[ПРОКРУТИТИ ВНИЗ ДЛЯ УКРАЇНСЬКОЇ ВЕРСІЇ]
Aleksandra Podlejska: W jaki sposób jest Pani związana z osiedlem Plac Grunwaldzki?
Marta: Teraz jestem z nim związana poprzez miejsce pracy. Od dwóch lat pracuję w obrębie osiedla, natomiast wcześniej bardzo często był dla mnie węzłem przesiadkowym. Korzystałam również z Pasażu Grunwaldzkiego.
A jakie jest Pani pierwsze wspomnienie związane z tym miejscem?
Rurki z kremem. No i punkt przesiadkowy, który znajdował się ponad 30 lat temu w miejscu wieżowca Grunwaldzki Center. Wiele autobusów przyjeżdżało na ten właśnie przystanek. Niektóre miały tam pętle, inne jechały dalej.
Czyli odwiedzała Pani to osiedle jako dziecko?
Tak. Wtedy mieszkaliśmy z rodzicami na Psim Polu i często musiałam przemieszczać się z mamą z Hub czy Gaju, więc mijałam Plac Grunwaldzki.
To wtedy, podczas przesiadek, był czas na wspomniane rurki z kremem? Czy może specjalnie przyjeżdżała Pani z rodzicami na te wypieki?
Tego już nie pamiętam. Na pewno przy okazji, kiedy tutaj byliśmy, zawsze je kupowaliśmy, ale nie wiem, czy przyjeżdżaliśmy też specjalnie.
Jak wyglądał wtedy Plac Grunwaldzki?
W miejscu, w którym dzisiaj stoi Grunwaldzki Center był plac porośnięty drzewami. Nie był to może park, ale na pewno był zielony i niezabudowany. Tak samo było w okolicach Pasażu. Były wydeptane ścieżki w trawniku, między drzewami. W miejscu galerii stały różne budki, m.in. właśnie ta z rurkami z kremem. Niestety, jako pięciolatka nie zwracałam uwagi na żadne inne, więc ich nie pamiętam. Zapach wypieków tak niósł się po całej okolicy, że to przede wszystkim je zapamiętałam. Do dziś wspominam ten zapach i przywołuje on dobre wspomnienia. Wracając jeszcze do miejsca Grunwaldzki Center, przystanki autobusowe zostały w tym samym miejscu, w którym były wtedy, ale pamiętam jeszcze kiosk, który się tam znajdował, na rogu. Można było w nim kupić bilety zwykłe i miesięczne. To były kartoniki, które wtedy jeszcze były dziurkowane podczas kontroli. Wiem, że było wielu kolekcjonerów tych biletów. Może sama gdzieś jeszcze takie mam. Na pewno miałyby dużą wartość sentymentalną.
Czy jako dziecko bywała Pani tylko w tym centrum osiedla, czyli na samym placu, czy może zdarzało się Pani wędrować gdzieś dalej?
Wtedy raczej w centrum, żeby przesiąść się na odpowiedni autobus i dotrzeć do domu. Chociaż pamiętam jeszcze, że przy ul. Grunwaldzkiej, obok budynku policji znajdowała się sala gimnastyczna, w której prowadzono zajęcia z gimnastyki korekcyjnej. W latach 90., jako dziecku mieszkającemu w obrębie Śródmieścia, tam przypadło moje miejsce na tę gimnastykę. Poza tym z dzieciństwa pamiętam na pewno Manhattan, obok którego się przejeżdżało, ale na wiele rzeczy, pewnie ze względu na młody wiek, nie zwracałam uwagi. Dopiero, kiedy poszłam do liceum, do którego też musiałam dojechać mijając plac Grunwaldzki, nagle zaczęłam zauważać wiele rzeczy, m.in. Politechnikę, czy dawną Akademię Rolniczą.
Jak zmieniał się Plac Grunwaldzki?
