dbać o to miejsce. Wszyscy myśleli, że moja mama jest gospodarzem tej kamienicy, bo czuwała nad nią. Współpracowała też z policją, czy innymi służbami jeśli to było konieczne. Podobnie jest z Panem Jackiem, o którym wspomniałam. Również dba opiekuje się tym miejscem i pomaga każdemu. Ja również staram się tutaj działać i pomagać innym. Było tutaj też dużo osób w kryzysie. Nierzadko przychodzili do nas prosząc o pieniądze, czy o jedzenie. Staraliśmy się pomagać tym osobom. Sama od wielu lat pomagam chorym, zarówno rodzinie, przyjaciołom, jak i innym. Moi rodzice również zawsze starali się pomagać ludziom, jak mogli. Kiedy w Armenii trwała wojna i ludzie stamtąd uciekali do Wrocławia, zaoferowali jednej z rodzin nocleg. Pomogliśmy im uzyskać możliwość pobytu na stałe, zapewnić dzieciom możliwość edukacji. Jednej parze moi rodzice wyprawili nawet wesele i w ten sposób zyskali od nich miano swoich rodziców. Nie chcieliśmy za to pieniędzy. Przecież Polacy wyjeżdżający za granicę też często potrzebują na początku wsparcia, azylu. Z kamienicy, w której jest magiel odeszło wiele osób, naszych sąsiadów, znajomych i klientów. 

Czy ma Pani teraz swoje ulubione miejsca na osiedlu?

Z chęcią przechodzę przez skwer na rogu ulic Szczytnickiej i Reja. Jest tam kilka drzew i ławeczki, na których nieraz widzę, siedzących ludzi. Bardzo przyjemne jest to miejsce. Na szczęście wciąż w obrębie osiedla zachowane są takie zakątki, które cieszą oko. W podwórzach przy ulicy Ładnej powstały ogródki. Mieszkańcy zaczęli coś tutaj robić i dbać o te miejsca, w ten sposób powstały miejsca, w których mogą spędzać czas. Każda brama ma swój zakątek.

A co jest dla Pani najbardziej charakterystycznym punktem osiedla?

Chyba samo centrum, czyli plac Grunwaldzki. 


Rozmowa zrealizowana dzięki dofinansowaniu ze środków Fundacji EVZ w ramach programu “local.history” i projektu „Plac Grunwaldzki – nieopowiedziana historia”. #SupportedByEVZ


Пані Йоланта

Александра Подлейска (AП): Коли і як Ви пов’язали своє життя з мікрорайоном Площа Грунвальдська [Plac Grunwaldzki]?

Йоланта: Я народилася в цьому районі, на вул. Sienkiewicza 98. У цьому районі є багато історичних будівель початку XX століття, на деяких з них є дати. В одній з таких кам’яниць я мешкаю. З цією вулицею у мене пов’язані теплі спогади. Поруч був парк Толпи [Park Tołpy] зі ставком, де плавали лебеді. Взимку ми там каталися на санчатах. Чимало студентів архітектури проводили і проводять там час. Це місце відпочинку для багатьох мешканців, але також і для студентів, які можуть там працювати, малювати і писати. 

AП: Якими є ваші найперші спогади пов’язані з мікрорайоном?

