[ПРОКРУТИТИ ВНИЗ ДЛЯ УКРАЇНСЬКОЇ ВЕРСІЇ]
Aleksandra Podlejska: Jakie jest Pani pierwsze wspomnienie związane z Placem Grunwaldzkim?
Klementyna: Na początku mieszkałam przy ulicy Wieczorka, potem przeprowadziłam się do kompleksu tzw. Manhattanu. Byłam zadowolona z mieszkania tutaj, bo było większe i jasne, wbrew powszechnym przekonaniom, że przez niewielkie okna, lokale te są bardzo zacienione. Mam też to szczęście, że zamieszkaliśmy od strony północnej, dzięki czemu nie słyszę hałasu dobiegającego z ruchliwej ulicy, a słońce nie nagrzewa latem tak bardzo mieszkania. Poza tym, kiedy się tu wprowadziliśmy cieszyłam się, że miałam niedaleko do rodziców. Miałam również blisko do pracy. Zamieszkaliśmy właściwie w centrum miasta, to mi się podobało. Teraz, z wiekiem trochę zmienił się mój stosunek do mieszkania w centrum, chociaż kiedyś jeden z sąsiadów powiedział mi, że nie powinnam marudzić, bo nasze miejsce zamieszkania jest bardzo dobrym punktem. Blisko stąd do Parku Szczytnickiego, Ogrodu Botanicznego, nad Odrę, wokół są naprawdę fajne miejsca do spacerów, a to, że mieszkamy w centrum, w spalinach, to cena za to i musimy po prostu zamykać okna, zażartował. Niemniej, faktycznie jest stąd wszędzie blisko. Nawet do Rynku można dojść pieszo i to na pewno jest duży plus. Poza tym mieszka się wśród młodych ludzi, a miło jest patrzeć na tę młodość dookoła. Latem, kiedy studenci stąd wyjeżdżają, jest taka pustka, cisza, wymarłe miasto, a kiedy wracają, miasto ożywa. To również jest pozytywna cecha tego miejsca.
Czyli Grunwald jest młody i studencki?
Tak uważam. Są uczelnie, Pasaż, cały czas widzi się tu młode, radosne twarze. Dużo się tu dzieje. To jest plus.
Czy Plac Grunwaldzki zawsze taki był?
Sama już nie pamiętam. Teraz bardziej zwracam uwagę na takie rzeczy, bo jestem na emeryturze, a wcześniej, kiedy pracowałam, biegłam z mieszkania do samochodu, jechałam do pracy. Będąc młodym żyje się w biegu. Wcześniej również soboty były pracujące, o czym często się zapomina. Młodość rządzi się innymi prawami. Wtedy miało się taką energię, że w soboty po pracy, która kończyła się najczęściej o trzeciej, szło się na zakupy, robiło obiad, ogarniało mieszkanie a potem szło się jeszcze na imprezę, np. imieniny, czy urodziny, które chętnie wtedy organizowano. Chcieliśmy się bawić, spotykać ze sobą. Nie było klubów, czy nawet restauracji, więc odwiedzaliśmy się wzajemnie. Nie było telefonów, więc rzadko kiedy się umawialiśmy, po prostu przychodziliśmy do siebie bez wcześniejszych zapowiedzi. Cudem była możliwość skorzystania z telefonu. Dlatego właśnie, bez tej możliwości kontaktowania się, często odwiedzaliśmy się ze znajomymi znienacka. Wydaje mi się, że teraz zanika to odwiedzanie się w domach. Wtedy każdego cieszyły takie wizyty, bo nie było innego kontaktu. Teraz ludzie spotykają się w kawiarniach, restauracjach. Spotykają się przede wszystkim w mieście. Kiedyś nawet wszystkie imprezy rodzinne, jak imieniny, czy komunie organizowało się w domach. To było takie życie. Inne, proste.

Czy na osiedlu też odwiedzała Pani znajomych? Toczyło się tu sąsiedzkie życie?