Przez jakiś czas nie korzystałam z placu Grunwaldzkiego, bo zmieniliśmy z rodzicami miejsce zamieszkania i przestał mi on służyć jako punkt przesiadek. Nie bywało się tu już przy okazji. Jedynie podczas wycieczek do ZOO przejeżdżałam czasem przez osiedle. Z tego okresu pamiętam, że wciąż nie było jeszcze Pasażu. Najbardziej zauważalną zmianą było właśnie to, że podczas mojej nieobecności tutaj, jakby nagle powstała galeria handlowa.
To była drastyczna zmiana?
Drastyczna raczej nie. Na pewno rozwojowa. Była raczej pozytywna, choć na pewno odczuwalny był dla mnie brak rurek z kremem. Wydaje mi się jednak, że coś dobrego przyniosło nam powstanie Pasażu Grunwaldzkiego. Dostęp do wielu sklepów w jednym miejscu na pewno ma swoje plusy. Poza tym jest w nim także kino, do którego sama często przyjeżdżałam.
A czy pamięta Pani inne zmiany? Może któraś z nich miała wpływ na to, jak poruszała się Pani po tej okolicy i w niej funkcjonowała?
Prawie zapomniałabym o zmianie skrzyżowania na placu i powstaniu ronda Reagana. Już tak się do niego przyzwyczaiłam, że czasami zapominam, że go kiedyś nie było. Kiedy jako dziecko tutaj bywałam, to było normalne skrzyżowanie. Powstanie ronda było szokujące, chyba najbardziej przez ten żwirowy, dziwny dach. Na pewno dobrą zmianą było też powstanie dużej biblioteki na Reja. Jako „mól książkowy” bardzo to doceniam.
Czy w jakimś momencie zaczęła Pani bardziej korzystać z osiedla i je odkrywać?
Tak, ale to już jako dorosła osoba. Ze znajomymi często spacerowaliśmy po tej okolicy. Pamiętam też, że moja koleżanka z liceum mieszkała w jednym z wieżowców Manhattanu, więc w ten sposób odkrywałam tę okolicę.
Czy Manhattan robił wówczas na Pani i Pani rówieśnikach szczególne wrażenie? Albo czy fakt, że Pani koleżanką mieszkała w jednym z jego budynków był czymś wyjątkowym?
Raczej nie. Odbieraliśmy to po prostu jako miejsce zamieszkania. Jedni mieszkali w blokach, inni w kamienicach, a niektórzy w wielkim Manhattanie. To było zupełnie normalne.
Jakie miejsca na Grunwaldzie odwiedzała Pani w czasach licealnych i późniejszych?
Chodziło się do Alibi i znajdującego się po drugiej stronie klubu Grawitacja przy Kredce i Ołówku. Same akademiki też odwiedzałam i dobrze je pamiętam. To bardzo charakterystyczne i fajne miejsce. Na pewno unikatowe, nie tylko w skali Wrocławia, ale myślę, że także światowej. Jako licealistka korzystałam więc z tej „imprezowej” części miasta i osiedla. Chodziło się też do Pasażu Grunwaldzkiego. Chodziłyśmy tam często z koleżankami, czasem idąc pieszo z miejsca, w którym mieszkam, czyli Ołbina — okolic Parku Tołpy i Górki Słowiańskiej. Podczas tych spacerów mijałyśmy ulice Nowowiejską i Reja, choć głównym celem tych wycieczek było odwiedzenie Pasażu. Ulica, którą dobrze kojarzę i obserwuję zachodzące na niej zmiany jest Szczytnicka. Ciągle znikały tam jakieś lokale i zaskakiwały nowe. Przez moment była tam na pewno bardzo sympatyczna kawiarnia, w której bywałam, ale nie wiem co teraz jest w jej miejscu. Tak więc cały czas coś się tam zmienia, ale myślę, że w pozytywnym sensie. To miejsce budzi we mnie dobre skojarzenia.