Й: Пам’ятаю, що сусіди були доброзичливими. У нашій кам’яниці двері до квартир завжди були відчинені. Ворота і вулиці були чистими. Раніше люди більше дбали про свій район, ніж зараз. Взимку тротуари та вулиці посипали піском або сіллю, тож коли вранці йшла до дитсадка, а батьки на роботу, було вже безпечно. Автомобілів теж було не так багато. Тільки трамваї і таксі – переважно варшавські. Через це було тихіше. У той час майже ніхто не мав автомобіля. Лише пізніше в цьому мікрорайоні почали з’являтися автомобілі марки „Nysa” або „Syrenka”. Навпроти воріт, де я мешкала, був музичний дитячий садок, до якого я ходила. У мене залишились гарні спогади про виховательок, які нас навчали. У нас було багато різних музичних занять, художніх, а також балетних. Завдяки цьому у нас було багато різних виступів, не тільки в дитячому садку, а й в опері чи театрі. У дитинстві я також ходила на балет поза дитячим садочком. Завдяки цьому у мене залишилися дуже милі спогади. З мікрорайону також пам’ятаю, що на самій площі Грунвальдській був ринок, на який полюбляли ходити мешканці. Зараз на його місці знаходиться „Pasaż Grunwaldzki”. Раніше тут були кіоски, ятки, де продавали гарні, барвисті фрукти та овочі. Крім того, там можна було купити косметику чи одяг. Для людей це було вигідно. Завдяки цьому місцю люди зустрічалися в мікрорайоні і спілкувалися між собою. Пізніше на його місці поставили намет „Goliat”, щоб торговці мали дах. Потім цей ринок прибрали і побудували „Pasaż  Grunwaldzki”. Потім деяким продавцям вдалося знайти приміщення в цьому районі, де вони змогли продовжити торгівлю. В результаті на вул. Ładna з’явився магазин пана Яцка, чия мати раніше торгувала овочами на ринку, а перемістилася в це приміщення. Пан Яцек та його дружина дуже люб’язні. Вони часто допомагали моїй мамі. Щиро радію, що їхня крамниця збереглася і продовжує функціонувати. Там можна знайти все. На початку вул. Ładna, зі сторони Szczytnicka багато років існувала овочева крамниця, якою керували дуже приємні особи, а навпроти був дуже добре укомплектований кіоск, яким завідувала їхня донька. Недавно помітила, що на жаль, його закрили. Залишився тільки овочевий магазин. Малий бізнес зараз занепадає, як і ремісники: годинникарі, шевці, шорники.  На щастя, тут, на вул. Ładna досі працює годинникар. Раніше тут, у мікрорайоні, було багато малих підприємств і ремісників. Пам’ятаю, на вул. Reja була крамниця з усілякими інструментами, замками, шурупами, які були дуже потрібні. Був там і скляр. Ще пам’ятаю, що на розі вулиць Sienkiewicza i Reja був магазин з цукерками. Діти прозвали його „Sklep u Baby Jagi”. Були там і желейки, льодяники, які господарі виготовляли власноруч. Усе було розкладене по скляних контейнерах і банках. Там же можна було купити порошковий апельсиновий сік, який часто їли прямо з пакета. 

AП: Чи можна вважати, що околиці вул. Ładna були осередком місцевих крамниць і ремісників?

Й: Taк. Тут було багато кіосків, овочевих магазинів та іншого малого бізнесу. Багато з них досі діють, серед них квітковий магазин і швейний [Інтерв’ю з власницею швейної крамниці: https://placgrunwaldzki.com/dzialania/archiwum-sasiedzkie/rozmowy-z-mieszkancami/joanna-konieczna/]. Тут все було поруч. Багато людей приїжджають з усього Вроцлава, щоб мати можливість робити тут покупки. Можна сказати, що це також робить вул. Ładna місцем зустрічей. Хоча б це до певної міри вдалося зберегти. Вроцлав і Грунвальдська площа дуже змінилися. 

AП: Зрозуміло. А розкажіть про те, як змінювався мікрорайон з роками….

