[ПРОКРУТИТИ ВНИЗ ДЛЯ УКРАЇНСЬКОЇ ВЕРСІЇ]
Aleksandra Podlejska: W jaki sposób jest Pani związana z osiedlem Plac Grunwaldzki?
Anna Jurkowska: Kiedy przyjechałam do Wrocławia na studia zamieszkałam na Ołbinie, w akademiku przy ulicy Górnickiego i od tego czasu przez wiele lat mieszkałam na tym osiedlu, które siłą rzeczy związane jest też z Placem Grunwaldzkim. Moja uczelnia, czyli Politechnika Wrocławska ma swój kampus właśnie tam. Wydział Architektury, na którym studiowałam jest na Ołbinie, ale część zajęć miałam również na Placu Grunwaldzkim. Języki obce były przy Wybrzeżu Wyspiańskiego, a matematyka w tzw. barakach, których już nie ma.
Pierwszą trasą, jaką pamiętam z mojego przyjazdu do Wrocławia była droga między kampusem Politechniki i budynkiem A1, gdzie chodziło się załatwiać formalności związane ze studiami, a ulicą Górnickiego, gdzie mieszkałam oraz budynkiem Wydziału Architektury, na którym studiowałam. Ten szlak pokonywałam początkowo dość często, właśnie ze względu na wszelkie formalności, których musiałam dopełnić. Tak więc przede wszystkim takie ścieżki studenckie pokonywałam na Placu Grunwaldzkim, przechodząc również przez jego centrum, w którym obecnie znajduje się Pasaż Grunwaldzki, a wcześniej mieścił się namiot Goliat.
W którym roku zamieszkała Pani na Górnickiego i jakie było Pani pierwsze wrażenie, kiedy udała się Pani wspomnianą trasą na kampus Politechniki?
Zamieszkałam tutaj w 1995 roku, a przed tym byłam jeszcze na egzaminie wstępnym na studia. Tak więc to pierwsze zetknięcie z osiedlem przypadło prawdopodobnie na lato 1995 roku. Na pewno duże wrażenie zrobił na mnie kompleks tzw. Sedesowców, vel Manhattan, który robi wrażenie do dzisiaj. Ta zabudowa była bardzo nietypowa, dziwna, nowa, niespotykana w innych miastach. Zanim przyjechałam do Wrocławia, z dużych miast dobrze znałam Kraków, trochę Warszawę, ale stolicy Dolnego Śląska wcześniej nie poznałam, tak więc to było dla mnie nowe miejsce i nowe doświadczenie. Poza Manhattanem na pewno pamiętam z tamtego czasu Goliata, który był przykładem nietypowej myśli handlowej. To był gigantyczny namiot, wydaje mi się, że cyrkowy i w nim zorganizowany handel.
Jako mieszkanka osiedla korzystała Pani z tego miejsca?
Oczywiście. To był w ogóle czas różnego rodzaju targowisk. Ta forma handlu nie była mi obca, ponieważ w moim rodzinnym mieście również był plac targowy, jednak nie był zadaszony. Tutaj wchodziło się do zamkniętej przestrzeni, gdzie znaleźć można było głównie ubrania, ale również warzywa i owoce. To był właściwie misz-masz, szwarc, mydło i powidło. Na pewno po ubrania, czy buty chodziło się w okolicy właśnie tam.
A jak wyglądało wówczas codzienne życie i życie studenckie na Placu Grunwaldzkim? Gdzie spędzało się czas?