Mówiła Pani o „imprezowej” części osiedla, czy poza klubami odbywały się tutaj jakieś wydarzenia?
Działo się na pewno przy kościele, w Duszpasterstwie u Salezjan. Tam miały miejsce jakieś wydarzenia. Poza tym właśnie kluby przy Kredce i Ołówku, ale to były typowo imprezowe miejsca. To były czasy, w których nie było takich eventów, jakie robi się dzisiaj. Fajnie, że to się zmieniło i że obecnie organizuje się coraz więcej wydarzeń dla tzw. lokalsów, działań sąsiedzkich, dzięki którym mogą się poznać i zintegrować. To na pewno jest duża wartość. Oby tylko starczyło sił, pomysłów i zasobów, żeby to rozwijać.
Wspomniała Pani wcześniej o różnych lokalnych sklepikach? Czy jest ich trochę na osiedlu, czy raczej brakuje?
Korzystam głównie z tych, które znajdują się na wspomnianej ulicy, więc nie jestem pewna jak to jest w skali osiedla. Wydaje mi się, że cały czas można je jeszcze spotkać w różnych miejscach. Na pewno takich lokali nigdy za wiele. Jest to dla mnie zawsze sympatyczniejsze skorzystać z takich sklepików czy zajrzeć do rzemieślników i rękodzielników, niż odwiedzać galerie handlowe, choć do nich oczywiście też czasem zaglądam. Jednak szczególną sympatią darzę właśnie miejsca bardziej lokalne, w których nie ma też takiej anonimowości.
A czy są na tym osiedlu jakieś miejsca, które wywarły na Pani szczególne wrażenie?
W dzieciństwie na pewno pętla autobusowa. Było to dla mnie niezwykle fajne, że w jednym miejscu jest tak dużo pojazdów. Pamiętam też, jak wypatrywałam nadjeżdżających tramwajów i autobusów, żeby móc szybko zdecydować, czy bardziej opłaca nam się z mamą biec na tramwaj, czy jednak czekać na autobus, w zależności od tego, gdzie chciałyśmy się dostać. Mama mówiła mi wtedy, że mam świetny wzrok, bo z naprawdę daleka mogłam dojrzeć numer linii. To jedno z moich bardzo dobrych wspomnień. Również sam kiosk, o którym mówiłam, też był dla mnie wtedy ważnym miejscem, które szczególnie utkwiło w mojej pamięci.
Czyli jednak cały czas Plac Grunwaldzki jako miejsce komunikacyjne jest dla Pani ważny?
Tak, zdecydowanie.
A czy teraz, kiedy pracuje Pani na osiedlu na co dzień, zmieniło się może Pani postrzeganie tego miejsca albo stosunek do niego?
Raczej nie. Cały czas mam do niego pozytywny stosunek. Mam z nim związane ciepłe skojarzenia i wspomnienia, ale też bardzo dobrze odbieram osiedle teraz. Przez to, że wcześniej, przez wiele lat nie korzystałam z niego tak, jak teraz, obecnie odkrywam tutaj dużo nowych miejsc.
Jakie to miejsca?
Moim ulubionym jest Poczta w budynku Politechniki Wrocławskiej przy Wybrzeżu Wyspiańskiego. To na pewno moje ulubione miejsce. Ma fantastyczne, kute metalowe drzwi w kwiaty. Przepięknie wykonane. Z jednej strony są mocne, masywne, a z drugiej delikatne i bardzo ładne. Poza tym sama poczta jest świetna. Nie ma w niej kolejek, więc jest ładnie i funkcjonalnie. Oprócz tego bardzo lubię w obrębie osiedla różne skwery i małe parki, tak jak ten przy ul. Łukasiewicza. To na pewno było dla mnie odkrycie, ponieważ nie znałam Placu Grunwaldzkiego od tej strony. Swoje potrzeby związane z parkami, czy placami zabaw realizowałam w innych miejscach, bliżej okolicy, w której mieszkam, więc nie znałam tych ukrytych zielonych miejsc. Świetnie, że tutaj, przy Łukasiewicza jest dużo ławek, że mieszkańcy okolicznych kamienic mają gdzie wyjść. Nie czuje się tutaj, że jest się w centrum miasta.