Й: Побудовано багато нових будинків. Околиці вул. Ładna доповнили добудови – „пломби” (plomby). Нещодавно на розі вулиць Ładna i Grunwaldzka було зведено нову будівлю. Багато кам’яниць у мікрорайоні вже частково відремонтовані, особливо подбали про зовнішній вигляд фасадів, проте чимало об’єктів ще чекають на реконструкцію. Деякі старші люди кажуть, що важко орієнтуватися в околиці, яка тепер виглядає зовсім по-іншому, а хтось хвалить те, якою вона є зараз. Багато місць, про які я розповідала, вже зникли. На розі вулиць Sienkiewicza i Reja, на місці, де зараз магазин „Żabka”, була бібліотека, а відразу за нею книжковий палітурник. Неподалік від вул. Nowowiejska  також овочева крамниця, а по сусідству – парфумерія, котру добре пам’ятаю. Вона проіснувала там багато років, лише нещодавно була виведена з експлуатації. Чого мені справді жаль, так це дерев і рослинності, які були вирубані звідси на користь бетонних будівель. Ця помилка була допущена не тільки в цьому житловому комплексі, але й у всьому Вроцлаві та інших містах Польщі. Зараз робляться спроби демонтувати від бетону ці ділянки і засадити їх рослинністю. На жаль, ці маленькі дерева не приживуться так швидко в цьому складному, мінливому кліматі.  Колись тут, на території мікрорайону, було багато скверів. На вул. Reja зараз знаходиться шкільний комплекс № 8, раніше тут були початкові школи № 31 і 54, поруч з якими був великий сквер зі шкільним ігровим майданчиком. Тепер його немає, тому що територія була використана для будівництва «Pasaż Grunwaldzki» і тим самим, школярів позбавили місця для тренувань. Я й сама певний час ходила до цієї школи. Дещо незручно, що цей торговий центр збудовано на Грунвальдській площі. Крім того, саме перехрестя, де було створено кільцеву розв’язку Reagana [Rondo Reagana], дуже змінилося. Після того, як тут з’явилися ці об’єкти, деякі люди не вміли тут орієнтуватися. Раніше це місце виглядало зовсім інакше. Достатньо поглянути на старі фотографії та плани мікрорайону. Тепер, щоправда, кільцева розв’язка покращила транспортне сполучення. Можна швидко пересісти з одного автобуса на інший. Підземні переходи також були зроблені, щоб допомогти пішоходам, оскільки зараз набагато більше автомобілів і трамваїв. Площа Грунвальдська має доволі добре транспортне сполучення. Звідси можна потрапити куди завгодно. Так було і раніше. На вул. Sienkiewicza трамваї весь час курсують за тим самим маршрутом. Можливо, іноді змінювалися номери ліній, але сполучення були схожими. Місто в цілому, а разом з ним і площа Грунвальдська, розвивається в ногу з часом, хоча є речі, які потребують вдосконалення. У цьому районі все ще є вулиці після німецької окупації, які потребують ремонту. Тут високі бордюри та напівзруйновані тротуари, тому багатьом літнім людям дуже важко тут пересуватися. Іноді допомагаю іншим перейти. Крім того, на території мікрорайону бракує місць, де можна посидіти в тіні дерев. Раніше тут стояли дерев’яні лавки, а дерево тепле, приємне і добре використовувати як влітку, так і взимку. Зараз лавки переважно металеві або дерев’яні, але з металевим покриттям, що не дуже приємно, влітку на них занадто спекотно сидіти, а взимку занадто холодно. 

AП: Раніше на території мікрорайону було більше місць, де можна було зупинитися і посидіти?

Й: Так, адже скверів було більше. Деякі з них збереглися, як, наприклад, на розі вулиць  Nowowiejska i Piastowska. Колись люди там грали в шахи. На перехресті Sienkiewicza i Piastowska. Там же є невеличкий овочевий магазинчик. Навпроти нього на розі була кафе з морозивом. Також на вулицях стояли автомати з газованою водою, в яку додавали сік. Люди, виходячи на прогулянку з дітьми, купували цю воду з соком і йшли їсти смачне домашнє морозиво. Тогочасна їжа була смачною, здоровою. Зараз всі говорять про органіку, але тоді це було нормально, якщо у вас було масло чи кефір, то це було натурально. Раніше можна було навіть зробити свій власний сир вдома. 

AП: Ви згадували про прогулянки за морозивом, а також про парк Толпи, тож я хотіла б запитати, де ще і як Ви раніше проводили час в околицях мікрорайону?

Й: Над Одрою. Набережні були місцем зустрічі як дорослих, так і дітей. Тоді річка не була такою забрудненою, як сьогодні. У ній було багато риби та інших істот. Прикро, що в останні роки річка була настільки занедбана. Минулого року дуже багато людей, мешкаючих поруч, рятували річку. Роки дитинства і юності були для мене тут найщасливішими. Тоді люди більше дбали про навколишнє середовище та екологію. Річка була чистою, можна було розлягтися на трав’янистому березі, поставити парасольки і провести там час. Користувались практично кожною набережною доступною в околиці. Зараз набережна Wyspiańskiego [Wybrzeże Wyspiańskiego] має насипні пляжі, а також різні ресторани з шезлонгами. Часто обговорювала з іншими, що було б корисно створити такі місця вздовж річки Одри, і вдалося. Коли ми мешкали на вул. Sienkiewicza, у нас була ділянка землі з садом у Пільчицах, куди доїжджали трамваєм. То було місце розваг, відпочинку, а також навчання. Нам показували, як садити і доглядати рослини. Ми знали, звідки беруться наші фрукти та овочі. Тоді навколишнє середовище ще не було таким забрудненим, як зараз. І ґрунт, і вода були здоровішими.  

AП: Яким було життя та сусідські взаємини в мікрорайоні в той час?