Dużo chodziło się po Grunwaldzie, nawet nie mieszkając w granicach osiedla, chociaż jako studentka nie miałam jeszcze świadomości, że mieszkam na Ołbinie. Ulica Górnickiego w zasadzie łączy oba te osiedla. Z mojej ulicy szłam Ładną w stronę placu Grunwaldzkiego, gdzie robiło się zakupy, przede wszystkim we wspomnianym Goliacie. Zlikwidowano go, wydaje mi się, że w 1997 lub 1998 roku, więc dość krótko z niego korzystałam. Później funkcjonowało jeszcze targowisko w miejscu, które zajmuje obecnie biurowiec wybudowany obok Pasażu Grunwaldzkiego [Nobilis Business House] oraz tyły biblioteki publicznej. Tam robiło się zakupy po likwidacji namiotu. Życie studenckie spędzało się w akademiku, na uczelni i w najbliższej okolicy. Imprezy odbywały się na korytarzu, więc daleko nie trzeba było chodzić. Czasami wybieraliśmy się na piwo do Alibi, obok Kredki i Ołówka. Była też Tawerna przy Wybrzeżu Wyspiańskiego, z tym, że do niej chodzili przede wszystkim ci studenci, którzy mieli zajęcia na kampusie. Sama byłam tam chyba tylko raz. Pamiętam też Pizza Hut przy Curie-Skłodowskiej, bo w latach 90. był boom na McDonalda i właśnie Pizza Hut. To było miejsce, do którego się chodziło, kiedy ktoś przyjeżdżał do mnie w odwiedziny. Miałam takie szczęście, że mieszkałam na Ołbinie jeszcze przez ponad dwadzieścia lat po zakończeniu studiów, tak więc stał się on moim osiedlem. Również poprzez pracę związałam się z tą okolicą, ponieważ pracuję w Żółtym Parasolu. Dzięki temu to życie studenckie mogę nadal obserwować. Po studiach zamieszkałam przy Nowowiejskiej, róg Piastowskiej więc studenci przechadzali się pod moimi oknem, nadal w stronę Alibi, obecnie nie wiem jak się nazywa to miejsce ale nadal funkcjonuje.
Jakie było Pani ulubione miejsce na Grunwaldzie w czasach studenckich?
Targowisko.
Poza tym lubiłam przechodzić przez plac Grunwaldzki i wchodzić do budynku A1, ponieważ był on taki majestatyczny i solidny. Chodziłam też czasem do Dwudziestolatki w odwiedziny do koleżanki, ale takim miejscem, gdzie chodziłam często i lubiłam tam chodzić było właśnie targowisko.
Wspomniała Pani wcześniej o likwidacji targowiska, czy odczuła Pani jego brak?
Pamiętam duże społeczne poruszenie wywołane decyzją o likwidacji targowiska. Mnie osobiście tak bardzo to nie dotknęło, ponieważ byłam świeżą mieszkanką Wrocławia, więc nie miałam sentymentu do tego namiotu. Po prostu zadziwiał mnie swoją formą. Mimo to pamiętam emocje wśród kupujących i sprzedawców, którzy bronili tej przestrzeni jako miejsca handlowego. Ludzie nie tyle byli przywiązani do samego namiotu, ile do lokalizacji targowiska. Goliat właściwie obrastał jeszcze wokół różnymi stoiskami. Po jego likwidacji teren pod handel się zmniejszył i przeniósł bliżej obecnej biblioteki. Pamiętam, że ludzie dyskutowali o tym, co stanie się z tą przestrzenią po likwidacji targowiska. Pasaż nie powstał od razu, tak więc przez długi czas teren po Goliacie pozostawał otwarty, więc mieszkańcy zastanawiali się, co tam będzie.