Czy Pani zdaniem osiedle wydaje się dobrym miejscem do spędzania wolnego czasu, ale i do życia?
Myślę, że tak. Jest na pewno dobrze skomunikowane, a z drugiej strony większość osiedla jest poza głównymi ulicami, więc jest w niej cicho, nie ma tak dużego zgiełku. Poza tym można przespacerować się, czy pojeździć na rowerze wzdłuż Odry, więc wydaje mi się, że jest to fajne miejsce. Ponadto, jeśli potrzeba pojechać gdzieś dalej, poza Wrocław, to również i pod tym względem jest dobrym miejscem, bo wiedzie stąd droga wylotowa.
Jakie są Pani zdaniem ikony osiedla Plac Grunwaldzki?
Wydaje mi się, że przede wszystkim Kredka i Ołówek, nawet bardziej niż powszechnie znany Manhattan. Poza tym również wszystkie budynki uczelni tu zlokalizowanych, a także przepiękny zespół Klinik. Mam nadzieję, że z czasem zostanie zrewitalizowany, bo szkoda byłoby, gdyby ta architektura zniszczała.
Jak Pani zdaniem może się jeszcze zmienić to osiedle albo raczej, jak chciałaby Pani, żeby się ono zmieniało?
Myślę, że jeszcze bardzo dużo może się tu zmienić, szczególnie jeśli się nad tym popracuje. A jak chciałabym, żeby się zmienił? Może jest jakaś szansa, żeby wróciły rurki. To na pewno byłaby podróż sentymentalna dla wielu Wrocławian. Myślę, że gdyby powstał taki lokal, ustawiałyby się do niego takie kolejki, jak obecnie do Przełam Lody przy Moście Zwierzynieckim albo do Trumienki. To też są pewne ikony tego miejsca. Nieraz specjalnie przyjeżdżam tam na lody albo po pączki do Trumienki. Poza tym cieszę się, że Plac Grunwaldzki ładnieje. Kamienice są odnawiane, wystarczy spojrzeć na budynki przy Wybrzeżu Wyspiańskiego.
Czyli można powiedzieć, że osiedle cały czas się zmienia?
Pewnie! Tętni życiem. Można powiedzieć, że to osiedle jest praktycznie w sercu miasta, więc dobrze, że tu się dzieje.
Wspomniała Pani, że Poczta w budynku Politechniki jest Pani ulubionym miejscem na osiedlu, ale czy są może jakieś inne miejsca, w których chętnie spędza Pani czas?
Musiałabym się zastanowić. Fajnym miejscem jest na pewno Polinka, którą muszę się w końcu przejechać. Moje ulubione miejsca tutaj związane są chyba przede wszystkim z jedzeniem. Właśnie wspomniane Przełam Lody, Trumienka. Czasem chodzę też do Cynamonu na obiad. Poza tym lubię robić też zakupy na Ładnej [czy na pewno chodzi o Ładną – jak w poprzednim komentarzu]. Jest tam świetny butik, w którym można kupić piękne sukienki i na co dzień i na jakąś uroczystość, w rozsądnych cenach. Można na osiedlu znaleźć wszystko, czego się potrzebuje.
Czym jest dla Pani osiedle Plac Grunwaldzki?
Jest dla mnie ważną częścią Wrocławia. Cieszę się, że jest, choć trochę zieloną częścią miasta i że przetrwało tu dużo punktów, które funkcjonują tu od wielu lat. Mam nadzieję, że ich właścicielom starczy sił i zdrowia i że znajdą następców, którzy będą mogli kontynuować tradycje, żeby te miejsca nie zniknęły. Jest to na pewno wyjątkowe i ważne, żeby te miejsca były.