Й: Як я вже згадував, двері до будинків були відчинені. Сусіди часто ходили один до одного в гості, щоб щось позичити або просто поговорити. Обмінювалися рецептами, пригощали тортами та іншими стравами. Різні свята, такі як іменини та ювілеї, відзначали разом. Ми жили в злагоді, між сусідами рідко виникали якісь тертя. Діти та молодь гралися переважно на подвір’ях. Здебільшого для гри використовували вішалка для килимів, що знаходились на зовні, бо гойдалок ще не було. Лише з часом почали з’являтися різноманітні дитячі майданчики. Крім того, в околицях було багато ясел і дитячих садків. Вони були практично в кожному дворі. Багато з них існують до сьогодні. На розі вул. Curie-Skłodowskiej i Polaka  була міська лазня. У той час не всі мали ванну кімнату в квартирі, тому багато людей користувалися нею. Було чимало приміщень для купання. Колись це була важлива частина мікрорайону. Зараз у будівлі знаходиться піцерія „Pizza Hut”. Коли я була старшою, я займалася співом і виступала в різних клубах Вроцлава. Тоді я познайомилася з багатьма музикантами, в тому числі з Мєчиславом Юрецкім, який пізніше виступав у „Budka Suflera”.  

AП: А коли Ви були дитиною, сліди війни все ще були помітні в цьому районі?

Й: У багатьох дворах можна було побачити руїни. На той час ще не всі завали були розчищені. Замість парканів використовували колючий дріт, який тут залишився. Тому все одно ці залишки було видно.

AП: Як далі продовжувалася ваша пригода з Площею Грюнвальдською? Ви мешкаєте там упродовж усього свого життя? 

Й: За деякий час ми переїхали з вул. Sienkiewicza до Сенпольна, але все одно залишалися пов’язаними з Грунвальдською площею. Коли моя донька пішла до ліцею, вона ходила на екологічні заняття. Тоді ж мені запропонували приєднатися до екологічного клубу, з яким ми організовували поїздки з молоддю до різних фермерських господарств навколо Вроцлава, де студенти могли побачити, як функціонують такі місця, які практики варто повторити, а що можна змінити та вдосконалити. Ми також видавали газету, яка називалася „Zielona Wyspa” і публікували в ній різні цікавинки та думки молодих людей, які брали активну участь у різних дійствах. Пам’ятаю ще, що ми написали петицію проти будівництва траси, яка мала пролягти через парк Щитніцкі, а також проти вирубки здорових дерев, які росли вздовж алей, де можна було прогулюватися. Це спрацювало і нам вдалося зберегти парк у тому ж вигляді, в якому він був. Отож, якщо ви хочете і маєте мотивацію, ви можете зробити багато, але сила – в групі, бо поодинці важко щось змінити. Мені здається, що так само може бути і з малим місцевим бізнесом, який зараз зазнає краху, як я вже згадувала. Можливо, варто було б власникам приміщень зібратися разом і написати петицію з проханням знизити орендну плату, щоб ці сімейні магазини могли продовжувати свою діяльність. Такі місця дуже важливі, особливо для людей похилого віку, яким найлегше здійснювати покупки в невеликих магазинах, де продавець одразу подасть товар і не потрібно шукати його і пересуватися по великій території. Але я думаю, що молодь також любить такі локальні, маленькі крамнички. 

Мені дуже подобається розмовляти і діяти, щоб змінювати щось на краще. Раніше мені вдавалося відвідувати різні зустрічі місцевих організацій частіше, ніж зараз. Поруч з нами, на вул. Reja знаходиться офіс Ради мікрорайону (Rada Osiedla Plac Grunwaldzki) з котрою я раніше співпрацювала, оскільки проводила багато часу тут, у мікрорайоні, коли моя мама керувала качальнею, з якою також допомагали мій тато і мої діти. Після повені 1997 року Рада мікрорайону у співпраці з Радами Сепольна та Біскупін організувала поїздки для груп постраждалих від повені, чиї будинки були затоплені, до різних місць. Рада залучила мене до керівництва поїздкою однієї з груп до Закопаного. Взагалі, під час повені ми як народ дуже згуртувалися і допомагали людям, чиї будинки були затоплені. Площа Грунвальдська не зазнала пошкоджень, але мешканці мікрорайону були активними в околицях, допомагаючи, зокрема, в околицях Сепольна, котрі були затоплені та вул. Traugutta, котра сильно постраждала від повені. 

AП: Ви згадували про „magiel” (заклад з машинами для прасування за допомогою системи валиків), в котрому ми зараз знаходимось, і яким ваша мати, Пані Домініка, почала керувати на вул. Ładna багато років тому [посилання на розмову з Пані Домінікою]. Як Вам запам’яталась початки на вул. Ładna? 