Sama nie utrzymywałam tutaj zbyt wielu sąsiedzkich kontaktów. Wszyscy żyli tu w biegu i mówiliśmy sobie tylko „dzień dobry”. Przyjaźniłam się i spotykałam przede wszystkim z koleżankami z pracy i ze studiów, a ponieważ wtedy poruszałam się samochodem, nie było dla mnie problemem odwiedzać je w innych częściach Wrocławia. Również znajomi przyjeżdżali do mnie w odwiedziny. Na ulicach nie było wtedy tak wielu samochodów, więc lepiej i szybciej można było się przemieszczać. To dawało pewną wolność, choć teraz komunikacja miejska, jest zapewne lepsza.
Jak zmieniał się Plac Grunwaldzki?
Przez wiele lat osiedle, ale i sam Manhattan był brzydki i szary. Żałuję, że wieżowce pomalowano na biało, bo niestety ludzie o nie nie dbają i już w wielu miejscach są sczerniałe i brudne. Poza tym wokół jest dużo zanieczyszczeń, spalin, więc te budynki już niszczeją, mimo że zostały odnowione niedawno. Nasz budynek odsłonięto w 2017 roku, po 1,5 roku prac nad nim i wielkiego remontu, który był konieczny nie tylko ze względu na odmalowanie kompleksu, ale przede wszystkim na jego utrzymanie. Te prace to była wielka rewitalizacja polegająca również na wymianie rur i innej niezbędnej infrastruktury, bo inaczej te budynki po prostu by się rozpadły. Trzeba pamiętać, że mają one przeszło 50 lat. Za ten remont musieliśmy zapłacić, jako członkowie spółdzielni sami, ponieważ niestety prezes naszej spółdzielni nas oszukał. Sam przyznał sobie wiele premii, a nie starał się nawet o pozyskanie jakichkolwiek dotacji na remont. Inne wieżowce kompleksu skorzystały z różnych funduszy, m.in. europejskich i to z nich zostały ocieplone i pomalowane, a my zostaliśmy na lodzie. Jako spółdzielnia z nowym już prezesem zmuszeni zostaliśmy zaciągnąć wielki kredyt na tę rewitalizację, który teraz, jako mieszkańcy spłacamy w ratach, a infrastruktura budynku wciąż pozostawia wiele do życzenia. Nie wymieniono choćby wind, które mają przecież przeszło 50 lat. Na piętrach wciąż można zobaczyć stare, połatane linoleum sprzed kilkudziesięciu lat. Na zewnątrz owszem, pomalowano wieżowce, wymieniono też rury, ale wciąż wiele jest tu do zrobienia. Do tego pozostałe zabudowania kompleksu nie zostały zrewitalizowane. Dookoła znajdują się budynki, które zieją grozą. Otoczka wieżowców jest fatalna. Od podwórka, od ulicy Nauczycielskiej wygląda to okropnie. Nie wspominając już o samej Nauczycielskiej, która pełna jest dziur i brudu. Nikt jej nie sprząta. Sama dzwoniłam już do kilku urzędów odpowiadających za zachowywanie czystości i nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za ten fragment miasta. Podobnie nikt nie sprząta ulicy Nehringa, a to jest przecież centrum miasta. To przeraża przyjezdnych. Pamiętam, że za każdym razem, kiedy odwiedzali mnie goście z innych miast byli zaskoczeni, że takie ładne wieżowce znajdują się w tak zaniedbanym otoczeniu. Do tego niestety koszty czynszu i utrzymania są tutaj bardzo duże.
Czyli jeszcze wiele zmian musi tutaj zajść…
Tak, wiele trzeba jeszcze zmienić w tej okolicy, ponieważ tu nic nie ma. W naszym podwórku postawiono siłownię, nad którą długo pracowano, ale nikt na niej nie ćwiczy. Są przy niej też tylko dwie ławeczki na całe podwórko. Widzę, że czasami ktoś przysiada sobie tam, żeby po cichu popijać alkohol i nic poza tym. Do tego kosz jest tam tak mały, że po jednym dniu wysypują się z niego śmieci, których też nikt nie sprząta, bo brak osoby odpowiedzialnej za ten fragment.
Mimo tego wszystkiego, wciąż mieszka Pani w wieżowcach. Czy to z przywiązania, czy dlatego, że nie widzi się Pani w innym miejscu?