Wspomniała Pani o zieleni — jest jej na osiedlu wystarczająco?
W tym zakresie na pewno zawsze można coś zmienić i wzbogacać osiedle o roślinność, ale wydaje mi się, że przynajmniej w tym obszarze Plac Grunwaldzkiego, z którego korzystam, tej zieleni jest całkiem dużo.
Rozmowa zrealizowana dzięki dofinansowaniu ze środków Fundacji EVZ w ramach programu “local.history” i projektu „Plac Grunwaldzki – nieopowiedziana historia”. #SupportedByEVZ
Пані Марта
Александра Подлейска: Яким саме чином Ви пов’язані з мікрорайоном Площа Грунвальдська [Plac Grunwaldzki]?
Марта: Зараз пов’ язана з нею через своє місце роботи. Я працюю в мікрорайоні вже два роки, але до цього він дуже часто був для мене пересадковим пунктом. До того ж, я часто. „Pasażu Grunwaldzki”.
Александра Подлейска: А який ваш перший спогад, пов’язаний з цим місцем?
Марта: Трубочки з кремом. Ну, і пересадочний пункт, який був понад 30 років тому на місці висотки „Grunwaldzki Center”. Багато автобусів приїжджало саме на цю зупинку. Одні робили там петлі, інші їхали далі.
Александра Подлейска: Отже, Ви бували в цьому мікрорайоні ще дитиною?
Марта: Так, тоді ми жили з батьками на Псє-Полю [Psie Pole], і мені часто доводилося їздити з матір’ю з Hub або Gaj, тож я минала площу Грунвальдську.
Александра Подлейска: Саме тоді, під час пересадок, був час на вищезгадані трубочки з заварним кремом? Чи Ви спеціально приїжджали з батьками за цією випічкою?
Марта: Цього я вже не пам’ятаю. Звичайно, коли ми були тут, ми завжди купували їх, але не знаю, чи приїжджали ми спеціально.
Александра Подлейска: Як тоді виглядала Площа Грунвальдська?
Марта: Там, де зараз стоїть „Grunwaldzki Center”, колись був порослий деревами пустир. Це не був парк у повному сенсі, але місце було зеленим і вільним від забудови. Так само виглядали околиці „Pasaż Grunwaldzki” – між деревами витоптані стежки в траві. На місці сучасного ТЦ тоді стояли різноманітні будки, зокрема та, де продавали трубочки з кремом. На жаль, у п’ятирічному віці я не звертала уваги на інші, тому не пам’ятаю деталей. Але аромат випічки був настільки сильним, що наповнював усю округу – саме його я запам’ятала найяскравіше. Досі, коли згадую цей запах, він викликає в мені теплі спогади. Ще раз повертаючись до місця, де тепер „Grunwaldzki Center”: автобусні зупинки залишилися там самим, де були й раніше. Але я добре пам’ятаю кіоск на розі, де продавали квитки – звичайні та місячні. Це були картонні білети, які під час контролю пробивали дірочками. Знаю, що багато хто колекціонував такі квитки – можливо, у мене десь ще збереглися. Якби знайшла, вони точно мали б для мене велику сентиментальну цінність.
Александра Подлейска: Чи бували Ви в дитинстві лише в центрі району, на самій площі, чи заходили й далі?
Марта: Переважно лише в центрі – щоб пересісти на потрібний автобус і дістатись додому. Хоча пам’ятаю ще гімнастичний зал на вул. Grunwaldzka, біля будівлі поліції. У 90-х, як дитині з Центрального району [Śródmieście], саме там мені призначили місце для коригувальної гімнастики. З дитинства також добре пам’ятаю „Мангеттен” – ми постійно проїжджали повз нього, але через малий вік багато речей залишалися поза увагою. Все змінилося в ліцеї: щоденні поїздки через Грунвальдську площу відкрили мені Політехніку, колишню Сільськогосподарську академію та інші місця, які раніше просто існували десь на периферії свідомості.