Mieszkała Pani w sąsiedztwie osiedla w czasie jego dynamicznych przemian. Zniknął wspomniany Goliat, powstał Pasaż, a także Rondo Reagana…
Tak, pamiętam te budowy. Pasaż był jedną z pierwszych galerii handlowych we Wrocławiu. Obserwowałam te przemiany z perspektywy mojego wykształcenia, jako zmiany przestrzeni, które nie są korzystne dla miasta, patrząc na nie z dużym niepokojem. Studiowałam urbanistykę i planowanie przestrzenne i już wtedy na studiach uczono nas o niekorzystnych skutkach budowania centrów handlowych, które zasysają miasto do środka. Nie tworzą one przestrzeni miejskiej, ale ją zabierają, a w perspektywie istnienia miasta szybko tracą ważność. Rzeczywiście, tak się teraz dzieje, ponieważ wyburzane są Arkady Wrocławskie. Nie wiadomo jak długo utrzyma się Pasaż. Miejsca handlowe, takie jakimi były kiedyś ulice Świdnicka, czy na osiedlu Plac Grunwaldzki ulica Szczytnicka są o wiele bardziej korzystne dla przestrzeni, dla mieszkańców i lokalnej społeczności, ponieważ tworzą one miasto. Budowa Pasażu Grunwaldzkiego nie była korzystna, ale jednak powstał i stał się miejscem handlowym, tak jak wcześniej był nim namiot. Galeria znalazła się dokładnie w jego miejscu. Muszę przyznać, że jest ona wygodna i sama robię w niej zakupy. Budowę Ronda Reagana również dobrze pamiętam. To było bardzo duże przedsięwzięcie, o którym szeroko dyskutowano. Zastanawiano się nad jego formą, kształtem, funkcji przesiadkowej. Komunikacyjnie powstałe rondo jest świetne. Tak właśnie powinno to działać moim zdaniem, ale estetycznie niestety nie zachwyca. Co jakiś czas podejmowane są próby wprowadzenia do tego miejsca zieleni, która jednak szybko umiera. Mimo pewnych wad, Plac Grunwaldzki na pewno jest bardzo wygodnym miejscem do życia i mieszkania, łącznie z sąsiadującym Ołbinem. Samo osiedle Plac Grunwaldzki nie kojarzy się może z funkcją mieszkaniową, a raczej handlowo – akademicką, ze względu na liczne kampusy. Jest więc osiedlem może nie tyle do mieszkania, co do załatwiania spraw. Część mieszkalna Grunwaldu skupia się raczej w okolicach sąsiadujących z Ołbinem – wzdłuż ulicy Sienkiewicza.
Wspomniała Pani, w jaki sposób, jako studentka urbanistyki zareagowała Pani na powstanie Pasażu, czy ronda, a jak z perspektywy urbanistki odbierała Pani pozostałą przestrzeń osiedla na co dzień? Czy analizowała je Pani, korzystając z niego i chodząc utartymi trasami?
W ramach studiów odbywaliśmy różne spacery po osiedlu, więc dowiadywaliśmy się m.in. czym jest Manhattan, kiedy powstał i kto go zaprojektował, więc uczyliśmy się tej przestrzeni. Kompleks Klinik przy ulicy Chałubińskiego jest na pewno miejscem, które robi duże wrażenie i w pewnym sensie przytłacza. Bywałam tam także jako pacjentka i zawsze szłam w to miejsce z uczuciem pewnej grozy, ponieważ jest tam trochę mrocznie, dziwnie, skomplikowanie, ponieważ trafienie do odpowiedniego miejsca nie jest najprostsze. Poza tym zdarzało mi się tam również spacerować. Mam koleżankę, która mieszka w pobliżu, przy ulicy Łukasiewicza i czasami, kiedy chodziłyśmy w okolicy jej domu i wieczorami przechodziłyśmy między Klinikami weterynaryjnymi i docierałyśmy na Chałubińskiego, było tam wyjątkowo mrocznie. Z kolei sąsiadujące z Klinikami Wybrzeże Pasteura wygląda na ulicę, która dawniej miała charakter reprezentacyjny, o czym świadczą znajdujące się przy niej piękne kamienice. Obecnie jednak sprawia wrażenie raczej pewnego skrótu niż okazałej ulicy. Wzmacnia to fakt, że nad brzegiem Odry nie ma żadnego bulwaru tylko wąska ścieżka przy której siedzą często osoby pijane, więc nie jest tam zbyt bezpiecznie. Psuje to charakter tej ulicy. Podoba mi się natomiast przedłużenie Pasteura, za Mostem Zwierzynieckim, czyli Wybrzeże Wyspiańskiego, gdzie jest bardzo ładna przestrzeń, po której fajnie się spaceruje, czy jeździ na rowerze.
Opowiadała Pani o budowie ronda i Pasażu, a czy zauważyła Pani, czy na Placu Grunwaldzkim zaszły jeszcze jakieś zmiany od czasu, kiedy Pani na nim zamieszkała w latach 90.?