Być może byłabym w stanie wyobrazić sobie siebie gdzieś indziej, ale nie miałabym już siły ani energii, żeby się stąd wyprowadzać. Niemniej muszę przyznać, że mam stąd wszędzie blisko, do sklepów, do przystanków autobusowych i tramwajowych. W okresie jesienno-zimowym, a nawet wiosennym jest tu w porządku, ale kiedy zbliża się lato, to jest tutaj okropnie ze względu na zaduch. Może gdyby było więcej zieleni, ten upał nie byłby tak odczuwalny, ale gdzie tę roślinność posadzić? Nie wiem, czy jest tu na to miejsce. Niedawno w pobliżu dawnego lokalu „W kontakcie” posadzono kilka niewielkich drzewek, co cieszy, ale one niestety również nie będą dawać cienia, ani oczyszczać powietrza. Poza tym latem, kiedy są otwarte okna, dużo bardziej doskwiera hałas. Jest tu głośno ze względu na ruch samochodowy, a szczególnie ze względu na dostawy do sklepów, które znajdują się tuż przy wieżowcach. Mimo wszystko, jest wiele plusów mieszkania na tym osiedlu. Dobrze jest tu mieszkać z racji wspomnianej bliskość wielu miejsc, lokali i usług. Dobra komunikacja zapewnia swobodę przemieszczania się. Poza tym jest tu też raczej bezpiecznie, więc to są zalety. Mieszkam tu z pewnej konieczności, choć lubię Plac Grunwaldzki i po tylu latach wrosłam w niego. Lubię go zimą, jesienią i wiosną. Latem niestety nie. Myślę, że na Manhattanie zbyt wiele się już nie zmieni, bo nie ma na to miejsca. Miasto może zmieniać się na obrzeżach, gdzie się dopiero kształtuje, a te bloki istnieją już od lat 70.

Jakie zmiany zauważyła Pani w innych rejonach osiedla Plac Grunwaldzki na przestrzeni lat?
Mieszkam tutaj ponad 50. lat, w związku z czym musiało się tu wiele zmienić. Przez długi czas budowano na osiedlu rondo Reagana, które teraz wygląda ładnie, choć w środku, w podziemiach jest dość ponuro i ciemno. W sieci można zobaczyć wiele starych zdjęć przedstawiających, jak wyglądał plac przez lata po wojnie i jak się zmieniał. W latach 70. powstały nasze wieżowce. Pamiętam, jak będąc studentką, przyjeżdżałam w odwiedziny do koleżanki, która mieszkała w kamienicy przy ulicy Wrocławczyka i obserwowałam ich budowę. Ich wybudowanie było wielkim sukcesem. Większość mieszkańców osiedla pamięta też targowisko na placu i balon Goliat, ale to siłą rzeczy musiało się zmienić ze względu na postęp. Targowisko musiało zostać z czasem zlikwidowane, ponieważ czasy się zmieniają, zmienia się Polska, miasta, tak samo zmienia się Plac Grunwaldzki. Kiedyś były tu różnego rodzaju budki, które też zlikwidowano. Wybudowano z czasem szereg wieżowców. Pojawił się m.in. budynek Nobilis na rogu Reja i Curie-Skłodowskiej. Powstał Pasaż, a w nim sklepy i kina. Wszystko zostało przebudowane. Wcześniej były tu budki, targ i balon Goliat, ale to było 30 lat temu, a przez tyle lat zmiany musiały zajść. Kiedyś w miejscu Kampusu Uniwersytetu, podobnie zresztą jak w wielu innych częściach Wrocławia, były w zasadzie łąki i chwasty. Teraz to uporządkowano, bo z czasem coraz więcej terenów było i jest nadal potrzebnych pod zabudowę i nowe inwestycje. Plac został ładnie uporządkowany, w przeciwieństwie do tego, co stało się z częścią, w której stoją nasze wieżowce. Ich obejście jest fatalne. Pięknie prezentują się ona na fotografiach, szczególnie na tle Mostu Grunwaldzkiego i Kampusu Uniwersytetu Wrocławskiego, wspaniale wyglądają z daleka, jednak z bliska można dostrzec, w jak złym stanie jest jego część i najbliższa okolica. Mam nadzieję, że coś zmieni się wraz z ukończeniem remontu esplanady, bo na razie wiele pawilonów pozostaje w ruinie, m.in. budynek, przy pierwszym z wieżowców, od strony Mostu Grunwaldzkiego, w którym kiedyś mieściła się restauracja „Grunwaldzka”. Od lat trwa tam remont. Środek budynku został zupełnie wyczyszczony i została jedna wielka hala. Podpytywałam pracowników, co ma tam powstać, ale niestety mówili mi, że nic nie wiedzą. Mam jednak nadzieję, że w związku z trwającymi pracami ten budynek zostanie wyczyszczony, podobnie jak jego obejście, aby przestały oszpecać kompleks.
