Autor: Alan Weiss
Kiedy kilkanaście lat temu dowiedziałem się o istnieniu książek adresowych z Breslau, poczułem się, jakby Wrocław odsłonił przede mną dotąd ukryte karty historii. Od tego momentu mogłem zaglądać w przeszłość znajomych kamienic i mijanych willi, również tych, które zachowały się już tylko na fotografiach. A te, wydawać by się mogło, nudne książki, okazały się fascynującym zapisem ludzkich losów i dziejów naszego miasta.
„Adressbuchy” [niem. Adressbuch, książka adresowa] zaczęły ukazywać się w Breslau w latach 30. XIX wieku. Ostatnie wydane zostały w 1943 roku. Niemal od początku układ treści był jasny – w pierwszej części znajdował się alfabetyczny spis nazwisk, a w drugiej – ulic. W tej pierwszej (osobowej) podawano imię, zawód (ewentualnie status społeczny) oraz adres, a w drugiej (adresowej) – nazwisko, inicjał imienia, zawód oraz numer piętra (przed 1945 rokiem mieszkania nie miały numerów).

W książkach adresowych wymieniani byli tylko główni najemcy – najczęściej mężczyźni. Kobiety, jeśli się pojawiały, to jako wdowy, czasem wraz z informacją o zawodzie zmarłego męża (np. wdowa po szewcu). Znacznie rzadziej można było w nich znaleźć kobietę jako główną najemczynię mieszkania, a jeśli już, to zwykle była to kobieta z tzw. wyższych sfer.
W Breslau mieszkanie można było tylko wynająć. Posiadać na własność można było całą kamienicę lub willę, ale nie pojedynczy lokal.
Co istotne, w Breslau mieszkanie można było tylko wynająć. Posiadać na własność można było całą kamienicę lub willę, ale nie pojedynczy lokal. Stąd dość częste w tamtych czasach przeprowadzki, które obecnie można prześledzić, porównując spisy mieszkańców konkretnej kamienicy w różnych latach. Tak powszechne zmiany mieszkań powodowały, że książki adresowe szybko się dezaktualizowały. Dlatego nie tylko publikowano co roku nowe wydanie, ale w międzyczasie dodrukowywano również dodatek ze zmianami.
Z czasem „Adressbuchy” rozbudowano o spisy firm, urzędów, szkół, kościołów, a nawet o tabele z rewirami podatkowymi. Pojawiły się objaśnienia dotyczące nazw ulic, a od 1905 roku także schematyczne mapki wraz z naniesionymi numerami narożnych budynków.
Nie trzeba znać dobrze języka niemieckiego, by korzystać z przedwojennych książek adresowych. Znacznie bardziej kłopotliwe, ale tylko na początku, może być czytanie niemieckiej fraktury, czyli neogotyckiej drukowanej czcionki. Jeśli jednak uda się przyzwyczaić do tego kroju pisma, to otwiera się przed nami świat Breslau i jego mieszkańców.

Wpisując w wyszukiwarkę internetową hasło „Breslauer Adressbuch”, otrzymujemy darmowy dostęp do niektórych roczników wrocławskich książek adresowych. Z niemal kompletnego zbioru można zaś korzystać na miejscu, we Wrocławiu – w Bibliotece Uniwersyteckiej lub w Archiwum Państwowym.
W przypadku kamienic w „Adressbuchu” najpierw podawano właściciela budynku. Przy ulicy Piastenstrasse 26 był to Joseph Köhler, mistrz murarski, zajmujący mieszkanie na pierwszym piętrze (było to zwykle najlepiej doświetlone i najdroższe do wynajęcia mieszkanie).
W ten sposób, natrafiając na przykład na ulicy Piastowskiej na wychodzący spod tynku kamienicy numer 26 napis „Bäckerei Konditorei” [„Piekarnia Cukiernia”], możemy spróbować odtworzyć historię tego budynku. W internecie zaś znaleźć można bez problemu strony ze spisem niemieckich odpowiedników obecnych nazw ulic. W przypadku Piastowskiej to po prostu Piastenstrasse (nazwę ulicy w książce adresowej z 1907 roku opisano jako pochodzącą od śląskiej rodziny książęcej, która wymarła w 1675 roku).
W „Adressbuchu” z 1903 roku przy numerze 26 i 28 figuruje jedynie lapidarny zapis „plac budowy”, choć już numery 24 i 30 są zamieszkane. Natomiast w wydaniu z następnego roku znajduje się już cały spis lokatorów.
W przypadku kamienic w „Adressbuchu” najpierw podawano właściciela budynku. Przy wspomnianej ulicy Piastenstrasse 26 był to Joseph Köhler, mistrz murarski, zajmujący mieszkanie na pierwszym piętrze (było to zwykle najlepiej doświetlone i najdroższe do wynajęcia mieszkanie). Na drugim piętrze mieszkał Paul Ernst, policjant, a na trzecim – Roman Nowakowski, księgowy (czyżby rodak?). Na parterze zaś zlokalizowane były usługi: warsztat mistrza szewskiego Hermanna Petrauscha, sklep spożywczy Anny Klinkert oraz sklep z wędlinami Hermanna Stachego. Z projektów budynku, przechowywanych przez Archiwum Budowlane, wiemy, że – patrząc na kamienicę od frontu – sklep mięsny znajdował się po prawej stronie, w miejscu dzisiejszej Café Angelus. Tym niemniej pod koniec lat 20. i na początku 30. nie wędliny, a chleb i słodkie wypieki sprzedawała tam Maria Huxhold. Dlatego też nad dzisiejszą kawiarnią spod tynku wyłania się napis „Bäckerei Konditorei”.
W ciągu lat zmieniali się zarówno właściciele tej kamienicy, jak i właściciele poszczególnych sklepów oraz oczywiście lokatorzy. W 1939 roku, w związku z włączeniem Kraju Kłajpedzkiego do Rzeszy, Piastenstrasse przemianowano na Memellandstrasse [niem. Memelland, Kraj Kłajpedzki].

Dzisiaj, osiemdziesiąt trzy lata później – mimo przesunięcia granic państwowych i związanej z tym wymiany ludności – ulicę Piastenstrasse nazywamy znów tak samo, tylko po polsku.
Dzisiaj, osiemdziesiąt trzy lata później – mimo przesunięcia granic państwowych i związanej z tym wymiany ludności – ulicę Piastenstrasse nazywamy znów tak samo, tylko po polsku. W kamienicy numer 26 wciąż można kupić buty – teraz w sklepie „Kozdra”, a także pieczywo i słodkie wypieki – w piekarni „Julka”. Jednak, zamiast wędlin w sklepie Stachego, w Café Angelus znaleźć można artefakty związane z przed- i powojennym Wrocławiem. Energia miejsca? Echa Breslau? Czy zwykły przypadek? Odpowiedzi na te pytania w „Adressbuchach” nie znajdziemy. Tu historia pisze się sama.

Tekst zrealizowany w ramach projektu „Plac Grunwaldzki: archiwum życia codziennego”, przedsięwzięcia współfinansowanego przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (NextGenerationEU) w ramach Krajowego Planu Odbudowy. #KPOdlaKultury