Dużo zmieniło się właśnie na Wybrzeżu Wyspiańskiego. Zrobiono tam plażę. Powstała także Polinka. Pamiętam, że budowa tej kolejki dla studentów, żeby mogli przemieszczać się z jednego brzegu Odry na drugi była dużym wydarzeniem. Powstał nowy budynek Biblioteki Politechniki, w którym byłam. Pamiętam starą bibliotekę, więc mam pewne porównanie z nowym gmachem, który jest surowy wewnątrz i na zewnątrz. Nie ma w niej książek na półkach, ponieważ są one w magazynach i trzeba je zamówić, a ponadto korzysta się głównie ze zbiorów cyfrowych. Poza tym pamiętam również ulicę Polaka jako znajdującą się na obrzeżach głównego traktu i Placu Grunwaldzkiego, a teraz została włączona przez to, że powstało przy niej nowe osiedle oraz przez otwarcie Kampusu Uniwersytetu Wrocławskiego. Wcześniej od strony Polaka był zamknięty, a jedyne wejście znajdowało się przy ulicy Szczytnickiej. To otwarcie od drugiej strony jest super, daje dodatkową przestrzeń. Pamiętam, że przy ulicy Polaka był też dobry sklep z butami, który nadal funkcjonuje.
Również ulica Szczytnicka się zmieniła. Kiedyś była ładniejsza, miała dużo lokali usługowych w parterach i tam również chodziło się na zakupy. Aż do powstania Pasażu była to handlowa ulica z ładnymi kamienicami. Teraz jest w naprawdę złym stanie. Kiedy się nią przechadzam, a staram się jednak nie, to bardzo mi jej szkoda.
A czy tęskni Pani za jakimiś miejscami, które zniknęły z mapy osiedla lub zupełnie się zmieniły?
Tęskniłam za targiem. Po jego ostatecznej likwidacji w końcu lat 90. lub na początku 2000. zmieniło się bardzo dużo w percepcji Grunwaldu. Nagle przestało się chodzić na plac po zakupy i trzeba było poszukać sklepów i warzywniaków. Wcześniej wszystko można było kupić w jednym miejscu. Po zlikwidowaniu targu, jeszcze przed powstaniem Pasażu była w tym miejscu bardzo duża luka. Wiem, że niektórzy sprzedawcy z targowiska znaleźli lokale w przestrzeni osiedla, w których się urządzili.
Pamiętam, że na targu było jedno stoisko, które specjalizowało się w jabłkach i miało naprawdę gigantyczny wybór gatunków. Nigdy później nie spotkałam się z aż taką różnorodnością. Właściciele tego stoiska mają teraz swój warzywniak na rogu Mińkowskiego i Grunwaldzkiej. Tęsknię też ogólnie za ulicą Szczytnicką — jej funkcją i charakterem. Mam za to wiele miejsc, które się pojawiły na osiedlu i które lubię, m.in. restaurację Bella Storia w nowym budynku przy Moście Szczytnickim, kawiarnię Coffilm przy Grunwaldzkiej.
Wspomniała Pani, że mieszkała w sąsiedztwie Placu Grunwaldzkiego jeszcze przez wiele lat po zakończeniu studiów. Świadomie postanowiła Pani zostać w tej okolicy?
Tak, bardzo chciałam zostać na Ołbinie. W czasach studiów rozpoznałam to miejsce i jego okolicę. Bardzo przywiązuję się do miejsc i nie lubię ich zmieniać. Potrzebuję stabilnej części życia, którą zapewnia mi miejsce w którym mieszkam, i które dobrze znam. Poza tym Ołbin i Grunwald są osiedlami śródmiejskimi, w związku z czym mają pełen zakres usług od handlu i usług, poprzez placówki służby zdrowia po edukację.
Pytałam już o Pani ulubione miejsce na Grunwaldzie w czasach studenckich, a jakie jest Pani ulubione miejsce obecnie?