Jak chciałaby Pani, żeby zmieniał się dalej Plac Grunwaldzki, w jakim kierunku powinien Pani zdaniem podążać?
Chciałabym, żeby nasadzono na nim wysokie drzewa, wyższe niż te, które można na nim znaleźć obecnie. Ładnie zagospodarowano teren przy Joliot-Curie, ale niestety rosnące tam drzewa są niewysokie i nie dają cienia, w związku z czym, ludzie siedząc na ławkach smażą się na słońcu. Powinno posadzić się tam większe drzewa, które dadzą cień. Podobnie w innych miejscach Kampusu Uniwersyteckiego, m.in. przy Instytucie Biotechnologii brakuje dużych drzew. Jest tam sporo ławek, na których można by posiedzieć, ale są one w pełnym słońcu. Na początku posadzono tam też platany, ale one uschły. Pamiętam, że serce mi się krajało, kiedy przechodząc widziałam jak „umierają stojąc”, nawiązując do tytułu sztuki. Koło Instytutu Matematyki stoi stary świerk, który niestety również usycha, a jest w zasadzie jedyną ozdobą okolicy. Mam nadzieję, że ktoś w końcu o niego zadba, bo niestety osoby odpowiadające za ten teren nie szanują zieleni, która na nim jest. Chciałabym też, żeby zrobiono przyzwoite chodniki i drogi, szczególnie przy ulicy Nauczycielskiej i Nehringa. Okolice Manhattanu i wspomniane ulice wyglądają bardzo prowizorycznie, są połatane i zaniedbane. Jest też na nich brudno, nic nie jest tam uporządkowane, więc chciałabym, żeby zajęto się też tymi terenami.
Czym jest dla Pani Plac Grunwaldzki?
Jestem związana z tym miejscem od wielu lat. Jest dla mnie przede wszystkim miejscem zamieszkania i miejscem, w którym od 50 lat toczy się moje życie. Doceniam, że mogę pójść nad Odrę. W końcu w pobliżu rzeki postawiono ławki, bo kiedyś nie było ani jednej. Mogę też wyjść na teren Kampusu Uniwersytetu czując się bezpiecznie nawet wieczorem, bo jest on oświetlony.
Rozmowa zrealizowana dzięki dofinansowaniu ze środków Fundacji EVZ w ramach programu “local.history” i projektu „Plac Grunwaldzki – nieopowiedziana historia”. #SupportedByEVZ
Пані Клементина
Александра Подлейска (АП): З чим пов’язаний Ваш перший спогад про Грунвальдську площу [Plac Grunwaldzki]?
Клементина (К): Спершу я мешкала на вул. Wieczorka, потім переїхала до т.зв. комплексу „Мангеттен” (Manhattan). Я була задоволена квартирою тут, тому що вона була більшою і світлішою, всупереч поширеній думці, що через маленькі вікна в квартирах дуже тісно. Мені також пощастило, що ми живемо на північній стороні, тому я не чую шуму з жвавої вулиці, а сонце не так сильно нагріває помешкання влітку. Крім того, коли ми переїхали сюди, я раділа безпосередній близькості до моїх батьків. До роботи теж було недалеко. Ми жили фактично в центрі міста, мені це подобалося. Тепер, з віком, моє ставлення до життя в центрі дещо змінилося, хоча колись сусід сказав мені, що не варто нарікати, адже ми живемо в дуже непоганому місці. Це недалеко від парку Щитніцкого [Park Szczytnicki], Ботанічного саду, Одри, є дуже гарні місця для прогулянок, а те, що ми живемо в центрі, у вихлопах, – це плата за це, і ми просто повинні зачиняти вікна, – жартував. Тим не менш, звідси дійсно рукою подати до будь-якої точки міста. Навіть до площі Ринок можна дійти пішки, і це, безумовно, великий плюс. До того ж, ми живемо серед молоді і приємно бачити цю юність навколо себе. Влітку, коли студенти виїжджають звідси, тут така порожнеча, тиша, вимерле місто, а коли вони повертаються, місто оживає. Це теж позитивна риса цього місця.