Александра Подлейска: Як змінилася Грунвальдська площа?
Марта: Якийсь час я взагалі не бувала на площі Грунвальдській – після переїзду з батьками вона перестала бути для мене пересадочним вузлом. Тепер я опинялася тут лише випадково, переважно під час поїздок до зоопарку. З того періоду пам’ятаю, що ТЦ „Pasaż Grunwaldzki” ще не існувало. Найбільш вражаючою зміною для мене стало те, що під час моєї відсутності раптом з’явився цілий торговельний центр – ніби він виріс за одну ніч.
Александра Подлейска: Це була кардинальна зміна?
Марта: Не сказала б, що зміни були радикальними. Швидше, закономірними. Безперечно, позитивними, хоча й відчувався брак тих самих трубочок з кремом. Проте вважаю, що відкриття торгівельного центру „Pasaż Grunwaldzki” принесло чимало хорошого. Можливість знайти багато магазинів в одному місці – це, звичайно, плюс. До того ж, там є кінотеатр, який я сама часто відвідувала.
Александра Подлейска: Чи пам’ятаєте Ви якісь інші зміни? Можливо, щось із них вплинуло на те, як ви пересувалися та функціонували в цьому мікрорайоні?
Марта:Майже забула про зміну перехрестя на площі та створення кільцевої розв’язки Reagana. Я вже так звикла до нього, що іноді забуваю, що колись її не існувало. У дитинстві тут було звичайне перехрестя. Зовнішній вигляд круга справді вражав – особливо через той дивний гравійний дах. Безперечно, хорошою зміною стало й відкриття великої бібліотеки на вулиці Reja. Як справжній „книжковий хробак”, це дуже ціную.
Александра Подлейска: У якийсь момент Ви почали більше користуватися і вивчати мікрорайон?
Марта: Так, але це було вже в дорослому віці. Ми з друзями часто гуляли цими місцями. Ще пам’ятаю, що моя подруга з ліцею жила в одній з багатоповерхівок „Мангеттена” – так я й відкривала для себе цю місцевість.
Александра Подлейска: Чи справляв „Мангеттен” [„Manhattan”] особливе враження на вас і ваших однолітків у той час? Чи було чимось незвичайним те, що ваша подруга жила в одному з його будинків?
Марта: Радше ні. Ми просто сприймали його як місце для життя. Хтось жив у багатоквартирних будинках, хтось у кам’яницях, а хтось у великому „Мангеттені”. Це було абсолютно нормально.
Александра Подлейска: Які місця на Грунвальді Ви відвідували в шкільні роки і пізніше?
Марта: Зазвичай ходили до „Alibi” та клубу „Grawitacja” розташованого на протилежному боці від „Kredka” та „Ołówek”. Самі гуртожитки теж відвідувала – дуже характерне і класне місце. Справді унікальне, причому не лише для Вроцлава, а, гадаю, й у світовому масштабі.
Тож, будучи старшокласницею, я користувалася цією доволі «тусовочною» частиною міста та мікрорайону. Також я часто ходила до „Pasaż Grunwaldzki”. Ми з подругами часто ходили туди, іноді йшли пішки від місця, де я живу, тобто з Олбіна – району парку Толпа [Park Tołpy] і Слов’янської гірки [Górka Słowiańska]. Під час цих прогулянок ми проходили вулицями Nowowiejska та Reja, хоча головною метою цих поїздок було відвідування ТЦ „Pasaż”. Крім того, я багато років ходжу до різних магазинів, розташованих на вул. Kręta. улиця, з якою я добре асоціюю себе і спостерігаю за змінами, що відбуваються на ній, – це Szczytnicka. Там постійно зникають одні приміщення і з’являються нові, які мене дивують. Певний час там було дуже гарне кафе, яке я часто відвідував, але я не знаю, що зараз на його місці. Тож там постійно щось змінюється, але, гадаю, в позитивному сенсі. Це місце викликає у мене хороші асоціації.