Fragment Wybrzeża Wyspiańskiego od mostu Zwierzynieckiego do ulicy Norwida. Obie strony ulicy są bardzo ładne, ta od Odry i kamienice naprzeciwko. Nadal lubię budynek A1 Politechniki. Jest bardzo ciekawy z zewnątrz i w środku. Przy tym fragmencie wybrzeża jest też plomba z lat 90. projektu architekta Wojciecha Jarząbka. Uważam, że to bardzo cenny przykład postmodernizmu we Wrocławiu. Cieszę się, że nie chcą go wyburzać.
A co jest dla Pani ikoną osiedla Plac Grunwaldzki?
Jest ich kilka: Manhattan, budynek A1 Politechniki Wrocławskiej, Kliniki na Chałubińskiego i mam nadzieję, że kiedyś ulica Szczytnicka wróci do dawnej świetności.
Rozmowa zrealizowana dzięki dofinansowaniu ze środków Fundacji EVZ w ramach programu “local.history” i projektu „Plac Grunwaldzki – nieopowiedziana historia”. #SupportedByEVZ
Анна Юрковска
Александра Подлейска (АП): Яким саме чином Ви пов’язані з мікрорайоном Площа Грунвальдська [Plac Grunwaldzki]?
Анна Юрковска (АЮ): Приїхавши до Вроцлава на навчання, я жила на Олбіні, в гуртожитку на вул. Górnickiego, відтоді вже багато років мешкаю в цьому мікрорайоні, який також так чи інакше пов’язаний з Грунвальдською Площею. Там знаходиться кампус мого університету, Вроцлавської політехніки. Архітектурний факультет, на котрому я навчалася, міститься теж й на Олбіні, деякі заняття також відвідувала на Площі Грунвальдській. Іноземні мови були на набережній Wyspiańskiego [Wybrzeże Wyspiańskiego], математика – у так званих казармах (baraki), яких вже не існує.
Перший маршрут, котрий пам’ятаю після приїзду до Вроцлава, пролягав між кампусом Політехніки та корпусом А1, куди я пішла оформлювати документи на навчання, вулицею Górnickiego, де жила та будівлею архітектурного факультету, де навчалася. Спочатку ходила цим маршрутом досить часто, саме через усі формальності, які потрібно було виконати. Тож в основному проходила через Площу Грунвальдську, а також через її центр, де зараз знаходиться „ Pasaż Grunwaldzki”, а раніше стояв намет „Goliat”.
АП: В якому році Ви оселилися на Górnickiego, кого і яке було Ваше перше враження, коли пройшли вищезгаданим маршрутом до кампусу Політехніки?
АЮ: Оселилася тут у 1995 р., а до того я ще складала вступні іспити до університету. Тож цей перше зіткнення з мікрорайоном відбулося, напевно, влітку 1995 р. Мене, безумовно, вразив комплекс так званих „Седесовце” [Sedesowce], Мангеттенів [Manhattan], котрі вражають і сьогодні. Забудова була дуже незвичною, дивною, новою, такою, що не зустрічається в інших містах. До того, як приїхала до Вроцлава, для мене були добре знайомі Краків і трохи Варшава з великих міст, але зі столицею Нижньої Сілезії я раніше не стикалася, тож це було нове місце і новий досвід для мене. Крім Манхеттена, звичайно, пам’ятаю „Goliat”, з того часу, який був прикладом незвичного комерційного мислення. Це був гігантський намет, здається, цирковий, в ньому була організована торгівля.
АП: Як мешканка мікрорайону, Ви користувалися можливостями цього місця?
АЮ: Звісно. Це був час всіляких базарів. Ця форма торгівлі не була мені незнайома, адже в моєму рідному місті теж була ринкова площа, але вона не була критою. Туди заходили в закритий простір, де можна було знайти в основному одяг, а також овочі та фрукти. В основному це була мішанина, хустки, мило і варення. Звичайно, за одягом чи взуттям ви ходили туди.
АП: А як виглядало повсякденне та студентське життя на Грунвальдській площі в ті часи? Де Ви проводили час?