АП: Тож Грунвальд є молодим і студентським?
К: Я так думаю. Тут є університети, „Pasaż”, постійно бачиш молоді, радісні обличчя. Багато чого діється тут. Це плюс.
АП: Чи завжди Грунвальдська площа була такою?
К: Я вже й сам не пам’ятаю. Зараз більше звертаю увагу на такі речі, тому що на пенсії, а раніше, коли працювала, я бігала з квартири до машини, їздила на роботу. Будучи молодим, ти живеш життям у русі. Раніше суботи теж були робочими, про що часто забувається. Молодість має інші правила. Тоді було стільки енергії, що по суботах після роботи, яка зазвичай закінчувалася о третій годині, ти ходив по магазинах, готував обід, прибирав у квартирі, а потім йшов на вечірку, наприклад, на іменини або день народження, які так полюбляли влаштовувати. Хотілося розваг, зустрічей, знайомств. Не було ні клубів, ні навіть ресторанів, тому ми ходили один до одного в гості. Телефонів ще не було, тому ми рідко домовлялися про зустрічі, просто приходили один до одного додому без попередніх домовленостей. Можливість користування мобільним телефоном була справжнім дивом. Тому, не маючи можливості сконтактуватися, ми часто ходили в гості до друзів один одного, зненацька, як грім серед ясного неба. Мені здається, що це відвідування один одного вдома зараз зникає. Тоді усім подобалися такі візити, бо іншого контакту не було. Зараз люди зустрічаються в кафе, ресторанах. В основному зустрічаються в місті. Раніше було так, що навіть всі сімейні події, такі як іменини чи причастя, організовували вдома. Це було таке життя. Інше, просте.

АП: Чи бували Ви в гостях у знайомих у мікрорайоні? Чи продовжувалось тут сусідське життя?
К: Особисто я не підтримувала тут особливих сусідських контактів. Всі жили тут на бігу, і ми говорили один одному лише „добрий день”. Здебільшого я товаришувала і зустрічалася з коліжанками з роботи та університету, а оскільки в той час я пересувалася на машині, то для мене не було проблемою відвідувати їх в інших частинах Вроцлава. Плюс до мене частенько приїжджали знайомі. Тоді на вулицях було не так багато машин, тож пересуватися можна було краще і швидше. Це давало певну свободу, хоча зараз громадський транспорт, напевне, кращий.
АП: Як змінювалась Грунвальдська площа?
