Byliśmy na Szaberplacu, czyli 120 lat historii placu Grunwaldzkiego w dwie godziny

Wczorajszy sąsiedzki spacer okazał się prawdziwą podróżą w czasie. Klimatyczną, poruszającą i naprawdę pełną emocji. Dziękujemy wszystkim, którzy zdecydowali się spędzić z nami popołudnie na tropach historii kupiectwa i handlu na osiedlu Plac Grunwaldzki!

Trasa poprowadziła nas od Pomnika pomordowanych profesorów Lwowskich przy Politechnice Wrocławskiej  aż po dzisiejszy Pasaż Grunwaldzki, spinając klamrą aż cztery epoki handlu w jednym miejscu.

Od Kaiserstrasse po gruzowisko

Zaczęliśmy przy dawnej Kaiserstrasse, zaglądając – dzięki opowieści i archiwalnym zdjęciom –  do małych sklepików kolonialnych, do szewców, aptek i krawców, którzy niegdyś zapełniali parter kamienic zwartej, secesyjnej zabudowy Gwiazdy Szczytnickiej. To był elegancki, mieszczański świat handlu, całkowicie inny od tego, co miało nadejść za kilka lat.

Potem przyszedł dramatyczny czas Festung Breslau. Wyburzenia, dramatyczny los tysięcy cywilów i jeńców wojennych, prowizoryczne lotnisko, upiorne gruzowisko bez właściciela i bez adresu. I to właśnie na tym gruzowisku, tuż po wojnie, narodził się legendarny Szaberplac. Największe targowisko powojennego Śląska. Dla jednych to był czas przetrwania głodu, dla innych intratny czas szabrowania dla zysku i bez moralności. Barwny, dramatyczny i pełen sprzeczności rozdział w historii osiedla.

zdjęcie: Sylwia Smola

Manhattan, targowisko i Goliat

Spojrzeliśmy też na kompleks urbanistyczno-mieszkaniowy Manhattan i na to, jaką rolę w codziennym życiu jego mieszkańców odgrywało pobliskie targowisko. A stamtąd – prosto pod kopułę Goliata, wielkiego cyrkowego namiotu, który na dekadę stał się sercem handlu na osiedlu. Nie zabrakło barwnych anegdot o dzikim, kolorowym kapitalizmie lat 90., o wolnym, często pirackim handlu i o tym wyjątkowym powiewie wolności gospodarczej płynącej wtedy z Zachodu.

Klamrą całej opowieści stało się wybudowanie galerii handlowej Pasaż Grunwaldzki oraz to, co z dawnego handlu przetrwało do dziś. Ostatnie małe punkty usługowe i sklepiki przy Polaka, Reja, Ładnej, Szczytnickiej czy Piastowskiej, w których czuć jeszcze zapachy i dobrą energię sprzedawców, słychać sąsiedzkie rozmowy. 

zdjęcie: Sylwia Smola

Spacer, który smakował i pachniał historią

Szczególnym elementem wydarzenia był jego performatywny charakter. Nasza prowadząca i narratorka, Anna Komsta-Tomaszewska, co i rusz zaskakiwała strojem oraz przedmiotami dopasowanymi do kontekstu opowieści. Wszystko to silnie działało na wyobraźnię uczestników i uczestniczek i uruchamiało emocje, nostalgię i uśmiechy.

Były „bonbony” ze sklepu kolonialnego przy Kaiserstrasse i chałka z pobliskiej piekarni. A pod „Goliatem” pojawiła się kolorowa guma rozpuszczalna Mamba, dla wielu prawdziwe przywołanie zachodnich produktów, którymi handlowano właśnie pod tą cyrkową plandeką.

Wspominkom nie było końca

Wspomnienia płynęły jedne za drugimi, trudno było się rozstać. Spacer otworzył pokłady pamięci naszych sąsiadów. Na zakończenie znalazł się też czas na drobną, symboliczną wymiankę barterową, dokładnie tak, jak działo się to niegdyś na prawdziwym Szaberplacu.

Wszystkim uczestnikom i uczestniczkom bardzo dziękujemy za tę wspólną podróż w czasie po placu Grunwaldzkim!


Współpraca Fundacji Ładne Historie i Wrocławskiej Spółdzielni Socjalnej odbywa się w ramach projektu „Centrum Organizacji Pozarządowych – Skłodowskiej-Curie”, współfinansowanego ze środków Gminy Wrocław (www.wroclaw.pl).