АЮ: Я багато ходила вулицями Грунвальду, навіть не живучи в межах мікрорайону, однак, будучи студенткою, ще не знала, що живу на Олбіні. Вулиця Górnickiego по суті з’єднує ці два райони. Зі своєї вулиці я йшла вул. Ładna у напрямку площі Грунвальдської, де ми ходили за покупками, в основному у вищезгаданий „Goliat”. Його закрили, здається, у 1997 чи 1998 році, тож я користувалась його послугами досить недовго. Пізніше на місці, яке зараз займає офісна будівля [Nobilis Business Hous], побудована поруч з „Pasaż Grunwaldzki” і з тильного боку публічної бібліотеки, все ще існував базар. Саме тут здійснювались покупки після того, як намет знімали з експлуатації. Студентське життя проходило в гуртожитку, в університеті та в безпосередній близькості від нього. Всілякі вечірки проводилися в коридорі, тому далеко ходити не доводилося. Іноді ми ходили на пиво до „Alibi”, що поруч з „Kredki” i „Ołówka”. Була ще „Tawerna” на набережній Wyspiańskiego, але туди ходили переважно ті студенти, які мали заняття в кампусі. Сама була там, напевно, лише раз. Ще пам’ятаю „Pizza Hut” на вул. Curie-Skłodowskiej, у 1990-х роках був бум на „McDonald’s” та „Pizza Hut”. То було місце, куди я ходила, коли хтось приїжджав до мене в гості. Мені так пощастило, що після закінчення навчання ще понад двадцять років жила в Олбіні, тож він став моїм районом. Завдяки роботі я теж прив”язалася до цієї місцевості, оскільки працюю в „Żółty Parasol”. Dzięki temu to życie studenckie mogę nadal obserwować. Після університету я переселилася на вул. Nowowiejska, ріг вул. Piastowska тож студенти прогулювалися повз моє вікно, все ще в бік „Alibi”, нині вже не знаю, як воно називається, але заклад все ще функціонує.
АП: Яке місце на Грунвальді було Вашим улюбленим у студентські роки?
АЮ: Торгова площа. Також мені подобалося проходити через площу Грунвальдську і заходити до будинку А1, оскільки він був таким величним і солідним. Іноді ходила до „Dwudziestolatki”, відвідувала подругу, але найбільше мені подобалося бувати на базарній площі.
АП: Попередньо Ви вже згадували про ліквідацію базару, чи була відчутна його відсутність?
АЮ: Пам’ятаю велике суспільне хвилювання, викликане рішенням про закриття ринку. Особисто мене це не дуже зачепило, бо я була новоприбулою мешканкою Вроцлава, тож не мала сентиментів до того намету. Просто вражав мене своєю формою. Попри це, я пам’ятаю ажіотаж серед покупців і продавців, які відстоювали простір як комерційний об’єкт. Люди були прив’язані не стільки до самого намету, скільки до місця розташування ринку. „Goliat” фактично продовжував розростатися навколо з різноманітними кіосками. Після його закриття торговий простір зменшився і перемістився ближче до діючої бібліотеки. Пам’ятаю, люди обговорювали, що станеться з місцем після ліквідації базару. «Pasaż» побудували не одразу, тож довгий час ділянка після „Goliat” залишалася відкритою, тож мешканці міркували, що ж там буде далі.
АП: Ви жили по сусідству з мікрорайоном у період його динамічної трансформації. Зник вищезгаданий „Goliat”, постав „Pasaż Grunwaldzki”, з’явилася кільцева розв’язка Реґана [Rondo Reagana]….