К: Протягом багатьох років район, як і сам Мангеттен, був бридким і сірим. Жаль, що багатоповерхівки пофарбували в білий колір, так як за ними не доглядають, і вони вже почорніли і подекуди стали брудними. Крім того, навколо багато забруднення, вихлопних газів, тому ці будівлі вже руйнуються, навіть незважаючи на те, що їх нещодавно відремонтували. Наш будинок було відкрито у 2017 році, після 1,5 років роботи над ним і величезної реконструкції, яка була необхідна не лише для перефарбування комплексу, але й, перш за все, для його технічного обслуговування. Ці роботи були великою ревіталізацією, яка також включала заміну труб та іншої необхідної інфраструктури, інакше ці будівлі просто розвалилися б. Потрібно пам’ятати, що їм більше 50 років. Нам, як членам кооперативу, довелося заплатити за цей ремонт самим, тому що, на жаль, голова нашого об’єднання обдурив нас. Сам собі присвоїв собі багато премій й навіть не намагався шукати гранти. Інші багатоповерхівки в комплексі отримали фінансування з різних фондів, у тому числі європейських, і саме з них їх утеплили та пофарбували, тоді як нас залишили напризволяще. Навіть ліфти, яким, зрештою, понад 50 років, не були замінені. На поверхах все ще можна побачити старий, залатаний лінолеум багаторічної давнини. Ззовні, щоправда, будинки пофарбували, замінили труби, але ще багато чого треба зробити. Крім того, інші будівлі комплексу не були ревіталізовані. Навколо розташовані споруди, які справляють враження занедбаності. Оточення багатоповерхівок катастрофічне. З внутрішнього двору, від вул. Nauczycielska все це виглядає жахливо. Не кажучи вже про саму вул. Nauczycielska, де повно дір і бруду. Її ніхто не прибирає. Я особисто телефонувала до кількох інстанцій, відповідальних за дотримання чистоти, не відомо, хто саме відповідає за цю частину міста. Так само ніхто не прибирає вул. Nehringa,яка, як-не-як, є центром міста. Приїжджих це відлякує. Пам’ятаю, що кожного разу, коли до мене приїжджали гості з інших міст, вони дивувалися, що такі гарні багатоповерхівки знаходяться в такому занедбаному середовищі. До того ж, на жаль, вартість оренди та утримання тут дуже висока.
АП: Попереду ще чимало змін ….
К: Так, в цій околиці ще багато чого треба змінювати, тут нічого немає. У нашому дворі поставили спортивний майданчик, над яким довго працювали, але на ньому ніхто не займається. Також біля нього стоять лише дві лавки на все подвір’я. Час від часу я бачу, що там хтось сидить, щоб по-тихому розпивати алкоголь, і більше нічого. До того ж, смітник там настільки малий, що через день з нього висипається сміття, яке теж ніхто не прибирає, бо немає відповідального за цю ділянку.
АП: Попри те, Ви все ще живете у багатоповерхівці. Це через прив’язаність чи тому, що не бачите себе в іншому місці?
К: Можливо, я могла б уявити себе в іншому місці, але в мене вже не було б ні сил, ні енергії, щоб переїхати звідси. Тим не менш, мушу визнати, що звідси мені все близько – магазини, автобусні та трамвайні зупинки. Восени, взимку і навіть навесні тут добре, але з наближенням літа тут жахливо душно. Можливо, якби було більше зелені, ця спека не була б такою відчутною, але де посадити цю рослинність? Не знаю, чи є тут для неї місце. Нещодавно біля колишнього приміщення „W kontakcie” було висаджено кілька невеликих деревець, що тішить, але, на жаль, вони теж не забезпечать тінь і не очистять повітря. Крім того, влітку, коли вікна відчинені, гомін дошкуляє набагато сильніше. Через рух транспорту, а особливо через доставку товарів до магазинів, які розташовані поруч з багатоповерхівками, тут шумно. Тим не менш, є багато плюсів у проживанні в цьому районі. Тут добре мешкати через вищезгадану близькість до багатьох місць, закладів та послуг.Хороша транспортна розв’язка забезпечує свободу пересування. Крім того, тут також досить безпечно, тож це також є певними плюсами. Я живу тут через певну необхідність, хоча мені подобається Грунвальдська площа і я вросла в неї за стільки років. Люблю її і взимку, і восени, і навесні. Літом, на жаль, ні. Навряд чи на „Мангеттені” щось зміниться, тому що для цього немає місця. Місто може змінюватися на околицях, де воно тільки формується, а ці квартали існують з 1970-х років.

АП: Які зміни Ви зауважили в інших частинах мікрорайону Грунвальдська площі за ці роки?