Александра Подлейска: Ви згадували про „розважальну” частину району – чи проводилися тут якісь заходи крім клубів?
Марта: Напевно, щось відбувалося біля костелу, в Душпастирстві салезіанців [Duszpasterstwo Salezjan]. Там проводили різні заходи. Ну і, звісно, клуби біля „Kredka” та „Ołówek” – але це були суто вечіркові місця. То були часи, коли не було таких заходів, як сьогодні. Приємно, що це змінилося і що зараз організовується все більше і більше подій для так званих місцевих жителів, жительок, сусідських активностей, завдяки яким вони можуть познайомитися один з одним та інтегруватися. Це, безумовно, велика цінність. Будемо сподіватися, що вистачить сил, ідей та ресурсів, щоб розвивати це.
Александра Подлейска: Ви згадували раніше про різні місцеві крамниці? Чи є вони на території мікрорайону, чи відчувається їх нестача?
Марта: Я використовую переважно ті, що на вищезгаданій вулиці, тому не знаю, як це відбувається в масштабах мікрорайону. Думаю, їх можна знайти в різних місцях постійно. Безумовно, таких закладів ніколи не буває забагато. Для мене завжди приємніше користуватися такими крамницями або заглядати до ремісників і майстрів, ніж відвідувати торгові центри, хоча я, звичайно, відвідую їх час від часу. Однак мені особливо подобаються більш локальні місця, де не так багато анонімності.
Александра Подлейска: А чи є в мікрорайоні місця, які справили на вас особливе враження?
Марта: У дитинстві найбільше запам’яталася автобусна петля. Мені дивно подобалося, що в одному місці зібрано стільки транспортних засобів. Ще пам’ятаю, як виглядала, який трамвай чи автобус наближається, щоб швидко вирішити з мамою: бігти на трамвай чи чекати автобуса – залежно від того, куди нам треба було дістатися. Мама тоді хвалила мій зір, адже я здалеку могла розгледіти номер маршруту. Це одне з моїх найтепліших спогадів. Також той кіоск, про який я згадувала, був для мене важливим місцем, яке особливо врізалося в пам’ять.
Александра Подлейска: Отже, площа Грунвальдська все ще важлива для вас як місце транспортного сполучення?
Марта: Так, безумовно.
Александра Подлейска: Чи змінилося ваше сприйняття цього району тепер, коли Ви тут щодня працюєте?
Марта: Ні. Я завжди позитивно до нього ставлюся. У мене з ним пов’язані теплі асоціації та спогади, але зараз я сприймаю маєток дуже добре. Оскільки багато років я не їздила туди так часто, як зараз, то тепер відкриваю для себе багато нових місць.
Александра Подлейска: Що ж це за місця?
Марта: Моє улюблене місце – „Poczta” у будівлі Вроцлавської політехніки на набережній Wyspiańskiego [Wybrzeże Wyspiańskiego]. Це, безумовно, моє улюблене місце. Там є фантастичні ковані двері з квітами. Вони дуже гарно зроблені. З одного боку вони міцні та масивні, а з іншого – витончені та дуже гарні. Крім того, саме поштове відділення чудове. У ній немає черг, тому вона гарна і функціональна. Крім того, мені дуже подобаються різні сквери і невеликі парки в межах мікрорайону, як, наприклад, на вул. Łukasiewicza. Це, безумовно, було для мене відкриттям, оскільки я не знала Грунвальдську площу з цього боку. Свої потреби в парках чи дитячих майданчиках я задовольняла в інших місцях, ближче до району, де я живу, тому я не була знайома з цими прихованими зеленими зонами. Дуже добре, що тут, на вул. Łukasiewicza, є багато лавок, що мешканці навколишніх будинків мають куди вийти на вулицю. Тут не відчуваєш, що знаходишся в центрі міста.