АЮ: Так, пам’ятаю ті будівництва. „Pasaż” був одним з перших торгових центрів у Вроцлаві. Спостерігала за цими трансформаціями з перспективи мого навчання, як за змінами в просторі, які не є добрими для міста, дивлячись на них з великим занепокоєнням. Навчалася на урбаністиці та містобудуванні і вже тоді в університеті нам розповідали про негативні наслідки будівництва торгових центрів, які засмоктують місто всередину. Вони не створюють міський простір, а забирають його, в перспективі існування міста швидко стають неактуальними. Власне, це відбувається зараз, оскільки зносять „Arkady Wrocławskie”. Невідомо, як довго проіснує „Pasaż”. Такі торговельні місця, такі які були колись на вул. Świdnicka або, у житловому мікрорайоні Plac Grunwaldzki вул. Szczytnicka, є набагато кориснішими для простору, мешканців та місцевої громади, оскільки вони створюють життя у місті. Спорудження „Pasaż Grunwaldzki” не було сприятливим, але все ж таки він з’явився і став комерційним об’єктом, яким раніше був намет. Торговий центр був розміщений точно на його місці. Маю визнати, що це зручне розташування, я й сама роблю там покупки. Ще добре пам’ятаю будівництво кільцевої розв’язки Реґана [Rondo Reagana]. То було масштабне дійство, яке широко обговорювалося. Його форма, його обриси, його функція пересадки – все це було розглянуто. З точки зору комунікації, кільцеве перехрестя вийшло чудовим. На мою думку, так воно і повинно працювати, але естетично воно, на жаль, не викликає захоплення. Час від часу тут з’являються спроби озеленення ділянки, але вони швидко втрачають актуальність. Незважаючи на деякі недоліки, площа Грунвальдська, безумовно, є дуже комфортним місцем для життя і побуту, в тому числі і з сусіднім Олбіном. Сам район Площі Грунвальдської може асоціюватися не з житловою функцією, а радше з комерційною та академічною через численні студентські кампуси. Таким чином, це радше район, призначений не стільки для проживання, скільки як місце для вирішення робочих питань. Житлова частина Грунвальду, як правило, зосереджена в мікрорайоні, що сусідить з Олбіном – вздовж вулиці Sienkiewicza.
АП: Ви згадували, як, будучи студенткою факультету урбаністики, відреагували на появу „Pasaż” чи кільцевої розв’язки, а з точки зору міської планувальниці, як Ви сприймали решту території на щоденній основі? Чи аналізували Ви її, користуючись нею і ходячи звичними маршрутами?
АЮ: В рамках нашого навчання ми здійснювали різні прогулянки навколо мікрорайону, завдяки чому ми дізналися, серед іншого, як виник Мангеттен [Manhattan] і хто його спроектував, тим самим ми більше пізнавали цей простір. Комплекс „Клінік” [Kliniki] на вул. Chałubińskiego – вражаюче і в деякому сенсі приголомшливе місце, безсумнівно. Я також бувала там як пацієнтка і завжди йшла туди з відчуттям певного страху, через те що там трохи темно, дивно, незрозуміло, адже потрапити в потрібне місце – не найпростіша річ. Крім того, мені траплялося там прогулюватися. У мене є подруга, яка живе неподалік, на вул. Łukasiewicza інколи, коли ми гуляли біля її будинку, вечорами проходили між ветеринарними клініками і виходили на вул. Chałubińskiego, було абсолютно темно. З іншого боку, сусідня з Клініками набережна Pasteura виглядає як вулиця, яка колись була репрезентативною, про що свідчать красиві кам’яниці, розташовані вздовж неї. Однак сьогодні вона справляє враження скоріше короткого обходу, ніж величної вулиці. Посилює це той факт, що над берегом Одри немає жодного бульвару, лише вузька стежка, де часто сидять п’яні люди, тож там не дуже безпечно. Це псує характер цієї вулиці. З іншої сторони, мені подобається продовження Pasteura, за мостом Звєжинецькім [Most Zwierzyniecki], а саме набережна Wyspiańskiego, де є дуже гарний простір, яким приємно прогулюватися або їздити на велосипеді.
АП: Ви розповідали про будівництво кільцевої розв’язки і „Pasaż Grunwaldzki”, а чи помічали Ви якісь зміни на Грунвальдській площі з тих пір, як мешкали там у 90-х роках?