К: Мешкаю тут понад 50 років, і за цей час тут багато чого повинно було змінитися. Тривалий період в мікрорайоні будували кільцеву розв’язку Reagana, яка зараз має непоганий вигляд, хоча всередині, в цокольних поверхах, доволі похмуро і темно. В інтернеті є багато старих фотографій, на яких видно, як виглядала площа в повоєнні роки і як вона змінювалася. У 1970-х роках з’явилися наші хмарочоси. Пам’ятаю, будучи студенткою, я приходила в гості до подруги, яка жила в багатоквартирному будинку на вулиці Wrocławczyka і спостерігала, як їх будують. Їхнє зведення було дуже успішним. Більшість мешканців мікрорайону ще пам’ятають базар на площі та намет «Goliat», але все це неминуче мусило змінитися, бо прогрес не стоїть на місці. З часом цей ринок довелося прибрати, тому що епоха змінювалася, Польща зазнавала змін, змінювалися міста, а разом з ними і площа Грунвальдська. Раніше тут були різноманітні кіоски, які також були прибрані. Згодом тут з’явилася низка багатоповерхівок. З-поміж інших, з’явився будинок „Nobilis” на розі Reja i Curie-Skłodowskiej. Появився „Pasaż”, з крамницями та кінотеатрами. Все перебудовано. Колись тут були кіоски, базар і намет «Goliat», але це було 30 років тому, а за стільки років повинні були відбутися зміни. На місці університетського містечка, як і в багатьох інших частинах Вроцлава, були в основному галявини і бур’яни. Нині тут усе приведено до ладу, оскільки з часом з’являлося і з’являється все більше і більше земельних ділянок під житлову забудову та нові проекти. Площу впорядкували, на відміну від того, що сталося з тією частиною, де стоять наші багатоповерхівки. Об’їзна дорога навколо них – катастрофічна. На фотографіях, особливо на тлі Грунвальдського мосту та кампусу Вроцлавського університету, вони виглядають чудово, але зблизька видно, в якому поганому стані перебуває частина з них та їхня найближча околиця. Сподіваюся, що з завершенням реконструкції еспланади щось зміниться, адже поки що багато павільйонів залишаються в руїнах, в тому числі і будівля поруч з першим з хмарочосів, з боку мосту Грунвальдського, в якій раніше знаходився ресторан „Grunwaldzka”. Там вже багато років триває ремонт. Середину будівлі повністю розчистили, залишився один великий зал. Я розпитувала працівників, що там буде, але, на жаль, вони мені відповіли, що нічого не знають. Однак сподіваюся, що в ході робіт, які тривають, ця споруда буде доведена до ладу, а також прилегла територія, аби вони перестали спотворювати комплекс.
АП: Які зміни на Грунвальдській площі Ви б хотіли бачити і надалі, в якому напрямку, на вашу думку, вони мають відбуватися?
К: Мені б хотілося, щоб були висаджені високі дерева, вищі за ті, що ростуть зараз. Територія навколо Joliot-Curie, була гарно озеленена, але, на жаль, дерева там невисокі і не дають тіні, тому люди смажаться на сонці, сидячи на лавках. Для забезпечення затінку там слід садити більші дерева. Так само в інших частинах університетського кампусу, наприклад, біля Інституту біотехнологій, бракує великих дерев. Є багато лавок, на яких можна посидіти, але вони стоять під прямими променями сонця. На початку тут також висаджували платани, але вони засохли. Пам’ятаю, що моє серце розривалося, коли я проходила повз і бачила, як вони «помирають стоячи», відсилаючись до назви п’єси. Біля Інституту математики росте стара ялина, яка також сумно в’яне, і є чи не єдиною прикрасою цього району. Надіюсь, що хтось нарешті про це подбає, бо, на жаль, люди, які відповідають за цей район, не ставляться з належним чином до тих зелених насаджень, які там є. Хотілося б також, щоб були зроблені пристойні тротуари і дороги, особливо на вул. Nauczycielska i Nehringa. Околиці „Мангеттена” і вищезгадані вулиці виглядають дуже імпровізованими, залатаними і занедбаними. Вони також брудні, там нічого не прибрано, тому хотілося б, щоб про ці території також подбали.
АП: Чим для вас є Грунвальдська площа?
К: Я пов’язана з цим місцем вже багато років. Для мене це насамперед місце, де живу і де проходить моє життя протягом 50 років. Я ціную те, що можу ходити до Одри. Нарешті біля річки поставили лавки, бо раніше їх не було. Також можу вийти до університетського кампусу, відчуваючи себе в безпеці навіть ввечері, бо він освітлений.
Розмова відбулася завдяки фінансуванню Фонду EVZ у рамках програми «local.history» та проекту «Plac Grunwaldzki – untold story». #SupportedByEVZ