Й: До того, як моя мама перейняла справу, тут уже існував заклад з прасувальним катком. Натомість ще раніше, на початку існування приміщення, тут вже була пральня. Через це приміщення пройшло багато людей, це місце завжди було таким, що так чи інакше допомагало мешканцям існувати. У старі часи не всі мали пральні машини, більшість людей прали вручну на ганчірках, тож така пральня по сусідству була добре продуманим місцем. Пізніше те саме стосувалося і качальні. Моя мама до того, як отримала приміщення тут, на вул. Ładna, також працювала в майстерні на вул. Sienkiewicza, неподалік від дитячого садка, про який я вже згадувала. Саме там вона навчилася своєї професії, а ще раніше працювала у військовому штабі [більше про це: посилання на інтерв’ю з пані Домінікою]. 

Тому я часто там бувала. Спала на полевих ліжках, мене балували військові. До того, як я пішла до дитсадка, не завжди було кому піклуватися про мене, коли батьки йшли на роботу. Моя сестра і сестра мого батька працювали з мамою в штаті, бували випадки, коли вони всі були на службі одночасно, тому мої тітки не могли наглядати за мною. Тоді вони вирішили, що в таких ситуаціях братимуть мене з собою. На той час у мене було три таких мами. 

AП: Протягом багатьох років Ви навідувалися до качальні („magiel”, машина для манглювання, тобто прасування за допомогою системи валиків) і допомагали тут Вашій матері. Як за цей час змінилася вул. Ładna?

Й: Напевно тутешні люди змінилися. Вони почали більше зачинятися вдома. На воротах почали встановлювати домофони, тому що тут траплялося все більше і більше неприємних інцидентів, тому кожен волів замикатися вдома, щоб бути в безпеці. Раніше брами і квартири були відчинені, люди часто ходили один до одного в гості, скорочуючи шлях через браму. Кілька тижнів тому ми також встановили новий домофон.  Протягом багатьох років брама залишалася відчиненою, багато людей користувалися нею, щоб скоротити шлях до магазинів на вул. Ładna. Тепер їм доводиться ходити в обхід. Ці ворота були улюбленим місцем переходу. У цьому була своя принадність, але також і свої недоліки. Дехто курив тут цигарки, дехто галасував, дехто смітив, але ми намагалися розмовляти, бути уважними і дбати про це місце.Всі думали, що моя мама була власницею цього будинку, оскільки вона наглядала за ним. Вона також співпрацювала з поліцією чи іншими службами, якщо це було необхідно. Те ж саме стосується і пана Яцка, про якого я вже згадувала. Він теж піклується про це місце і допомагає всім. Я також стараюся діяти тут і допомагати іншим. Тут було чимало людей у кризовій ситуації. Нерідко вони приходили до нас з проханням про гроші чи їжу. Ми намагалися допомагати цим людям. Я сама багато років допомагаю хворим людям і своїм, і рідним, і друзям, і іншим. Мої батьки також завжди намагалися допомагати людям, чим могли. Коли у Вірменії була війна і люди звідти тікали до Вроцлава, вони запропонували одній родині житло. Ми допомогли їм отримати постійне місце перебування, забезпечити можливість навчання для їхніх дітей. Для однієї однієї пари мої батьки навіть організували весілля, що дало їм право називатися їхніми батьками. Ми не хотіли за це грошей. Адже поляки, які виїжджають за кордон, також часто потребують підтримки, притулку на перших порах. Багато людей, наших сусідів, друзів і клієнтів, виїхали з кам’яниці, де знаходився „magiel”. 

AП: Чи є у вас зараз улюблені місця в мікрорайоні?

Й: Мені подобається гуляти сквером на розі вул. Szczytnicka i Reja. Там є кілька дерев і лавочок, на яких іноді бачу сидячих людей. Це дуже приємне місце. На щастя, на території мікрорайону ще збереглися такі куточки, які милують око. У внутрішніх двориках на вул. Ładna з’явилися городи. Мешканці почали тут щось робити і доглядати за цими місцями, створюючи таким чином куточки, де вони можуть проводити час. Біля кожної брами є свій закуток.

AП: А що Ви вважаєте найхарактернішою особливістю мікрорайону?

Й: Напевно, самий центр, тобто Грунвальдська площа. 


Розмова відбулася завдяки фінансуванню Фонду EVZ у рамках програми «local.history» та проекту «Plac Grunwaldzki – untold story». #SupportedByEVZ