АЮ: Багато що змінилося на набережній Wyspiańskiego. Там облаштували пляж. Побудували також „Polinka”. Пам’ятаю, що будівництво цієї підвісної дороги для пересування студентів з одного берега Одри на інший було великою подією. Було збудовано нову будівлю Політехнічної бібліотеки, в якому я бувала. Ще добре збереглася в пам’яті стара бібліотека, тож маю з чим порівняти нову будівлю, сувору і зовні, і всередині. На полицях немає книжок, бо вони на зберіганні в книгосховищі, їх треба замовляти, а в основному використовуються цифрові колекції. Крім того, також пам’ятаю вул. Polaka як таку, що знаходилася на краю головної дороги і площі Грунвальдської, а тепер вона стала єдиним цілим завдяки тому, що вздовж неї збудували новий житловий масив і відкрили кампус Вроцлавського університету. Раніше вхід з боку вул. Polaka був закритий, єдиний прохід був з вул. Szczytnicka. Цей вихід з іншої сторони є чудовим, дає додатковий простір. Пам’ятаю, що на вул. Polaka також була гарна взуттєва крамниця, яка досі працює.
Вулиця Szczytnicka також змінилася. Колись вона була гарнішою, там було багато комерційних приміщень на першому поверсі, туди можна було ходити за покупками. До того, як побудували „Pasaż Grunwaldzki”, це була торговельна вулиця з гарними кам’яницями. Зараз вона в дуже поганому стані. Коли я проходжу нею, а я намагаюся цього не робити, мені робиться дуже прикро за неї.
АП: Чи сумуєте Ви за якимись місцями, які зникли з карти мікрорайону або повністю змінилися?
АЮ: Сумувала за базаром. Після того, як його остаточно закрили наприкінці 90-х або на початку 2000-х років, багато чого змінилося у сприйнятті Грунвальда. Раптом припинилося ходіння на площу за покупками і довелося шукати магазини та овочеві крамниці. Раніше все можна було купити в одному місці. Після того, як ринок ліквідували, там утворилася дуже велика прогалина, ще до того, як збудували „Pasaż Grunwaldzki”. Я знаю, що деякі продавці з базару знайшли собі приміщення на території району, де й облаштувалися.
Пам’ятаю, на тому ринку був один прилавок, який спеціалізувався на яблуках і мав справді гігантський вибір сортів. Ніколи більше я не зустрічала такого розмаїття. Власники цього стенду тепер мають власний овочевий магазин на розі вулиць Mińkowskiego i Grunwaldzka. Сумую також за вул. Szczytnicka – її функцією та характером. Втім, у мене є кілька місць, які з’явилися на території мікрорайону, які мені подобаються, зокрема ресторан „Bella Storia” в новобудові біля Щитніцького мосту, кав’ярня «Coffilm» на вул. Grunwaldzka.
АП: Ви згадували, що багато років після закінчення навчання жили по сусідству з Площею Грунвальдською. Ви свідомо вирішили залишитися в цій місцевості?
АЮ: Так, я дійсно дуже хотіла залишитися на Олбіні. В роки навчання в університеті я познайомилася з цим місцем і його околицями. Сильно прив’язуюся до місць і не люблю їх змінювати. Мені потрібна стабільна частина життя, яку забезпечує місце, в якому живу і яке я добре знаю. Крім того, Олбін і Грунвальд є міськими районами, а отже, мають повний спектр послуг – від торгівлі та сфери обслуговування до закладів медицини та освіти.
АП: Я вже запитувала вас про ваше улюблене місце на Грунвальді в студентські роки, яке ваше улюблене місце зараз?
АЮ: Фрагмент набережної Wyspiańskiego від мосту Звєжинєцкого до вул. Norwida. Обидві сторони вулиці дуже гарні, і та, що з боку Одри, і будинки навпроти.Мені все ще подобається будівля Політехніки А1. Вона дуже цікава як зовні, так і зсередини. На цій ділянці набережної є також забудова з 90-х років, спроектована архітектором Войцехом Яржонбеком. Гадаю, це дуже цінний приклад постмодернізму у Вроцлаві. Рада, що вони не хочуть його зносити.
АП: А що для Вас є іконою маєтку на Грунвальдській площі?
АЮ: Їх декілька: Мангеттен [Manhattan], корпус А1 Вроцлавського політехнічного університету, Клініки на вул. Chałubińskiego, сподіваюсь, колись, вул. Szczytnicka повернеться до своєї колишньої слави.
Розмова відбулася завдяки фінансуванню Фонду EVZ у рамках програми «local.history» та проекту «Plac Grunwaldzki – untold story». #SupportedByEVZ