Александра Подлейска: На вашу думку, чи здається мікрорайон гарним місцем для проведення дозвілля, а також для життя?
Марта: Я думаю, що так. Безумовно, тут добре розвинене сполучення, а з іншого боку, більша частина мікрорайону знаходиться в стороні від головних вулиць, тому тут тихо, не так багато шуму і суєти. Крім того, ви можете прогулятися або покататися на велосипеді вздовж річки Одер, тому я вважаю, що це гарне місце. Крім того, якщо вам потрібно поїхати кудись далі, за межі Вроцлава, це також гарне місце в цьому відношенні, тому що звідси є виїзна дорога.
Александра Подлейска: Що ви вважаєте знаковим у цьому мікрорайоні?
Марта: Мені здається, що в першу чергу це „Kredka” i „Ołówek”, навіть більше, ніж загальновідомий Мангеттен [Manhattan]. Крім того, всі будівлі університетів, які тут розташовані, а також прекрасний комплекс „Klinik”. Сподіваюся, що з часом він буде ревіталізований, адже було б прикро, якби ця архітектура занепала.
Александра Подлейска: Як, на вашу думку, мікрорайон ще може змінитися, або, точніше, як би вам хотілося, щоб він змінився?
Марта: Думаю, тут ще багато чого можна змінити, особливо якщо над цим працювати. І як би я хотів, щоб це змінилося? Можливо, є якийсь шанс, що труби повернуться. Для багатьох мешканців і мешканок Вроцлава це, безумовно, була б сентиментальна подорож. Гадаю, що якби таке місце було створено, то до нього стояли б черги, як до „Przełam Lody” przy Moście біля Звєжинецького мосту „Trumienka”. Вони також є певними іконами цього місця. Іноді я приходжу туди спеціально за морозивом або за пончиками до „Trumienka”. Крім того, рада, що площа Грунвальдська стає все кращою. Багатоквартирні будинки реставруються, подивіться на будинки на набарежній Wyspiańskiego.
Александра Подлейска: Отже, можна сказати, що мікрорайон весь час змінюється?
Марта: Звісно! Тут вирує життя. Можна сказати, що це місце знаходиться практично в самому центрі міста, тому добре, що тут щось відбувається.
Александра Подлейска: Ви згадали, що „Poczta” в будівлі Політехніки – ваше улюблене місце в мікрорайоні, але, можливо, є ще якісь місця, де Ви полюбляєте проводити час?
Марта: Треба було б поміркувати. Безперечно, приємним місцем є „Polinka”, нарешті треба буде на ній проїхатися. Мої улюблені місця тут, мабуть, пов’язані з їжею: згадані вже „Przełam Lody”, „Trumienka”. Іноді заходжу на обід до „Cynamon”. Крім того, люблю робити покупки на вул. Ładna. Там є чудовий бутік, де можна придбати гарні сукні, як на кожен день, так і для якогось свята, за помірними цінами. На території мікрорайону можна знайти все необхідне.
Александра Подлейска: Чим є для вас Площа Грунвальдська?
Марта: Для мене цей район – важлива частина Вроцлава. Я радий, що тут залишилися зелені зони і багато місць, які працюють вже десятиліттями. Сподіваюся, що власникам вистачить сил і здоров’я, а також знайдуться наступники, щоб зберегти ці традиції – адже такі місця справді унікальні. Важливо, щоб вони й надалі існували.
Александра Подлейска: Ви згадали про зелень – чи достатньо її на території мікрорайону?
Марта: У мікрорайоні завжди є місце для змін і зелені, але мені здається, що принаймні в тій частині площі Грунвальдської, якою я користуюся, її цілком вдосталь.
Розмова відбулася завдяки фінансуванню Фонду EVZ у рамках програми «local.history» та проекту «Plac Grunwaldzki – untold story». #SupportedByEVZ
